Czytam, więc jestem, uwielbiam się przemieszczać, i nie ważne czy samolotem, czy rowerem,zapamiętywać chcę - sercem i aparatem, a żyć nie mogę bez książek, podróży, roweru, spacerów, rozmów i moich licznych pasji. Dzięki hektolitrom herbat wszelakich wypijanych codziennie trzymam się jakoś w pionie:)

W razie pytań lub chęci kontaktu: malamo@op.pl :)

Warto przeczytać


6/03
2026

Spacer z krasnalami po Hitzacker

  Dzisiaj w ramach wygrzebywania się z blogowych zaległości przeniesiemy się w czasie do końcówki września i pewnej pięknej, słonecznej niedzieli. Dzień był ciepły, idealny na małą wycieczkę a naszym celem była kolejna destynacja z długiej listy miejsc, spisanych specjalnie na okazję krótkich jednodniowych przygód. Tempo, w jakim dopisujemy do niej nowe punkty jest szybsze niż odhaczanie miejsc, w których już byliśmy a przysięgam, że robimy co możemy i w wolne dni rzadko kiedy siedzimy w domu.




 Tego dnia ruszyliśmy do Hitzacker, małego miasteczka nad Łabą, w Dolnej Saksonii. Bardzo długo nie mieliśmy pojęcia, że tak niedaleko nas znajduje się mieścinka w moim ulubionym stylu, z domkami w kratkę, wąskimi brukowanymi uliczkami i spokojem tak poszukiwanym w wolne od pracy dni. Jest w Hitzacker coś jeszcze, co wyróżnia je spośród innych miast tego typu ale jest bardzo podobne do miasta dobrze znanego nam wszystkim. Honorowymi "mieszkańcami" Hitzacker są bowiem krasnale, wykonane przez artystkę Beatę Zwolańską-Hołod, tę samą, której dzieła można tak licznie oglądać na wrocławskich ulicach.



 Zgodnie z legendą wieki temu w jednej z okolicznych winnic mieszkały dobre i uczynne krasnale, pomagając mieszkańcom w codziennych czynnościach. Jako wyraz wdzięczności i pamięci o tym, że krasnale miały czynny udział w rozwoju miasta, upamiętniono ich bytność stawiając im w różnych miejscach miasteczka małe ale jakże urocze pomniki.




 Wybaczcie mi proszę większą niż zazwyczaj ilość zdjęć ale Hitzacker to przepiękne miasteczko, z ogromem mojej ulubionej architektury i klimatem, który zawsze mnie otula najmilszymi emocjami. Nie wiedziałam jak podejść do tematu, żeby nie zasypać Was lawiną zdjęć, których zrobienie było w Hitzacker nad wyraz łatwe: nieskończona ilość klimatycznych zakamarków a wśród nich krasnale, których wyszukiwanie jest świetną zabawą.





 Wyszukiwanie gnomów miesza się w Hitzacker z zachwytami nad wszystkim tym co mamy dookoła. Bardzo często w ogóle zapominałam o tym, że chciałam szukać małych figurek bo moją uwagę skutecznie odciągały domy w kratkę, których w życiu widziałam ogrom a które nadal zachwycają mnie tak, jakbym je widziała pierwszy raz. Kratka to zdecydowanie mój ulubiony styl w architekturze.





 Jeszcze do niedawna byłam pewna, że w ogóle nie tęsknię za wiosną ale teraz sobie przypomniałam ile radości dostarczają mi nasze jednodniowe wyjazdy i coś tam w sercu zadrgało, poruszając struny na których miłość do włóczęgi wygrywa miłe sercu melodie. I chociaż za oknem 15 stopni, co jest warte upamiętnienia bo to ewenement, że jest tak ciepło na początku marca, to nie mam złudzeń, że tak będzie aż do lata. Niemniej jednak coraz bardziej zbliżamy się do długich i ciepłych dni a fakt, że od jakiegoś czasu mamy marzec najpierw mnie zaskoczył a teraz nadal nie przestaje zadziwiać bo pojęcia nie mam kiedy to zleciało. 




 Chociaż o istnieniu Hitzaker dowiedziałam się przypadkiem to bardzo się cieszę, że tak się stało. Miła jest świadomość, że "królują" tutaj krasnale podobne do tych wrocławskich i wykonane przez naszą rodaczkę. Ich wyszukiwanie może być świetną zabawą chociaż przyznam się Wam, że we Wrocławiu wydaje się to być dużo łatwiejsze. Bo tutaj, chociaż miasteczko małe, to albo krasnale są bardziej ukryte albo nam od pobytu we Wrocławiu pogorszył się wzrok i instynkt detektywa. Kilku krasnali nie udało nam się zlokalizować a robiliśmy dużo, żeby tak się stało. Niemniej jednak bawiliśmy się przednio i to był naprawdę fajny dzień.



 Pisząc o Hitzacker przypomniałam sobie radość jaką dają mi takie jednodniowe wycieczki oraz zdałam sprawę, że coraz szybciej zbliża się czas kiedy na stałe zagoszczą w naszej codzienności. Nie bez znaczenia jest również fakt, że odkąd wróciłam z Anglii, czyli od tygodnia, codziennie jest ciepło i świeci słońce. Najniższa temperatura ostatnich dni to 13 stopni, najwyższa 18, najczęściej jest gdzieś pomiędzy. I nie pomyślcie, że bawię się w synoptyka, poprostu to co się dzieje w pogodzie wywołuje we mnie niedowierzanie tak wysokie, że oczom nie wierzę w to co widzę i muszę to regularnie sprawdzać w aplikacji. Której, żeby było śmieszniej też nie wierzę, chociaż skaczę z radości bo teraz akurat ma rację.  Jak zapewne większość z Was się domyśla, w związku z pogodą roznosi mnie energia, przede mną wspaniały weekend bo w planach mam takie cudowności jak rower, rzeka i las. Czy może być coś lepszego?

 

 

Komentarze

  1. Ależ mnie ta ilość fot cieszy. Uwielbiam takie domy, klimatyczne uliczki. Krasnale są super, legenda fajna. To jest bardzo przyjemny post. Miej cudowny weekend, zresztą taki Ci się zapowiada. Niech poczucie totalnej radości jest z Tobą. Pozdrawiam cieplutko. :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Za wiele zdjęć? nigdy, zwłaszcza gdy takie perełki pokazujesz!
    Najbardziej spodobał mi się krasnal z bułeczkami!
    Mogłabym tam zamieszkać:-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.