2026
Stary, poczciwy York
Pamiętacie jak Wam pisałam, że był taki tydzień pod koniec lutego podczas którego byłam na czterech lotniskach, w trzech europejskich krajach i w dwóch stolicach, cztery razy leciałam samolotem, trzy razy pociągiem i kilka autobusem, głównie piętrowym? Chociaż ciężko w to uwierzyć w tym czasie działy się jeszcze rzeczy, o których nie wspomniałam, jedną z nich podzielę się z Wami właśnie dzisiaj. Będzie pięknie i klimatycznie, a naszym nieodłącznym towarzyszem będzie dobry i poczciwy staroangielski klimat kryjący się w cieniu wiekowych murów. Bo jak by mało było atrakcji i przygód, o których wspomniałam w pierwszym dłuuuugaśnym zdaniu, to jeszcze spędziłam jeden dzień w Yorku, o zobaczeniu którego marzyłam od dawna.
Pomimo usilnych starań i takiego doboru zdjęć, żeby pokazać Wam czar i urok Yorku w jednym, nawet nieco przydługim wpisie, poległam już na starcie. Jeśli chodzi o York to nie można się ograniczać albo poprostu ja nie potrafię. I nie wiem czy robię za dużo zdjęć, czy bywam w tak pięknych miejscach, że najzwyczajniej w świecie nie da się inaczej; najpewniej jednak mieszanka obu tych czynników sprawiła, że York pojawi się tutaj przynajmniej w dwóch odsłonach. Czy nie będzie przyjemnie spacerować wirtualnie po uliczkach, w które zaraz Was zabiorę, w towarzystwie herbaty, świeczki i puchatego koca? Zatem już teraz Was zapraszam na kolejną część przygód, stay tuned, chociaż znając mnie to może potrwać.
Zacznijmy zatem od tego, co w Yorku najbardziej urzeka i co widzę we wspomnieniach myśląc o tym ciepłym i słonecznym dniu, a nie zapominajmy, że rzecz się działa w lutym. W kolejnej części wrócimy do zachwytów, pokażę Wam katedrę i zabiorę na spacer po murach miejskich, co tutaj jest atrakcją turystyczną a nie przestępstwem i nas za to nie aresztowano.
My, czyli Marta, która nas u siebie gościła, Julka i ja, do Yorku przyjechałyśmy pociągiem z Durham, a że mieszkałyśmy na angielskiej wsi, z której jakoś trzeba było się wydostać, to jeszcze odbyłyśmy niedługą podróż samochodem. Zanim ruszyłyśmy szlakiem najbardziej urokliwych zakamarków tego baśniowego miasta, wstąpiłyśmy na herbatę i śniadanie do klimatyczniej kawiarni gdzie obsługiwały nas urocze panie w sukienkach z fartuszkami a ja z radością "wciągnęłam" moje ulubione bułeczki scones. Długo przed tym jak York zaczął się konkretyzować w moich podróżniczych planach miałam pewność, że mnie oczaruje bo to co widziałam na zdjęciach w internecie nie pozostawiało nawet cienia wątpliwości, że to średniowieczne angielskie miasto jest baaaaardzo w moim stylu! Tak też się stało a ja byłam przezachwycona już po zrobieniu kilku pierwszych kroków.
Założony przez Rzymian w 71 roku naszej ery York był przez kilkaset lat stolicą północnej Anglii. Miasto leży w północno-wschodniej części kraju, w hrabstwie North Yorkshire, nad zbiegiem rzek Ouse i Foss. A wszystkich tych, którzy teraz westchnęli z zachwytu jaka to ja jestem mądra, muszę niestety rozczarować, to nie ja. Tak błyskam wiedzą kiedy przeczytam Wikipedię 😃.
Klimatyczna średniowieczna zabudowa, stare domy pochylone od upływu czasu, ilości dziejów i wydarzeń, jakich były świadkiem, niektóre nawet z XIII w., klimatyczne sklepiki i kawiarnie, dużo cegły i drewnianej zabudowy. Jeżeli serce nie zabiło Wam szybciej po przeczytaniu poprzedniego zdania to ja już sama nie wiem... York to zdecydowanie jedno z najbardziej urokliwych miast w których byłam a te, które swoim klimatem i architekturą zabierają mnie w podróż w czasie mają w moim sercu specjalne miejsce, w loży VIP-ów. Brugię, Gandawę, Bremen, Lüneburg, Celle, Stade i całą resztę bardzo proszę o przesunięcie się i zrobienie miejsca bo do elity dołącza York.
York to miasto z największą ilością pubów w Anglii czego nie sprawdziłam bo byłyśmy tylko w jednym ale za to w jakim! Pub ten zyskał miano nawiedzonego a duchy to jego stała klientela. Jednym z najważniejszych zabytków miasta jest największa nie tylko w Anglii ale również w całej północnej Europie średniowieczna katedra ale o niej będzie w drugiej części. Pokażę Wam w niej katedrę, mury obronne a także pozostałości zamku York, z którego zostało niewiele ale jedna wieża też się przecież liczy.
Klimatyczne domki, bruk i kolorowe fasady pubów i sklepów w dobrym, poczciwym angielskim stylu. Echhhhh.... Z zachwytu wzdychałam w Yorku raz za razem.
W Yorku podobało mi się wszystko, w tym również słoneczna pogoda i niebieskie niebo, które chodziło za nami krok w krok. Takie miasta lubię i w takich najlepiej się czuję i chociaż jeśli chodzi o mnie to jestem team przyroda a nie miasto to klimatom średniowiecza nie jestem w stanie się oprzeć. York to typ miasta, w którym głos zabiera wyobraźnia a ja nie mogłam się oprzeć wyobrażaniu sobie pań w długich sukniach i panów w tunikach i pelerynach. Od dawna podejrzewam, że mam starą duszę zatem nie dziwota, że takie miasta wielbię i mogłabym spacerować po nich bez końca, za każdym razem odkrywając coś nowego i od nowa się tym czymś zachwycać.
Wróciłam z Yorku z ogromem zachwytów i niewyobrażalną ilością pięknych wspomnień ale tak to już jest jak się podróżuje w doborowym, częściowo blogowym towarzystwie. Niezaprzeczalnie York znajduje się w czołówce najbardziej klimatycznych miast, w jakich byłam, moje serce roztopiło się tam wielokrotnie. Wiele jest w życiu motywujących i uskrzydlających rzeczy a podróżowanie jest właśnie jedną z nich. Kolejną jest upamiętnianie ich i dzielenie się nimi z osobami, które myślą i czują tak jak ja. Dziękuję, że tu zaglądacie! Niech sprzyjają Wam ostatnie dni sierpnia, bądźcie szczęśliwi!
♦ ♦ ♦
A ponieważ nie był to pierwszy York, tudzież Jork, w którym byłam, możliwe również, że nie ostatni, to wszystkich tych, którzy mają i chęć, i odrobinę wolnego czasu proszę o podążanie za strzałką w kierunku Niemiec ➡ KLIK, bo Niemcy też mają swój Jork.

























Komentarze
Prześlij komentarz
DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.