Czytam, więc jestem, uwielbiam się przemieszczać, i nie ważne czy samolotem, czy rowerem,zapamiętywać chcę - sercem i aparatem, a żyć nie mogę bez książek, podróży, roweru, spacerów, rozmów i moich licznych pasji. Dzięki hektolitrom herbat wszelakich wypijanych codziennie trzymam się jakoś w pionie:)

W razie pytań lub chęci kontaktu: malamo@op.pl :)

Warto przeczytać


10/07
2026

Krótka historia o Szczecinie

  Jeszcze do niedawna byłam pewna że w Szczecinie nie ma nic ciekawego i że może jak będę kiedyś niedaleko to zajadę zweryfikować opinię, ale żeby tak zaplanować pobyt z premedytacją, to nie. Byłam kiedyś w Szczecinie przejazdem i z całego pobytu najlepiej zapamiętałam - jak na głodomora przystało - żurek w chlebku w zamkowej restauracji i szaszłyk sprzedawany na centymetry. Z rzeczy nie nadających się do zjedzenia kojarzyłam oczywiście Wały Chrobrego i jeszcze duży kościół wśród bloków mieszkalnych. Brak planów na długi czerwcowy weekend spowodował, że w moich myślach pojawił się Szczecin właśnie, do którego nie mamy tak daleko, żeby tej podróży nie dało się wytrzymać bez mojego marudzenia. Pomyśleliśmy o zakupach, spacerach, wypoczynku i ogólnie spędzeniu wolnego czasu w trochę inny sposób. W dodatku mój Pankracy Polskę uwielbia i zawsze się cieszy na wizytę tam, nawet jeśli niekoniecznie wiąże się ona z odkrywaniem nowych miejsc, ale akurat w Szczecinie nigdy nie był.

 Do Szczecina pojechaliśmy na trzy dni i niestety już po pierwszym dniu okazało się, że to jednak trochę za dużo i czasu mamy na wyrost. Co prawda dawało nam to komfort niespieszenia się ale jednocześnie zadawaliśmy sobie pytanie co my tu będziemy robić do niedzieli? Tym oto sposobem wpadliśmy na coś, czego szybko pożałowałam, a mianowicie stwierdziłam, że wyskoczymy sobie do Międzyzdrojów. O ludzie, w bardziej nijakim miejscu to ja chyba nigdy nie byłam. Przepraszam mieszkańców Międzyzdrojów, jeśli takowi tutaj zaglądają, a także miłośników tego kurortu ale nie podobało mi się w ogóle. Wcale i absolutnie, nie i jeszcze raz nie. Tam jest tak brzydko, że nawet nie było czemu robić zdjęć zatem zrobiłam tylko trzy, na wszystkich jest morze widziane z promenady. Dobrze wiecie, że ja raczej nie marudzę i wszędzie mi się podoba no ale w Międzyzdrojach nie ma absolutnie nic czym można się zachwycić. W związku z tym wpisu o Międzyzdrojach nie będzie, tak tylko wspominam o tym w przelocie bo nie mam komu się wyżalić.

 Zatem jeśli chodzi o Szczecin to myślę, że byliśmy wszędzie gdzie powinniśmy być, w niektórych miejscach nawet kilkukrotnie bo tak nas prowadził brak konkretnej trasy i dużo czasu, z którym nie bardzo wiedzieliśmy co zrobić. Pogoda była całkiem niezła chociaż wolałabym żeby było tak upalnie jak jest teraz. Jedliśmy pyszności nie tylko polskiej kuchni bo jednego wieczoru raczyliśmy się gruzińską. Siedzieliśmy w pubach i kawiarniach przyglądając się szczecińskiej codzienności, wnioski z tych obserwacji mam mieszane. Np. zaskoczyła mnie ilość "pijaczków" urzędująca sobie spokojnie w centrum miasta, przy fontannach albo na skwerkach, bo najczęściej takie klimaty widuję na dworcach dużych miast. A tutaj imprezki trwały od samego niemal rana, nikt sobie z tego nic nie robił i w sumie ja też szybko do tego przywykłam ale jak widzicie nie zapomniałam. Biegliśmy na pomoc dziewczynie idącej sobie spokojnie ulicą, bitej przez dwie inne nastolatki, którym kibicowali koledzy. Takie też widzieliśmy atrakcje.

 Nasz spacer zaczęliśmy od Wałów Chrobrego, które jak chyba nic kojarzą się ze Szczecinem, oprócz oczywiście paprykarzu, i tam zostawiliśmy samochód. Później poszliśmy na krótki spacer nabrzeżem Odry w stronę Łasztowni żeby zobaczyć Dźwigozaury, zabytkowe portowe dźwigi i Pomnik Paprykarza. Weszliśmy na taras widokowy usytuowany na dachu Morskiego Centrum Nauki, dalej poszliśmy w stronę Rynku Siennego, który zaskoczył nas swoim niemal mikroskopijnym rozmiarem bo wszystkie zabytkowe kamienice mieszczą się w jednym kadrze.

 Zwiedzanie Zamku Książąt Pomorskich zaplanowaliśmy na kolejny dzień i to tam zaczęliśmy sobotę. Ten renesansowy zamek to jeden z najważniejszych zabytków Szczecina, zachwycający swoją kolorystyką i architektonicznymi detalami. Z punktu widokowego można podziwiać panoramę miasta a sam zamek pięknie się prezentował na tle obłędnego, niebiesko-pochmurkowanego nieba.

 Jak sobie tak teraz myślę o Szczecinie to widzę małomiasteczkowy klimat ukryty w dużym przecież mieście. Niejednokrotnie zaskakiwały mnie pustki na ulicach, nawet w centrum miasta, w piątkowy i sobotni wieczór. Ja akurat tłumów nie lubię i te pustki uważam za zaletę, co nie zmienia faktu, że trochę mnie zdumiały. Po stolicy województwa i siódmym pod względem liczby ludności mieście w Polsce spodziewałam się większego tłoku i Szczecin zrobił mi miłą niespodziankę. Chociaż kiedy w niedzielny poranek szukaliśmy restauracji, gdzie moglibyśmy zjeść śniadanie, to swoje przedeptaliśmy zanim udało nam się znaleźć wolny stolik bez konieczności stania w kolejce, w deszczu i w naszym przypadku bez parasola. Każda czynna o tej porze restauracja była pełna głodnych turystów i mieszkańców.

 Cieszę się, że Szczecin dołączył do polskich miast, w których byłam, i chociaż uczucia mam mieszane to i tak przeważają wśród nich te dobre. Nie mam miastu nic do zarzucenia, jest ładne, czyste i zadbane a o tych pijaczkach też już prawie zapomniałam. Któregoś razu, kiedy siedzieliśmy na piętrze w jednej z restauracji, z okien widziałam przepiękne kamienice, których Szczecinowi powinien zazdrościć nawet Paryż. Każda możliwość wyjazdu mnie cieszy i nawet jeśli nie dzieją się rzeczy wielkie ani nie wiem jak niezapomniane, to samo wyrwanie się z codziennej rutyny jest dla mnie radością samą w sobie. W pierwszy czerwcowy weekend radowałam się w Szczecinie!

 Ejj, czy Was też zdumiewa fakt, że mamy już lipiec a co za tym idzie zaczęła się druga połowa roku? Czy ktoś mógłby być tak miły i wyjaśnić mi w prostych najlepiej słowach kiedy to zleciało? Przecież moment temu byłam w Edynburgu a dosłownie wczoraj na Majorce. Za to jutro moi kochani ludzie, jutro będę w moim ukochanym Trójmieście. Plany mam zacne a grafik dosyć napięty ale co by się nie działo to zacznę od ulubionej piekarni i od jagodzianek, które wielbię całym sercem. I brzuchem.

 Życzę Wam radosnego, słonecznego i bogatego w fajne wydarzenia lipca. Nie pozwólcie tym dniom się zmarnować, kolejny lipiec dopiero za rok. Uściski.



Komentarze