Czytam, więc jestem, uwielbiam się przemieszczać, i nie ważne czy samolotem, czy rowerem,zapamiętywać chcę - sercem i aparatem, a żyć nie mogę bez książek, podróży, roweru, spacerów, rozmów i moich licznych pasji. Dzięki hektolitrom herbat wszelakich wypijanych codziennie trzymam się jakoś w pionie:)

W razie pytań lub chęci kontaktu: malamo@op.pl :)

Warto przeczytać


23/10
2026

Najbardziej kolorowa sobota tej jesieni ( do tej pory )!

 Tegoroczna jesień najmniejszego pojęcia nawet nie ma z kim zadziera i że w tym roku będzie naprawdę ciężko zmusić mnie żebym się taplała w chandrze, melancholii i złym jesiennym samopoczuciu. Nie poddam się bez walki 😀. Już w zeszłym roku nawiązałam z jesienią nić porozumienia ale myślałam, że będzie tak tylko raz i nigdy więcej a tymczasem i w tym roku jesień jest do mnie przyjaźnie nastawiona, chociaż zakładałam najgorsze. I chociaż przez ostatnie dni pokazuje się z tej ciemnej strony, hojnym gestem rozdając to z czego najbardziej słynie to wiecie co? W ogóle mnie to nie rusza i wracam do domu radosnym krokiem, przeskakując przez kałuże. 

 Co i rusz wyszukuję sobie fajne atrakcje albo atrakcje wyszukują mnie same i jak się okazuje prawie zawsze jest co robić. Weźmy na ten przykład ostatnią sobotę, której część spędziłam na farmie dyń, chociaż w tym wypadku farma dyń brzmi zbyt skromnie. Byłam w dyniowym raju! Dacie wiarę, że dosłownie moment po tym jak zrobiłam te zdjęcia zmieniła się pogoda i jak zaczęło padać to skończyło dopiero w niedzielę wieczorem? Cieszę się, że załapałam się na słońce i niebieskie niebo bo co to za frajda cieszyć się dyniowymi kadrami w ulewę?

 Farmie dyń należy się moje uznanie, była to farma przed duże ef i równie wielkie de, najfajniejsza na jakiej byłam. Właściciele dołożyli starań aby zorganizować miejsce, w którym będzie można cieszyć się tak bardzo charakterystycznymi jesiennymi akcentami, nie od dzisiaj bowiem wiadomo, że nie ma jesieni bez dyń. Były zatem dyniowe labirynty, piramidy, aranżacje na stogach siana a nawet serce, w którym można było zrobić sobie romantyczne jesienne zdjęcie. Ło ludzie, ile tam było tych dyń! I w jakich kolorach! I w jakich kształtach! Do tego serwowano mnóstwo dyniowych smakołyków, my się skusiliśmy na zupę i gofry, ja jak to ja głodna do domu nie wróciłam.

 Myślę, że z dyniami jest tak jak z jesiennymi liśćmi, najładniej prezentują się w słońcu, na tle niebieskiego nieba. Z tych wszystkich pomarańczy i żółci promienie słońca wydobywają najpiękniejszą tonację i sprawiają, że same dynie wystarczą żeby nawet w szczerym polu zrobiło się przytulnie. Oczywiście wszystkie dynie były na sprzedaż ale można było nic nie kupować tylko cieszyć się dyniowym wystrojem co jak zauważyłam robiła większość, a ludzi było sporo. Dużym powodzeniem cieszyły się też punkty gastronomiczne i stoiska z lokalnymi produktami.

 Klimat tej imprezy był podobny do klimatu wiejskiego festynu, na całe szczęście nie przygrywała żadna kapela bo chociaż muzykę lubię a włączenie radia jest pierwszą rzeczą, jaką robię po przebudzeniu, to akurat w tej konkretnej sytuacji myślę, że akordeon mógłby zepsuć wszystko. Napaliłam się za to na labirynt w polu kukurydzy ale mina mi zrzedła kiedy zdałam sobie sprawę, że średnią wieku bawiących się w to dzieci przewyższam jakoś dziesięciokrotnie. Zabrakło mi za to jakichś zwierzątek do głaskania, nie pogniewałabym gdyby było to lamy lub alpaki, ale w sumie co mają alpaki do dyń?

Dynia ma rację, proszę grzecznie robić co każe 😊. 

 Zastanawiałam się czy uda mi się sklecić jakiś tekst, któremu za scenerię posłuży farma dyń i wątpliwości miałam spore. Pierwotny plan zakładał, że wspomnę o tej farmie przy okazji jakiegoś jesiennego wpisu ale później zrobiło mi się szkoda tych wszystkich dyniowych zdjęć, egoizmem byłoby nie pokazać ich światu 😀. Ale można? Można! Kto szalonej zabroni? 😀 Na weekend plany mam takie sobie bo sobota pracująca ale w niedzielę jadę na kiermasz używanych książek, trzymajcie kciuki żebym wróciła z pełną siatą. A co Wy będziecie robić przez najbliższe dwa dni? Zresztą, cokolwiek by to nie było, bawcie się przy tym wyśmienicie!


Komentarze

  1. Jak tu się smucić wśród tych kolorów? Wśród trylu dyniowych piękności?
    Dyniowe-love i u mnie zagościło. Mam tylko kilkanaście, ale napatrzeć się na nie nie mogę... najbardziej gdy się pieką w piekarniku:)))
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawdziwe dyniowe szaleństwo, ilość odmian, kolorów i kształtów może oszołomić każdego. No i zupa z dyni też znajdzie u mnie miejsce. Nasz miniony weekend spędziliśmy w górach gdzie jesień też w pełnej krasie a ten weekend spędzimy rodzinnie czyli też fajnie. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.