Nie płacz, że coś się skończyło. Ciesz się, że Ci się to przytrafiło. ( G.G. Márquez )

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Rower. Jedna z radości mojego życia.

Pomimo tego, że czas jaki upłynął od momentu, kiedy wsiadłam na swój pierwszy "poważny" rower można już liczyć w dekadach, doskonale go pamiętam. Tak jak i to, kiedy odkręcono mi boczne kółka a ja pomknęłam przez jedne z gdyńskich podwórek jak by to wcale nie był pierwszy raz.


Z wielu rzeczy wyrosłam ale z kilku nie. Wiem, że dzieciństwo to fundament na którym opiera się reszta życia, i miałam je wspaniałe. Z resztą czasy były inne, chyba bardziej fajnemu dzieciństwu sprzyjające. Pamiętam wujka wywołującego zdjęcia w prowizorycznej ciemni w łazience - dla mnie to były czary i już wtedy wiedziałam, że zaprzyjaźnię się z fotografią. Pamiętam babcię lepiącą pierogi i siebie siedzącą w kuchni z książką na kolanach i wiecznie zadającą pytanie o to, jaka to "litela". I jak już te "litely" poznałam to się nimi nasycić nie mogę. I uwielbiam to, jak składają się w potrafiące wszystko wyrazić słowa a te z kolei w zdania. A zdania w piękne i ciekawe historie.



I  podobnie jest z rowerem. To od zawsze jeden z moich ulubionych sposobów przemieszczania się, może nawet ten naj. Mam rozterki jeśli chodzi o ulubiony środek transportu i waham się między samolotem, rowerem a własnymi nogami ( blisko podium jeszcze pociąg jest ).


Ciężko znoszę jesień i zimę kiedy to aura nie sprzyja pedałowaniu a że ja jestem zmarźluch ( aczkolwiek i jesień i zimę bardzo lubię ) to robię sobie sezonową przerwę w rowerowaniu. Za to jak tylko się ociepli na tyle, że można iść na rower, nawet w czapce i w szaliku, to z taką radością wskakuję na siodełko, że gdyby nie uszy to uśmiech miałabym dookoła głowy. Nie szukam bezpodstawnych wymówek żeby jednak zostać w domu za takowe uznając jedynie ulewny deszcz i silny wiatr ( w wichurę jeździć nie lubię, poza tym rowerzyście zawsze wiatr w oczy ).




Uwielbiam odkrywać na rowerze nowe miejsca ale mam też swoje ulubione trasy które dobieram w zależności od samopoczucia i ilości wolnego czasu. Zawsze mam ze sobą książkę i termos z herbatą więc są chwile kiedy mój poziom szczęścia zbliża się do momentu, kiedy jestem bliska skakania z radości - tak reaguję na połączenie roweru, herbaty i książki. Endorfiny unoszą mnie do chmur ( w sumie patrząc na to, że chmur się trzymam to tam jest moje miejsce :) ).



Bywa i tak, że po pracy jestem tak zmęczona, że osiągam mistrzostwo w szukaniu wymówek, żeby jednak ten rower odłożyć na jutro a dzisiaj poleżeć w hamaku na balkonie. Jednak kiedy tylko wsiądę na rower i zacznę pedałować zmęczenie znika a ja się zastanawiam, czy naprawdę byłam taka padnięta czy tylko mi się wydawało. Rytmiczne pedałowanie bardzo mnie odpręża i relaksuje i na wszystko Wam przysięgam, że na rowerze wypoczywam. Zmęczenie znika już po kilku minutach ( zauważyłam, że najczęściej w momencie kiedy wjeżdżam w las ). Chociaż jak znajomym z pracy opowiadam, że potrafię przejechać 30 km na rowerze po pracowitym dniu, to jak im już minie niedowierzanie to i tak dziwnie na mnie patrzą :).




Las to jeden z moich ulubionych plenerów rowerowych. Ta piękna zieleń, słońce przebłyskujące z pomiędzy liści i zapach tak obłędny, że oprócz wdychania mam ochotę nabierać go w usta i połykać. Tak mnie ten mój jednoślad relaksuje i tak dobrą energią napełnia, że po powrocie do domu jestem innym człowiekiem. Wracam wypoczęta i zrelaksowana, z rozplątanymi myślami, i mam tak dobry humor, że nawet w poniedziałek weekend wydaje się być już niedługo.



Wiecie co mnie jeszcze cieszy niezmiernie? To szczęście jakie dają tak zwyczajne i przyziemne sprawy jak zapach lasu, soczyście zielona trawa, kwitnące łąki, bezkresne niebo kiedy zadzieram głowę...i cisza przerywana jedynie ptasim trelem. Z tych moich przejażdżek wracam zawsze przeszczęśliwa. To niesamowite jak wspaniale można wypocząć męcząc się. I nie czuć tego zmęczenia.


Jeśli macie chandrę, gorszy dzień i wszystko źle się splata to pamiętajcie, że szczęście jest blisko ( na wyciągnięcie nóg można rzec ) - wystarczy je sobie wypedałować.

14 komentarzy:

  1. A mój rower właśnie kona. Co mogło się wytrzeć to się wydarło, resztą się porozciągała, zwichrowała piszczy foto, jęczy, trzeszczy, obciera. Nie pomagają powtarzane co kilka dni zabiegi, regulowanie, smarowanie, transplantacja części... nic.
    Muszę rozglądać się za nowym.
    A szkoda, bo lubię go, masę przygód razem mieliśmy.
    Faktycznie rower pozwala wykręcić z siebie zmęczenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam, że potrafisz po pracy jeszcze tyle przejechać na rowerze :) Uwielbiam wycieczki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ach zazdroszczę pozytywnie tych rowerowych wycieczek , ja tez uwielbiam książki i herbatę , a Ci sie nie dziwię ,że jak w jeżdżasz w las to odpoczywasz , to zieleń nam to funduje...kiedy jestes zmęczona ,a nie ma w poblizu lasu trzeba szukać zielonego koloru ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy byłam młodsza częściej jeździłam na rowerze po okolicznych wioskach. Bardzo to lubiłam. Na czas studiów rower porzuciłam, potem jeździłam tylko latem a ostatnio starałam się częściej korzystać z tego środka transportu. Udało mi się nawet pobić mój własny rowerowy rekord (może i dla niektórych 40 km to mało, ale dla mnie to całkiem dużo), więc to mnie ponownie zmotywowało :) Niemcy i Holandia mają tyle ścieżek rowerowych, że aż żal nie skorzystać ! :D Często też zabieram książkę w rowerową podróż, ale o termosie nigdy nie pomyślałam. Muszę to przemyśleć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odkąd pamiętam, miałam rower, przesiadałam się tylko z jednego na drugi - większy, lepszy... Rower daje wolność i dobrą kondycję :) Marzą mi się wakacje na rowerze, może na Bornholmie? Ale to dopiero za rok...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bornholmem się nie zawiedziesz - rowerowy raj.

      Usuń
  6. Mile wspominam Twoje rowerowe wypady w Hiszpanii.
    Pamiętam, towarzyszyła Ci Mila i herbata E.G. Zapuszczałyście się w odległe tereny.
    Teraz jest piękny las, soczyste łąki i świetne trasy rowerowe.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rower daje poczucie wolności, które właśnie może nas przenieść do tego arkadyjskiego wspomnienia dzieciństwa. Pięknie opisujesz tamte lata, aż można się przenieść w te chwile i odnaleźć w nich małą / małego siebie. Czuć, że naprawdę miałaś wspaniałe dzieciństwo :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zobacz a ja za rowerem nie przepadam :( mogę łazić po górach dzień i noc a rower jakoś nie bardzo. Zazdroszczę ludziom którzy jeżdżą na wycieczki rowerowe i czerpią z tego przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ehhh, rozmarzyłam się, wróciłam myślami do dzieciństwa i nastoletnich lat i tak trochę mi się też smutno zrobiło jednocześnie! Kocham jeździć na rowerze, uwielbiam, ale po spokojnych i pięknych (jak te na Twoich zdjęciach) miejscach, odkąd mieszkam w mieście to nie jeżdżę prawie w ogóle, po prostu jakoś nie znoszę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Z tym rowerem to zazdroszczę, bo.... po prostu nie mam... No nie wiem jak z czasem bym sie wyrobila z Laurą ;) Choc tyle, ze spacerujemy ;)
    Pozdarwiam serdecznie i cieplo!

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.