Czytam, więc jestem, uwielbiam się przemieszczać, i nie ważne czy samolotem, czy rowerem,zapamiętywać chcę - sercem i aparatem, a żyć nie mogę bez książek, podróży, roweru, spacerów, rozmów i moich licznych pasji. Dzięki hektolitrom herbat wszelakich wypijanych codziennie trzymam się jakoś w pionie:)

W razie pytań lub chęci kontaktu: malamo@op.pl :)

Warto przeczytać


4/02
2026

Niedziela na Antarktydzie

 Pozostając w temacie zimy i mojej radości tym, że ta tegoroczna jest piękna, długa, mroźna i biała, i że takiej nie było od lat, zabiorę Was dzisiaj na Antarktydę. Zdążyłam już Was zapewne przyzwyczaić do faktu, że niedaleko domu mam Malediwy, na których nie dość, że bywam regularnie, to jeszcze dojeżdżam tam sobie na rowerze. Ale to, że minioną niedzielę spędziłam na Antarktydzie a dojazd tam samochodem zajął nam godzinę, może być dla Was sporym zaskoczeniem. Niemniej jednak tak właśnie było a co przeżyłam i widziałam wpis ten wszystko Wam opowie.

 Do pisania tego wpisu nie mogłam sobie wymarzyć lepszej scenerii bo zima po raz kolejny pokazuje, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa a do wiosny jest dalej niż było rok temu o tej porze. Sypie z nieba białym puchem a wszystko to wiruje w podmuchach wiatru. Jest tak pięknie, że wzrok systematycznie ucieka mi w stronę okna co pozwala mi przypuszczać, że pisanie o Antarktydzie zajmie mi dużo więcej czasu niż planowałam. Ale do dzieła!




 Kadry, które tutaj widzicie stały się sławne do tego stopnia, że aby tam dojechać i znaleźć miejsce parkingowe, trzeba się natrudzić i swoje odczekać wśród samochodów których pasażerowie obrali ten sam kierunek. My wybraliśmy się w niedzielę i szczerze mówiąc kiedy już dojeżdżaliśmy to trochę opuścił mnie entuzjazm. Niektóre ulice dojazdowe zostały zamknięte, policja kierowała ruchem, samochody były zaparkowane w każdym możliwym miejscu no ale że głupi ma szczęście to szybko znaleźliśmy wolne miejsce pod marketem.



 Co prawda ilość osób zmierzająca w tym samym co my kierunku szybko uświadomiła mi, że sami to my raczej nie będziemy, chociaż szczerze mówiąc popularność "gór lodowych na Łabie" i tak pozwalała mi przypuszczać, że będziemy mieli liczne towarzystwo. Tak też się stało ale plus tego był taki, że większość osób zatrzymywała się przy pierwszych lodowych bryłach i tam zostawała. Tylko nieliczny szli dalej wzdłuż rzeki ale zapewne domyślacie się, że wśród nich byliśmy i my. Skoro przyjechaliśmy na spacer po Antarktydzie to chcieliśmy dopiąć swego, tym bardziej, że jak się okazało dalej było równie pięknie i, co najważniejsze, mniej tłoczno.


 Mam świadomość tego, że nazywając zamarzniętą Łabę Antarktydą trzeba mieć wyobraźnię równą mojej no ale sami powiedzcie czy te zdjęcia nie przypominają krainy skutej lodem? Mam nadzieję, że tegoroczna zima wie ile pięknych doznań jej zawdzięczam bo obdarowała mnie wrażeniami, których nie czułam od lat. Po powrocie z Włoch wskoczyłam od razu w białą krainę, w której radośnie sobie żyję do tej pory, a minął miesiąc. Śnieg otulił wszystko bielą, mróz skuł jeziora i kanały w Hamburgu obok których przechodzę codziennie w drodze do pracy i zawsze robię zdjęcia. Zima pozwoliła mi zobaczyć wiele dobrze znanych miejsc w zupełnie innej scenerii i wiecie, że dzisiaj jest pierwszy od bodajże połowy grudnia wolny dzień, który spędzam w domu? Bo tak to wiecznie mnie nosi, szwędam się z radością po białym świecie, jak nie leśne zaspy to Antarktyda, zaliczyłam też wenecki karnawał w Hamburgu. Dzieje się dużo a ja tak intensywnie nie żyłam zimą od lat. Niezmiernie cieszy mnie również fakt, że nadal trwa w najlepsze sezon na grzane wino aczkolwiek ostatnio przekonałyśmy się z koleżankami, że lepiej pić po lodowisku a nie przed 😃.




 Od grudnia nieustannie mam wrażenie, że żyję w baśni albo w rzeczywistości umiejscowionej daleko od twardego gruntu a wszystko to za sprawą zimy. Tak niewiele wystarczyło żebym była bezgranicznie szczęśliwa i mówię to ja: miłośniczka ciepła, słońca i niebieskiego nieba. I tak jak co roku o tej porze wypatrywałam wiosny tak teraz nie miałabym nic przeciwko temu, żeby zima trwała aż do maja. Jest magicznie a ja jestem tym stanem rzeczy tak uduchowiona, że rozczula mnie nawet mróz szczypiący w policzki. Nie dająca się policzyć ilość zimowych spacerów, radość tym, że wielu miejsc, które dobrze znam, nie widziałam nigdy w białej wersji, no i góry lodowe na Antarktydzie. Sami musicie przyznać, że tegoroczna zima zasługuje na uznanie.




 Duża ilość śniegu i silny mróz sprawiły, że i Łaba zmieniła się nie do poznania. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcia na jednej z lokalnych grup podróżniczo-przyrodniczych to w ogóle nie pomyślałam, że rzecz się tyczy rzeki, którą mam 15 minut samochodem od domu. Zanim w ogóle zlokalizowałam sobie miejsce akcji już wiedziałam, że muszę tam być i zobaczyć te cuda na własne oczy. A kiedy okazało się, że mamy Antarktydę o godzinę jazdy od domu szybko zaplanowałam wycieczkę na najbliższą niedzielę. W tym miejscu pozwolę sobie na mały apel do tych, którzy nie znaleźli sobie jeszcze partnera lub partnerki albo znaleźli ale są w trakcie zmiany: szukajcie osób, którym nie przeszkadza to, że jesteście wariatami, a nawet uważają to za zaletę. Bo ja, kiedy któregoś dnia wróciłam do domu i oznajmiłam Pankracemu, żeby nic nie planował na niedzielę bo zabieram go na Antarktydę, usłyszałam, że super, świetny pomysł, i że jedziemy. A sami dobrze wiecie, że na coś takiego zareagować można różnie, wielu pomyślałoby, że to jest dobry moment żeby zacząć szukać profesjonalnej pomocy. Fakt, że pojechałam samochodem na Antarktydę a w ciągu roku będę regularnie jeździć na Malediwy na rowerze, może być lekko niepokojący. Na szczęście nie dla mojego Pankracego a dla mnie to już w ogóle.




 To był niesamowity dzień, spędzony wśród kadrów nie z tej ziemi. Naprawdę miałam wrażenie, że jestem gdzieś poza światem, w krainie skutej lodem. Moja radość z zimy trwa i ma się świetnie, lojalnie Was uprzedzam, że zimowe kadry pojawią tu się jeszcze, najprawdopodobniej więcej niż raz. Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że wykaraskanie się ze wszystkich podróżniczych zaległości czekających na opisanie ich na blogu jest niemożliwe i chyba nawet nie będę próbować. Zamiast tego całą swoją uwagę skupię na radości z zimy, miłościwie nam obecnie panującej, i tym jak hojnie dostarcza mi codziennie milion powodów do uśmiechu i do zmierzania do pracy okrężną drogą, bo ładniej.

 Trzymajcie się radośnie kochani moi, niech nie opuszcza Was pogoda ducha i wysoka tolerancja na siarczysty mróz. Pamiętajcie, że nic tak nie rozgrzewa jak herbata, może być z prądem, oraz przytulaki, daję Wam na to moje słowo!



Komentarze