2026
O Majorce, Minorce, Fryderyku Nieszopenie i blogowych przyjaźniach czyli jak mi się udała majówka
Co można zrobić w długi majowy weekend potocznie zwany majówką? Można leniuchować, grillować, sprzątać albo nadrabiać kinowe lub książkowe zaległości, możliwości jest ogrom. Można też spontanicznie kupić bilety na Majorkę i bez krzty wstydu oraz grama skrępowania wprosić się do mieszkającej tam koleżanki, poznanej przez bloga żeby było ciekawiej. No może nie do końca się wprosiłam, bo kiedy okazało się, że będę miała cztery dni wolnego napisałam o tym do Julki, kończąc wiadomość stwierdzeniem, że zrodził mi się w głowie fajny plan. Odpisała mi po chwili, że jest za 😀. Zatem zamiast rzeczy o których wspomniałam wcześniej spacerowałam po klimatycznych miasteczkach, podziwiałam piękne plaże, jadłam pyszności, głaskałam kuce i osły, chodziłam po miejskich murach, "zdobywałam" dla Julki szczepki roślin ( nie pytajcie 😄 ) a nawet popłynęłam w rejs. I do tego mam nową ulubioną piosenkę, a to wszystko w cztery dni.
Bilety kupiłam w środę a leciałam w sobotę o szóstej rano a ponieważ nie wylatywałam z najbliższego mi lotniska, piątek był naprawdę dłuuuuugim dniem. Po pracy wróciłam do domu, spakowałam plecak, zjadłam kolację, przygotowałam się do podróży i trochę po północy wyszłam z domu. Mój przekochany osobisty szofer zawiózł mnie do Hamburga skąd miałam autobus do Bremy, z Bremy pojechałam taksówką na lotnisko gdzie spędziłam trochę ponad dwie godziny czekając na lot. Za to jak już usiadłam w samolocie to pamiętam tylko moment wzbijania się w powietrze, i ze dwie chwilowe pobudki, po czym obudziłam się kiedy samolot zbliżał się już do Majorki. Dzięki temu, że całą podróż przespałam, nabrałam sił i jeszcze obudziłam się z przekonaniem, że z Niemiec wyruszyłam dosłownie moment temu a teraz mam już na wyciągnięcie ręki słońce, palmy, sangrię ... i Julkę. Julkę którą dobrze znacie bo odwiedziła mnie z Ulą w grudniu i spędziłyśmy razem niezapomniany tydzień. W lutym byłyśmy razem w Szkocji i w Anglii a teraz pokazała mi ulubione zakątki w okolicy, w której mieszka. Było to już nasze piąte spotkanie z czego szalenie się cieszę, Julka twierdzi, że Ona też a ja nie mam podstaw, żeby Jej nie wierzyć 😊.
Ponieważ na Majorce już byłam ( wtedy spotkałam się z Julką po raz pierwszy ) nie czułam najmniejszej presji żeby gdzieś dotrzeć bo sporo miejsc już widziałam. Nastawiłam się na spontaniczność wierząc w to, że codzienność, przy współudziale Julki, przyniesie mi mnóstwo pięknych chwil. Tak też się stało a jeśli chodzi o zapewnienie atrakcji to Julka wie co dobre i wie też co lubię ja. Miałam w Julce fantastyczną towarzyszkę, szofera i przewodnika i kiedy wspominam teraz majówkę to w głowie przewija mi się wyjątkowy film, chociaż i tak najmilej wspominam chyba majorkańską wieś i czułości z Fryderyczkiem.
Pomysł, żeby kiedyś odwiedzić leżącą niedaleko Majorki Minorkę towarzyszyła mi już długo, byłam również pewna, że kiedyś dopnę swego. Nie myślałam, że sposobność ku temu nadarzy się tak szybko bo ku mojej ogromnej radości udało mi się popłynąć na Minorkę w jeden ze spędzonych na Majorce dni. Co prawda mina trochę mi zdrzedła kiedy zobaczyłam, że bilety na prom kosztują prawie tyle ile zapłaciłam za samolot ale nikt mi nigdy nie obiecywał, że spełnianie marzeń będzie tanie bo w tym przypadku nie było 😀. I chociaż chciałam zobaczyć coś jeszcze oprócz Ciutadella, portowej miejscowości do której przypłynęłam, to już po kilku krokach taka byłam oczarowana i zachwycona, że postanowiłam zostać tylku tu. Coś więcej zobaczę następnym razem.
Podczas jednej z wędrówek, a szłyśmy wtedy do usytuowanej na wzgórzu kaplicy, przeżyłyśmy spotkanie z kucem i osłem. Kuc jak kuc, miły i pocieszny ale moje serce zabiło szybciej na widok przekochanego osiołka który do nas przybrykał jak tylko podeszłyśmy do bramy. Spontanicznie nadałam mu imię Fryderyk po czym zdałam sobie sprawę, że Majorka to wyspa Chopina a ja nawet kiedyś planuję dotrzeć do Valdemossy. Póki co nawiązałam znajomość z Fryderykiem Nieszopenem i teraz marzę o tym, żeby mieć osła. W ogóle to był taki fajny dzień i taki miły kończący go spacer, że jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że moje ulubione all inclusive to takie, która zawiera spontaniczne przygody, bliskie osoby i podróże do niebanalnych miejsc. Dzięki Julce miałam majówkę szytą na miarę!
Typowe minorkańskie śniadanie: oliwki, krokiety, na zdjęciu akurat z kałamarnicy z wydzielanym przez nią "atramentem", a zamiast porannej kawy minorkański dżin. Taka to pożyje 😃.
Sami zatem widzicie, że majówka wyjątkowo mi się w tym roku udała. Żeby było ciekawiej tę poprzednią spędziłam w Anglii, również u blogowej koleżanki, zatem może powinnam zrobić z tych wyjazdów tradycję? Proszę aby w komentarzach zgłaszały się osoby, które chcą mnie u siebie gościć za rok 😄.
Wróciłam do domu najedzona, wypoczęta, przeszczęśliwa i otulona samymi dobrymi wspomnieniami. Julka bardzo Ci dziękuję za gościnę i za pokazanie Majorki z punktu widzenia jej mieszkanki, to były niezapomniane cztery dni, w których udało mi się przeżyć dużo fajnych rzeczy. Do tego stopnia było fajnie, że mam wrażenie że byłam na urlopie a tymczasem scenerią wszystkich wydarzeń były trochę dłuższy weekend. Wiem, że blogosfera jest pełna świetnych ludzi a ja sama mam do nich ogromne szczęście. Naprawdę doceniam to, że gdzieś tam w odpowiednim momencie i punkcie przecięły się nasze blogowe szlaki, które zaowocowały cennymi przyjaźniami. Obiecuję, że zrobię wszystko żeby przetrwały lata. Z kilkoma osobami nie dość, że mam regularny kontakt to jeszcze często się widuję, sami powiedzcie czy istnieją bardziej wartościowe zalety wynikające z blogowania? Zanim zrobicie to Wy odpowiem sobie sama: nie!
A jak Wam minęła majówka i w ogóle jak Wam mija maj? Wysyłam Wam ogrom serdeczności wprost ze skąpanego w słońcu balkonu. Uściski.






















Komentarze
Prześlij komentarz
DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.