2026
Ponad chmurami w San Marino
Chcecie wiedzieć, jak przekonałam najbliższą sercu osobę do wycieczki do miejsca, do którego z naszej dwójki chciałam jechać tylko ja? I to chciałam tak bardzo bardzo bo o ile zwiedzanie nowych miejsc niezmiernie mnie ekscytuje, to zwiedzanie tycich krajów ekscytuje mnie po stokroć. Szkoda, że nie widzieliście w Watykanie ani mnie, ani tego jaką frajdę sprawił mi fakt, że przeszłam sobie spacerkiem z Włoch do zupełnie innej republiki, a później dziarsko z niej wymaszerowałam i dalej ruszyłam w Rzym. I to wszystko na piechotkę, w ciągu jednego przedpołudnia.
Aby dopiąć swego można robić wiele rzeczy: można prosić, błagać, przekonywać i zachęcać ale w sumie po co skoro można posunąć się do spisku, wciągając w to koleżankę. Nie da się nie zauważyć, że pomysły miewam wyśmienite. Ale ale, nie bądźmy drobiazgowi bo patrząc na to, jaki ów spisek przyniósł efekt, ile miłych wspomnień a w konsekwencji jeden z najfajniejszych dni urlopu, polecam tę opcję żarliwie, nie bójcie się spiskować zwłaszcza kiedy to spiskowanie jest w dobrej sprawie.
Żadna to nowość, że my podróżujemy na luzaka i zamiast szczegółowo rozpisanego planu co będziemy robić każdego dnia, przeważnie mamy jedynie zarys tego gdzie chcielibyśmy być. Nie inaczej było podczas ostatniego włoskiego urlopu, wszystko było pięknie ładnie, plan mieliśmy zacny, cieszyło mnie wszystko od Pizy aż po Florencję, no ale ja jeszcze marzyłam o San Marino. I o ile byłam pewna, że znajdę w tym państwie w państwie wszystko czego do szczęścia potrzebuję, o tyle mój Pankracy był przekonany, że w San Marino nie znajdziemy nic.
![]() |
| BAZYLIKA SAN MARINO |

Z opresji uratowała mnie Ula, która ma taką siłę przebicia, że nawet niedowiarka jest w stanie przekonać do rzeczy, do której nie jest do końca przekonany. Tak fajnie i ciekawie opowiadała o San Marino, że nie pozostawało nam nic innego jak tam pojechać i sprawdzić co tak Uleńkę urzekło. Ja byłam przekonana, że znajdę milion powodów do radości ale pisałam Wam przed chwilą jak się sprawy miały i nie wszyscy w naszej rodzinie wykazywali entuzjazm równy mojemu. Uwaga, uprzedzam fakty: w San Marino było przewspaniale, podobało nam wszystko i naprawdę bardzo dziękuję Uli, że wzięła udział w moim spisku. A Pankracy był tak zachwycony, że dzień, którego o mały włos by nie było, uznał za jeden z najfajniejszych w całym urlopie, tak samo uważam i ja.
Ponieważ San Marino jest niewielkie to spokojnie na zwiedzanie wystarczy jeden dzień, słyszałam też opinię, że nawet pół, ale po co się spieszyć? To, że nie ma tutaj długiej listy zabytków i atrakcji nie oznacza, że nie można świetnie się bawić robiąc rzeczy niepozorne. Na samym szczycie Monte Titano leży wzniesiona w XI wieku twierdza La Rocca o Guaita, najważniejszy zabytek w tym małym kraju. Jest tutaj jeszcze Palazzo Publico, siedziba jednoizbowego parlamentu, bazylika, Plac Wolności oraz zabytkowa dzwonnica. Dla mnie jednak najwięcej wrażeń skrywa się wśród wąskich uliczek, małych placów i punktów widokowych. Uwierzcie mi, że San Marino chociaż małe, ma dużo tego co dobre.
Aby dostać się do historycznego centrum San Marino, położonego na wysokości 749 m n.p.m., musieliśmy się przebić przez gęstą warstwę chmur które, co tu ukrywać, nie wyglądały zbyt obiecująco. Ale okazało się, że ponad nimi czeka na nas słoneczna pogoda a spektakl, który nam zafundowały wspomniane wcześniej obłoki, chwytał nas za serca za każdym razem kiedy zerkaliśmy w stronę horyzontu i świata, który zostawiliśmy na dole.

Dla mnie już sam fakt, że jestem w San Marino, małym krajku na szczycie góry, będącym najstarszą republiką, był sam w sobie źródłem niesamowitej ekscytacji. A do tego doszedł jeszcze fakt, że tam naprawdę jest bardzo ładnie. Mnóstwo punktów widokowych, historyczna twierdza składająca się z trzech wież usytuowanych w różnych punktach wzniesienia, wąskie klimatyczne uliczki, kawiarenki z widokiem - wszystko to sprawiło, że podskakiwałam sobie radośnie z ekscytacji. Ale ale, czekajcie bo to jeszcze nie wszystko, bowiem najlepsze zostawiłam na koniec, bo jak by mało było tych dobroci to jeszcze przytrafił nam się w San Marino świąteczny jarmark z łakociami, pierdółkami i grzanym winem, a obok niego lodowisko. Wszystko to skąpane w mroku rozświetlonym świątecznymi światełkami. Winko smakowało wyśmienicie a my, kierowani myślą, że kto wie czy to czasem nie jest ostatnie grzane winko w tym sezonie, nie żałowaliśmy sobie tego rozgrzewającego trunku. Po czym trzy straganiki dalej okazywało się, że znów sprzedają winko i kto wie, czy nie było to ostatnie wino w tym sezonie, zatem znów kupowaliśmy po kubeczku. Domyślacie się zapewne co się okazywało kilka stoisk dalej 😊. Historia lubi zataczać koło nawet kiedy są to zaledwie małe kółka dotyczące grzanego wina.
O ludzie kochani, ale to San Marino jest urokliwe! I chociaż stare miasto naprawdę jest niewielkie to ma moc i mnóstwo czaru. Nawet ja, chociaż byłam pewna, że San Marino nas oczaruje, byłam przemile zaskoczona siłą, z jaką chwyciło mnie za serce. Ten dzień był idealny i to nie tylko dlatego, że dostałam bransoletkę z kamyków w moich ulubionych niebieskich kolorach, bez niej też byłoby fajnie ale lepiej, że jednak ją mam 😊.
Wolę nawet nie myśleć, co by było gdybym nie wykazała się pomysłowością i sprytem, a ja nie dość, że okazałam się przebiegła to jeszcze wciągnęłam we wszystko koleżankę. Na swoją obronę dodam tylko, że Ula nie protestowała i z chęcią wzięła udział w tym niecnym uczynku, za co jestem Jej bardzo wdzięczna i korzystając z okazji jeszcze raz przepraszam Uleńka, że kopałam Cię pod stołem podczas kolacji, delikatnie dajac znaki że pora zacząć show. "Załatwiłaś" mi San Marino, spełniło się wszystko to co nam zachwalałaś i było tak ładnie jak mówiłaś, że jest albo nawet ładniej bo słyszeć o czymś a w tym osobiście uczestniczyć wzbogaca nasze przeżycia o doznania, o których nie da się opowiedzieć.

Nie wiem jak o mnie świadczy fakt, że w drodze ku zdobywaniu świata jestem w stanie wesprzeć się podstępem, no ale jest jak jest, mam tylko nadzieję, że w swoich osądach nie będziecie dla mnie zbyt surowi. Dzięki mojej nazwijmy to pomysłowości spędziliśmy niezapomniany dzień i dopisaliśmy kolejny kraj do listy tych już odwiedzonych. A ja, kierowana wyrzutami sumienia, na samym szczycie góry przyznałam się, że to wszystko zostało z góry ukartowane zatem sami widzicie, że aż taka zła nie jestem 😊. Najważniejsze, że to był przewspaniały dzień w którym podobało nam się wszystko a wyjątkowy, świąteczny jeszcze klimat San Marino otulił nas ciepłem, które towarzyszyło nam jeszcze długo po powrocie do domu a ja pisząc ten wpis przypomniałam sobie, jak było fajnie.




















No powie Ci, że ten spacer w chmurach i urokliwe uliczki, to strzał w dyszkę!
OdpowiedzUsuńNadajesz się na spiskowca!
Humor jest, gorzej z aurą, jak nie ślizgawica, to całkowita odwilż, a za chwile maja być znów mrozy!
Oby nasze głowy to wytrzymały...
Głowy jak głowy ale niech to wszystko wytrzymają nogi i ręce skoro takie ślizgawice. Spiskowanie w ogóle nie leży w mojej naturze ale przynajmniej przekonałam się, że gdy życie mnie do tego zmusi to potrafię 😀
UsuńMoja głowa nie lubi takich zmian! To mój największy problem, ale nie dam się!
UsuńMigren z całego serca Ci współczuję, niech pogoda będzie najłaskawsza😘
UsuńWow, aż mi dech zaparło oglądając te zdjęcia. Chociaż, nie wiem dlaczego, takie "skalne miasta" kojarzą mi się ze starożytnością. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńMnie się kojarzą ze średniowieczem, zwłaszcza przez dachy z dachówek. I przez klimat też, ukryty wśród wąskich ulic. Wszystkiego dobrego Karolina.
UsuńGdzie diabeł nie może, tam kobietę pośle ;) Też bym użyła wszystkich możliwych sposobów, żeby polecieć razem w te niesamowite miejsca 🌸
OdpowiedzUsuńJa nawet nie przypuszczałam, że potrafię być aż taka sprytna ale najwidoczniej podróże są dla mnie tak ważne, że nie zawaham się knuć i kombinować 😃
UsuńMy w San Marino byliśmy w ramach naszej pierwszej wycieczki po Włoszech. Jadąc już na miejsce nie oczekiwaliśmy niczego specjalnego, ale i nas zauroczyło totalnie. Pięknie położone na górzystym terenie jednego z pasm Apeninów. Trzy zamki - twierdze na szczycie Monte Titano zapierają dech. Byliśmy latem, więc towarzyszyły nam widoki o zupełnie innym charakterze ale równie niezapomniane. Masz rację również w tym, że co innego zobaczyć na zdjęciach, filmie a na żywo. Dlatego nas turystów tak gna w różne miejsca, które przecież można obejrzeć nie ruszając się z kanapy. Pozdrawiam Cię serdecznie :)
OdpowiedzUsuńA ja nie wiem czemu ale miałam w związku z San Marino jakieś dobre przeczucia, czułam przyciąganie 😀. Zdjęcia w internecie pokazują najczęściej twierdzę albo bazylikę co nie wygląda zbyt zachęcająco i raczej nie gwarantuje zbyt dużych uciech. Dobrze, że moje przeczucie było silniejsze niż wszystko inne i z pomocą Uli dopięłam swego bo San Marino urzekło nas wszystkich i spędziliśmy tam wyjątkowy i niezapomniany czas.
UsuńWszystkiego dobrego na najbliższe dni.
Monia, jesteś niesamowita! nie tylko w darze dyplomatycznego przekonywania innych o swoich zachciankach i pragnieniach, ale i przede wszystkim w doborze miejsc do odwiedzenia. Można by rzec, małe i ciasne i zamglone, można by.. ale. Toż to prawdziwa perełka wśród największych skarbów Europy. Nie miałem pojęcia co tam można zobaczyć a teraz proszę wszystko jak na dłoni i to w najpiękniejszym wydaniu Twoich uroczych foto-pamiątek. Takie mgły to ja widziałem dwa, trzy razy w życiu, a takich uroczych ciasnych uliczek, no.. ani razu :)) Kończę komentarz i przewijam post do początku, by nasycić zmysły w ten zimny, oczywiście szary jak zawsze styczniowy poranek południowej Polski.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się! chmur i mgieł :)) Pozdrowienia
Ale mi się podoba to trzymanie się chmur i mgieł, obiecuję zastosować się do życzeń! Nie wiem do końca jak wyobrażałam sobie San Marino ale tak na pewno nie, z pewnością nie spodziewałam się, że będzie aż tak fajnie. Jednak małe jest piękne o czym regularnie się przekonuję bo świat często dostarcza mi ku temu powodów.
UsuńPozdrawiam Cię serdecznie w ten mroźny czwartkowy wieczór i dziękuję za Twoje komentarze.
No to dobrze, że nie wybrałaś Pizy, czy Sieny, skoro tak oczarowało cię San Marino. Dobrze, że mnie nie posłuchałaś. Prawdę mówiąc mogłam radzić jedynie to co sama oglądałam i co mnie się podobało, a w San Marino nie byłam i nie czytałam, nie oglądałam zdjęć, poza nazwą nic mi to nie mówiło. Przyznaję, że wygląda bardzo urokliwie, też lubię wszystko co małe, mikre, maciupeńkie. A zamek boski, jejku tylko jak się tam wdrapać. Cieszę się, że tak pięknie spędziłaś ostatni dzień urlopu. Są takie miejsca, choć wydają się niepozorne sprawiają nam ogrom radości.
OdpowiedzUsuńW Pizie byliśmy tak czy siak bo spędziliśmy tam sylwestra i kolejną noc, mieliśmy kilka zapasowych destynacji ale ja uparcie obstawiałam San Marino. Nie wiem skąd się wzięło moje przekonanie, że ten mały kawałek Europy dostarczy mi niezapomnianych wrażeń ale tak było. Co prawda posunęłam się do spisku ale było warto a my dzięki moim krętactwom spędziliśmy cudowny dzień.
UsuńJak wspaniale, że spisek się udał! Dzięki temu mam okazję zobaczyć urokliwe miejsca, w których zakochać się można nawet poprzez zdjęcia bez konieczności stanięcia własną stopą na bruku :) Dziękuję Ci za tę przyjemność. Życzę w 2026 roku spełniania marzeń i podróży w upragnione miejsca na całym świecie ❤️
OdpowiedzUsuńChociaż spiskowanie zupełnie nie jest w moim stylu to trzeba przyznać, że odniosło zamierzony skutek i kto wie czy nie będę tego częściej praktykować?😀Zwłaszcza, że dobrze wiem co by mnie ominęło gdybym nie okazała się tak sprytna i przebiegła 😉.
UsuńAniu, ja Tobie również życzę dobrego i szczęśliwego roku z niewyobrażalnie wielką ilością pięknych chwil. Bądź szczęśliwa ❤️
Oj Ty… ❤️
OdpowiedzUsuńCzytałam to z uśmiechem od ucha do ucha i mam wrażenie, że dokładnie widziałam Cię tam, ponad chmurami, z tym błyskiem w oku i dziecięcą radością 😉 a ze Cie znam, to wiem ze tak bylo...Ten „spisek” był absolutnie mistrzowski – w najlepszym możliwym sensie 😄 I proszę bardzo, kolejny dowód na to, że czasem warto być upartą i trochę sprytną, bo takie dni zostają w sercu na zawsze.
San Marino opisałaś tak, że aż chce się natychmiast pakować plecak i iść Twoim śladem bo tam niestetynie byliśmy. Te chmury pod stopami, wąskie uliczki, punkty widokowe i… krążące grzane wino – magia totalna ✨
No i piękne jest to, że nawet niedowiarków potrafisz nawrócić na zachwyt.
Uwielbiam Twój sposób opowiadania – lekki, ciepły i pełen emocji. Dzięki za tę podróż i za przypomnienie, że czasem najlepsze wspomnienia rodzą się z odrobiny szaleństwa 💙
Przekonałam się, że warto spiskować zwłaszcza że na szali leżało spełnianie marzeń. Po fakcie okazało się jednak, że spisek przyniósł niezapomniany dzień i nowy odwiedzony zakątek, który zawsze radością dopisałam do listy. Nawet nie chcę myśleć co by było gdyby San Marino nas nie urzekło, wtedy chyba bym się do tego spiskowania nie przyznała 😀. A tak to sumienie mam czyste hi hi hi. Z szaleństwa rodzi się mnóstwo fajnych rzeczy.
UsuńBuziaki i uściski spod kołderki, ktoś mi tu obok pochrapuje 🥰.
Nigdy bym nie pomyślała, że w TYM wieku będę jeszcze spiskować. No, ale cieszę się, że przeszło mi to bezkarnie. Kiedy ja zwiedzałam latem San Marino, też były chmury. Widocznie to miejsce tak ma, musi być tajemnicza ta najstarsza republika świata. Super fotki Monia. Nawet zimą jest tam pięknie!!!
OdpowiedzUsuńPrzesyłam cieplutkie pozdrowienia, bo zima coraz zimniejsza!!!
W jakim wieku Uleńka, w jakim wieku?! Co to w ogóle za pytanie?😃 Jesteś milion lat młodsza niż metryka i w dodatku umiesz spiskować a ja to cenię 😀. Przy Twoim współudziale spełniłam kolejne z podróżniczych marzeń i wszyscy razem spędziliśmy niezapomniany dzień i byliśmy przezachwyceni. I może dlatego tak fajnie się tam czułam bo chmury to moje miejsce i wszystko co ma z nimi związek mnie uszczęśliwia 🙂.
UsuńVaidas wspominał dzisiaj Ciebie i królika 😄.
Mrozom się nie daję, podstawa to czapka i ciepłe buty. Mam nadzieję że i Ty dotrwasz jakoś do wiosny ❤️. Tryliard buziaków.
Cześć Moniko 😀 Piękne San Marino, świetny krótki ale pełen radości wyjazd - bardzo się cieszę że tak fajnie spędziłaś czas, przesyłam pozdrowienia 😀
OdpowiedzUsuńSan Marino ma moc i jest pięknie położone bo ponad chmurami. Bardzo się cieszę, że tam dotarłam i spędziłam piękny i magiczny dzień, spełniając przy okazji kolejne z podróżniczych marzeń.
UsuńDużo zdrówka Tomek, wracając szybko do pełni sił. Serdeczności.
Tytuł bloga nabrał realności, rzeczywiście trzymałaś się chmur, marzycielko.
OdpowiedzUsuńOd razu zwróciłam uwagę na to lodowisko 👍, ale ludzi wywiało.
Widać, że najstarsza republika mocno się broniła przed najeźdźcą, mając takie wspaniałe twierdze i zamki.
Ja pamiętam San Marino, min. z powodu meczy piłkarskich z Polską🤣
Ja też w tych chmurach poniżej San Marino upatruję powodzenie misji pt. Spiskowanie 😄. Ula spisała się na medal, jak znów do mnie przyjedzie to jakoś się Jej odwdzięczę. San Marino, położone między chmurami a niebem, na szczycie góry, zachwyci każdego, zwłaszcza w świątecznym czasie.
UsuńSerdeczności, uściski i ogrom ciepłych myśli.
Kochana, ja się tu zachwycam pod niebiosa. To jest zjawiskowo piękne miejsce. Ja lubię małe miasteczka, małe kraje. Jeny, jaki magiczny spektakl, kiedy chmury przysłaniają miasto, ale jeszcze go nieco widać. Ten post to dla mnie jak magiczna opowieść. Podstęp mnie totalnie rozśmieszył, wyobrażam sobie, jak kopiesz przyjaciółkę, a ona naparza, jak to tam bosko i warto zwiedzać i ach i och. hahaha Takie podstęp i ja stosuję czasami. hahaha Wiem, że z Tobą podróż byłaby supcio. Dziękuję Ci za magiczną podróż, bo i Twe słowa i zdjęcia mnie zaczarowały!!! Kochana, dobrego tygodnia, niech dzieje się wiele radosnych chwil. :))) <3
OdpowiedzUsuńTo prawda, San Marino totalnie mnie zauroczyło, spiskowanie popłaca. Ale jak widać nie mam wstydu bo kopałam pod stołem i zmusiłam do spiskowania blogową koleżankę, którą widziałam pierwszy raz w życiu. Nie wiem jak to o mnie świadczy no ale cóż, jest jak jest 😄.
UsuńAguś, ja Tobie również życzę samych wspaniałości na kolejne dni, bądź szczęśliwa.
Ale się cieszę, że plan się powiódł i tam dotarliście. Przepiękne miejsce. No ja nie wiem, jak ktoś mógłby się tam nie zachwycać... Cudne zdjęcia stamtąd przywiozłaś. I ile pięknych wspomnień. A anegdotkę o spisku to pewnie będziesz sobie przypominać za każdym razem jak pomyślisz o San Marino.
OdpowiedzUsuńŚciskam
PS. Dziękuję za kartkę z Włoch, trochę jej ta podróż zajęła :D
UsuńNa podstawie doświadczenia zgromadzonego w ciągu wielu lat wysyłania i otrzymywania widokówek uprzejmie donoszę, że trzeba się cieszyć, że kartka w ogóle doszła zamiast myśleć o tym ile jej to zajęło 😀. Marta dostała rekordowo szybko bo po kilku dniach.
UsuńSumienie mnie gryzło, że spiskuję ale pocieszałam się tym, że robię to w dobrej wierze. Spełnianie marzeń czasem wymaga poświęceń 😁. Jeszcze nie wysiadłam z samochodu a już wiedziałam, że było warto, San Marino urzekło nas wszystkich!
Uściski z krainy skutej lotem.
Przypuszczam, że każdy kto odwiedzi San Marino, to mikropaństwo śródlądowe będzie nim całkowicie oczarowany. Już samo jego położone po adriatyckiej stronie półwyspu i zbudowane wokół góry Titano może konkurować z niektórymi miejscowościami Toskanii. Z daleka wydaje się niemal nierealne, z tymi kamiennymi wieżami wyłaniającymi się z mgły i starymi murami wbudowanymi w klify, jakby sama góra skrywała swoją historię. San Marino to taki ukryty skarb, który zachował średniowieczny urok, z maciupkimi kamiennymi uliczkami i niezapomnianymi krajobrazami. Monia tym postem sprawiłaś, że odświeżyły się moje wspomnienia. Dzięki.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Mnie ciągnęła do San Marino niemożliwa do wytłumaczenia siła przyciągania która sprawiała, że byłam pewna iż doświadczę tam zachwytów. Tak też się stało. To był zdecydowanie jeden z najfajniejszych dni ostatniego urlopu a San Marino urzekło nas wszystkich położeniem i atmosferą a ja bardzo się cieszę, że jeśli chodzi o San Marino uparłam się na swoim 😀.
UsuńPozdrawiam Cię cieplutko Łucja i życzę Ci radosnych kolejnych dni.
Ja obecnie podróżuję dom-lekarz, więc fajnie z Tobą zwiedzać świat! Kolejna świetna podróż;)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com