Czytam, więc jestem, uwielbiam się przemieszczać, i nie ważne czy samolotem, czy rowerem,zapamiętywać chcę - sercem i aparatem, a żyć nie mogę bez książek, podróży, roweru, spacerów, rozmów i moich licznych pasji. Dzięki hektolitrom herbat wszelakich wypijanych codziennie trzymam się jakoś w pionie:)

W razie pytań lub chęci kontaktu: malamo@op.pl :)

Warto przeczytać


12/02
2026

Reykjavik. Czym zachwyca islandzka stolica oraz historia kubka.

  Ledwo sama sobie zadałam tytułowe pytanie a już wiedziałam, że odpowiedź na nie będzie trudna i zawiła, a już z całą pewnością nie odnajdziecie jej na tej garstce zdjęć, którą zrobiłam. W Reykjaviku spędziliśmy zdecydowanie za mało czasu, żebym mogła powiedzieć o nim coś konkretnego na podstawie tego, czego doświadczyłam, niemniej jednak bardzo chciałabym mieć Reykjavik w moim blogowym indeksie stolic. Byłam? Byłam! I nawet zrobiłam więcej zdjęć niż byłam pewna, że mam, bo wspominając islandzką stolicę w ogóle nie pamiętałam, żebym chytała za aparat.


 Kościół nosi imię islandzkiego poety i duchownego luterańskiego  Hallgrimura Peturssona. Przed kościołem stoi pomnik Leifa Erikssona, wikinga, syna Eryka Rudego, islandzkiego banity i założyciela normańskich osad na Grenlandii ( cytuję za Wikipedią ).

 Po przylocie na Islandię i ulokowaniu się w mieszkaniu plan na wieczór był tylko jeden: iść na spacer do centrum i odnaleźć najbardziej znany i charakterystyczny zabytek architektoniczny nie tylko miasta ale całej wyspy, kościół Hallgrimskirkja. Nie było to trudne bo kościół widać z wielu punktów miasta i dotarcie do celu zajęło nam na tyle mało czasu, że zdążyliśmy zanim na dobre się sciemniło. Nie mogę tego niestety powiedzieć o reszcie spaceru bo ciemność nadeszła nagle i całkowicie nas zaskoczyła.



 Reykjavik jest odmienny od innych stolic, w których miałam szczęście być, głównie za sprawą swojej raczej małomiasteczkowej zabudowy i kompaktowości. W moim odczuciu jest to raczej mała przytulna mieścinka, która w nocy tętniła życiem i gwarem co trochę mnie zdumiało, bo był przecież środek tygodnia. A tu nagle nie wiadomo skąd na ulicę wyszły tłumy, zapełniając restauracje i puby.


 Małe drewniane domki, deptak będący główną arterią spacerową miasta, niewielkie sklepiki i galerie, Reykjavik to stolica unikalna w swoim stylu. Mieszkaliśmy jakiś kwadrans spacerkiem od centrum i pierwszym co mi się rzuciło w oczy a co pamiętam do dziś były pustki na ulicach. Wieczór był ciepły i słoneczny a my w drodze do miasta nie spotkaliśmy niemal nikogo. To pozwoliło mi przypuszczać, że w centrum też będzie spokojnie, ale nic bardziej mylnego bo w centrum panował gwar. Na szczęście nie ten ciężki i przytłaczający, typowy dla dużych miast i stolic, a którego raczej nie lubię, ale taki dodający energii i podrzucający do głowy pomysły typu: o! Skoro tyle osób wpadło na pomysł, żeby napić się wina w klubie z muzyką na żywo, to ja też tak chcę. Niestety rzeczywistość pokazała nam, że znalezienie wolnego stolika było trudniejsze niż nam się wydawało, i że są chwile w życiu, kiedy same chęci to za mało. Życie rozrywkowe islandzkiej stolicy stoi naprawdę na wysokim poziomie, był środowy wieczór a knajpy były pełne ludzi, niektóre - podejrzewam, że te najfajniejsze - do tego stopnia, że nie dało się nawet otworzyć drzwi. Może to właśnie tłumaczy fakt, że na ulicach było tak spokojnie, bo wszyscy wyskoczyli sobie do centrum na szklaneczkę lub kufelek.




 Trochę żałuję, że nie miałam więcej czasu żeby zanurzyć się w Reykjaviku z dokładnością nie zostawiającą miejsca na niedosyt. Wróciliśmy tam co prawda rano w dniu wylotu ale tylko po to, żeby zjeść śniadanie i kupić kubek do mojej starbucksowej kolekcji. Staram się przywozić takie kubki z prawie każdego wyjazdu, niestety wpadłam na ten pomysł zbyt późno zatem braki w kolekcji mam spore. Mam też wymyślone przez siebie wymagania i raczej nie kupuję tych kubków tylko po to, żeby mieć. Ograniczam się do stolic albo miejsc wyróżniających się swoją wyjątkowością zatem od razu wiedziałam, że poszukam takiego kubka w Reykjaviku. Rzeczywistość podstawiła mi nogę już na starcie bo okazało się, że wszystkie kubki się wyprzedały i nowe będę dopiero we wrześniu, a była końcówka sierpnia. Miałam przed sobą islandzką przygodę, kolejne spotkanie z Anią i z Arkiem i perspektywę wspólnego spełniania marzeń co sprawiło, że o braku kubka szybko zapomniałam. Na szczęście idę radośnie przez życie z osobą, która spełnianie moich marzeń traktuje tak samo serio jak ja sama i całym sercem wspiera w realizacji planów, nawet tych najbardziej szalonych. Kiedy usłyszałam od sprzedawcy, że wszystkie kubki się wyprzedały i pojawią się ponownie dopiero we wrześniu, byłam pewna że tyczy się to raczej końcówki miesiąca. Wiecie jak to jest: kiedy coś ma się wydarzyć w jakimś miesiącu a nie mamy na to konkretnej daty to spodziewamy się, że będzie to raczej później niż wcześniej. Z Islandii wracaliśmy 2 września i chociaż wiem, że to już wrzesień, to jednak zaledwie jego drugi dzień. Jakie było moje zaskoczenie kiedy zostałam zawieziona pod Starbucks, niemal zmuszona do tego żeby iść i sprawdzić czy są kubki, bo ja w to oczywiście nie wierzyłam i co się okazało? Kubki były! Mój okrzyk szczęścia słyszeli w kawiarni chyba wszyscy, sporo osób miało też przyjemność zobaczyć taniec radości jaki odtańczyłam na ulicy, dzierżąc islandzki kubek w dłoni. Najśmieszniejsze jest to, że tyle trwało zdobycie kubka a teraz w ogóle z niego nie piję bo się boję, że mi się zbije a zdobycie nowego będzie trudne, z podobną czcią traktuję kubek z Ammanu 😊.



 Mam nadzieję, że powyższa historia jest najlepszym wytłumaczeniem dlaczego chciałam żeby Reykjavik był bohaterem jednej z blogowych opowieści. Czasami za najbardziej błahymi wydarzeniami stoją najfajniejsze wspomnienia, teraz o akcji zdobywania kubka pamiętam ale kto wie, czy to samo będę mogła powiedzieć za kilkanaście lat? Aby temu zapobiec mam ją tutaj na piśmie i będę do niej wracać za każdym razem, kiedy wspomnienia zacznie przykrywać kurz albo znikną głęboko pod warstwą nowych wrażeń. 



 Zobaczyłam w Reykjaviku tyle ile się dało i na ile pozwolił mi czas, dopóki się nie ściemniło, ale co mam tym się dzielę. Z radością dopisuję Reykjavik do listy odwiedzonych stolic i chociaż było to spotkanie szybkie i krótkie to mam wrażenie, że zdążyłam się z Reykjavikiem zaprzyjaźnić.


( Reykjavik, Islandia, 2025 r. )



Komentarze