Nie płacz, że coś się skończyło. Ciesz się, że Ci się to przytrafiło. ( G.G. Márquez )

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Wypowiadajcie głośno marzenia. Czasami wszystko się od tego zaczyna.

 Wróciłam. Ciężko mi nawet ubrać w słowa wydarzenia ostatnich trzech tygodni, w głównej mierze za sprawą tego, że to wszystko było moim udziałem, w co jeszcze nie do końca wierzę. Macie marzenia, które towarzyszą Wam od dawna a które systematycznie dają o sobie znać, z różnym natężeniem i mocą? Ja mam. Jeszcze do niedawna moim największym podróżniczym marzeniem było zobaczyć Angkor Wat. Dorastałam marząc o Kambodży a kompleks tych znanych na całym świecie świątyń plasował się na samym szczycie mojej podróżniczej listy marzeń.



Nie będę ukrywać, że były momenty kiedy myśl o wyjeździe do Kambodży była tak mało realna jak to tylko możliwe. Jak się okazało w temacie spełniania największego z marzeń stałam się mistrzynią w wyszukiwaniu wymówek - a bo samolot drogi, urlop za krótki, podróż za długa itp. Tymczasem wszystko okazało się łatwiejsze niż przypuszczałam a na kupno biletu i załatwienie urlopu potrzebowałam dwa dni.


Na wszystko w życiu przychodzi czas i odpowiednia pora. Pomimo tego, że myśl o Kambodży towarzyszyła mi od dawna to w chwilach zwątpienia w sens wszystkiego, w mój wyjazd do Kambodży też wątpiłam. I nagle wszystko się odwróciło. Przestałam zastanawiać się jak inni to robią, że tak często i daleko wyjeżdżają, bo uświadomiłam sobie, że oni po prostu to robią. Zaczęłam "odczytywać" znaki - we właśnie przeczytanej książce główni bohaterowie planowali wyjazd do Kambodży. W tej akurat czytanej pojawiło się zdanie:
"Wypowiadam życzenie Sully, po prostu wypowiadam życzenie. Czasami wszystko się od tego zaczyna".
No i się zaczęło.

Poszło łatwo i z urlopem ( bo podobno zasłużyłam ho ho ho ), i z pieniędzmi ( bo coś tam jednak odkładam, a bilety wcale nie były aż tak drogie ) a ta wymówka dotycząca dalekiej podróży to już w ogóle śmieszna jest, bo latać uwielbiam i uważam, że loty po Europie trwają zdecydowanie zbyt krótko. No ale wiecie jak to jest - ten, kto czegoś nie chce zrobić, zawsze znajdzie wymówkę, a ten kto chce coś zrobić, zawsze znajdzie środki.


Kiedy ktoś się mnie pyta jak się udał urlop to pierwsze co mi się chce odpowiedzieć, to idealnie. Liczę na to, że to słowo zawiera w sobie i opisuje wszystko. Bo naprawdę tak było. Wróciłam na dwa dni do Bangkoku gdzie w czasie niespiesznych spacerów przekonałam się, że od mojej ostatniej tam wizyty nic się nie zmieniło. Fakt ten przyjęłam z ulgą, radością ale też z miłym zaskoczeniem.



Znalazłam w sobie odwagę, by fotografować ludzi co zawsze chciałam robić a co jednocześnie zawsze mnie krępowało. No ale nie bez znaczenia był fakt, że zarówno w Tajlandii jak i w Kambodży zadanie miałam ułatwione, bo pomimo moich wcześniejszych obaw, które najbardziej mnie demotywowały, ludzie reagowali życzliwie i nikt mnie nie pobił ani nie pogonił.




Miałam czas, żeby przyglądać się tamtejszej codzienności i zwykłemu życiu, które dla mnie było niezwykłe.




Przez przypadek byłam gościem na weselu w jednej z kambodżańskich pływających wiosek.


Wypiłam hektolitry owocowych koktajli i chyba tyle samo mrożonej kawy. O ile to pierwsze mnie nie dziwi to kawa już tak, bo kawy nie lubię i nie piję. Uwielbiam herbatę a kawę piję sporadycznie i tylko w formie mało kawę przypominającej - pół metra bitej śmietany, karmel i kilogram różnych posypek. I jeszcze musi być z mnóstwem mleka.


Popłynęłam w rejs po zatoce Phang Nga aby zobaczyć miejsca znane z internetu i programów podróżniczych.





W czasie tego urlopu siedem razy leciałam samolotem o czym piszę z wielką radością bo latać uwielbiam a każdy odbyty lot skrzętnie sobie zapisuję na specjalnej latającej liście.


Tak, to był idealny urlop i chyba faktycznie żadne inne pojedyncze słowo nie opisze lepiej tego, jak było. Miałam czas żeby przez trzy dni delektować się kambodżańskimi świątyniami a na pierwszą tam wizytę zareagowałam dreszczami i spływającą po policzku łzą ( no dobra, kilkoma łzami ale co poradzę na to, że tak łatwo się wzruszam ). Na wypożyczonym skuterze dotarłam w miejsca, o których nie piszą w przewodnikach ( no bo który turysta wybiera się na kambodżańską wieś ). Przeczytałam dwie książki, głównie w hamaku i tak mi się to spodobało, że jeden hamak przywiozłam sobie na balkon. Potrafiłam usiąść na krawężniku tylko po to, żeby poobserwować codzienność. Uśmiechałam się tak często i tak mocno, że przez pierwsze dni bolały mnie policzki. Widziałam zwykłe radości codziennego życia u ludzi, którzy pomimo tego, że nie mieli nic byli szczęśliwi tak, jakby mieli wszystko. Przeżyłam kambodżański i tajski Nowy Rok, a wcale nie jestem o rok starsza.


Wróciłam pełna rozmachu w marzeniach i odwagi w ich spełnianiu. Wyjazd do Kambodży pokazał mi, że nawet spełnienie największego ( i najdalszego ) marzenia może być łatwe i że trzeba działać a nie czekać na bardziej sprzyjające warunki bo najczęściej okazuje się, że te obecne są tak samo sprzyjające jak każde inne. Nabrałam rozpędu w spełnianiu marzeń i liczę na to, że teraz moja podróżnicza lista wymarzonych destynacji będzie nie tylko powiększać się o nowe kierunki, ale również zmniejszać o te już zrealizowane. I pomimo tego, że czasami nadal nie wierzę w to, że spełniłam największe z podróżniczych marzeń, to prawda jest taka, że ta podróż wydarzyła się naprawdę a ja byłam jej główną bohaterką. Mam teraz ogrom energii i fajnego zapału do działania, i liczę na to, że stan ten będzie trwał. I wiecie co? Chyba pierwszy raz nie wracałam do domu z żalem i ze smutkiem, że coś się skończyło ( przepraszam, drugi, pierwszym był styczniowy Paryż ) . Zawsze wracam z uczuciem niedosytu, że czegoś nie zrobiłam, nie widziałam, nie przeżyłam itp. A teraz nie. Może to świadomość tego, jaki to był wspaniały czas i jak wiele pięknych chwil przeżyłam. A może wreszcie dojrzałam.

To co teraz? Gdzie teraz? I kiedy?


23 komentarze:

  1. Pięknie. Trochę przypomniałaś mi moje marzenie o odwiedzeniu Acapulco, które btw udało mi się spełnić. Teraz ciągnie mnie do Tajlandii, ale w tym roku nie damy rady. Nigdy jednak nie zrezygnuję, bo kiedyś, dawno temu Acapulco też było poza moim zasięgiem. Pozdrawiam ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rezygnuj. Nigdy. Też miałam momenty, że nie wierzyłam w Kambodżę a tu zobacz. Byłam!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dzięki! Ps. Wyślij mi adres jeszcze raz na malamo@op.pl w wiadomym celu :)

      Usuń
  3. Ja az tak odleglych marzen nie mam, ale rowniez swoja malenka liste powoli realizuje. Cudnie tam mialas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem wiem, że realizujesz a ja Ci z sił całych kibicuję. I wierzę w Ciebie!

      Usuń
  4. Kochana. Właśnie dla takich podróży warto żyć:)
    Jak dobrze, że obecny świat stoi przed nami z rozpostartymi ramionami:)
    Jakieś 20 lat temu podróż do np. Kambodży dla przeciętnego człowieka była tak ekstremalna jak wyprawa w kosmos i naprawdę niewiele osób docierało w tak egzotyczne zakamarki świata.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze niedawno na tę moją Kambodżę patrzyłam jak na ekstremalną wyprawę i niestety ta ekstremalność ( wyimaginowana rzecz jasna ) miała wpływ na to, że tak się ociągałam z wyjazdem. A teraz uwierzyć nie mogę, że naprawdę tam byłam a Angkor Wat przeskoczył z listy moich największych marzeń na listę najpiękniejszych wspomnień. I już planuję kolejny daleki wyjazd bo nabrałam "wiatru w żagle". Przesyłam ogrom pozdrowień.

      Usuń
  5. Normalnie wzruszający post!!! <3 Bardzo się cieszę, że spełniłaś to marzenie, że było perfekcyjnie, że tak dużo się uśmiechałaś. Pokonałaś też lęk, zrobiłaś zdjęcia ludziom, zrobiłaś to!!!! Brawo. Moje ukochane to to z panią w kapeluszu. :) Jak tam jest pięknie, jak bajkowo, nawet ludzie wydaja mi się tacy pełni życia. Jak ty to wszystko cudnie opisałaś. Czuć Twoją radość, no czuć. <3 Chciałabym nawet i więcej zdjęć zobaczyć z tej podróży życia. Kochana, dla mnie ten post jest bardzo ważny. Ja tak mam, marzę o Włoszech, a to nie tak daleko przecież. Mam myśli typu: Ja we Włoszech, ja...No to byłoby za piękne...Wiem, że to głupie myślenie. Tym postem bardzo otworzyłaś mi oczy. Ja Ci kochana normalnie dziękuję. <3 Ja też spełnię swoje marzenie, zrobię to! <3

    Twój post jest moją wielką radością, wspaniałą niespodzianką, której się dziś nie spodziewałam. Niech spełniają się Twoje marzenia, z całego serca tego życzę. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tyle ciepłych słów. To naprawdę szalenie miłe. Prawda jest taka, że spełnienie marzenia o Kambodży przepełniło mnie niewyobrażalnym szczęściem, od czasu wyjazdu unoszę się kilka centymetrów nad ziemią a czasami uwierzyć w to nie mogę, że tam byłam. Mam tylko nadzieję, że ten stan będzie trwał bo tak mi jest dobrze :). Kilka razy zabierałam się za rozpoczęcie opisywania tej podróży ale najzwyczajniej w świecie nie umiem znaleźć słów na to, żeby opisać wszystkie moje emocje. Zasiadałam do pisania a kończyło się na oglądaniu zdjęć po raz kolejny ( a przywiozłam ich ponad trzy tysiące...). Miłego i radosnego tygodnia i jeszcze raz dziękuję za dobre słowa.

      Usuń
    2. Niech ten stan zachwytu, uniesienia trwa jak najdłużej tylko może. :)

      Usuń
    3. Dokładnie, całkowicie się z tym zgadzam :)

      Usuń
  6. Bardzo się ciesze że spełniło się Twoje marzenie ;) wiem jak to jest marzyć o czymś długo i czekać na upragnioną rzecz :) a zarazem zazdroszczę Ci tej wyprawy, ja marzę o dalszej podróży ale mój problem to lot samolotem, walczę z tym i walczę i różnie ze mną jest, może w tym roku wyfruniemy do Birmy. Marzę o niej od kilku ładnych lat :) pięknie pokazałaś te miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam teraz tyle energii i wiary w siebie jeśli chodzi o spełnianie marzeń, że już zaczęłam planować kolejny daleki wyjazd. A Birma musi być piękna i jestem przekonana, że będziecie zachwyceni. Galerie internetowe i artykuły o tym kraju są dowodem na to, że istnieje milion powodów by tam jechać. Z całych sił trzymam kciuki za realizację marzeń.

      Usuń
  7. Piękne fotki, bez dwóch zdań :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Blog pełen inspiracji i pozytywnej energii :) Czytelników nie brakuje, Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję odwagi. Chciałabym w sobie też pewnego dnia taką odnaleźć, żeby życie stało się prawdziwą przygodą.
    Zdjęcia rewelacyjne, szczególnie te z ludźmi. Inspirujesz mnie :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne miejsce, warto je odwiedzić :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cieszę się, że spełniło się Twoje marzenie. Ten kraj ostatnio jest bardzo modny. Wspaniałe chwile spędził tam też Robert Makłowicz. Tydzień temu oglądałam w telewizji. Cudowny kraj, jedyny problem to zbyt długi lot.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój lot był z przesiadką w Omanie więc nie było tak źle. I naprawdę muszę przyznać, że minął bardzo szybko i niespecjalnie odczułam jego długość. No ale ja bardzo lubię latać więc może dlatego podeszłam do tego tak entuzjastycznie. Czytałam książkę, obejrzałam dwa filmy i kilka programów podróżniczych, zdrzemnęłam się...
      Kraj naprawdę niesamowity, bardzo tęsknię...
      Przesyłam moc pozdrowień.

      Usuń
  12. Powodzenia w spełnianiu kolejnych marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. I wzajemnie :)

      Usuń
  13. Moniko, ogromnie cieszę się Twoim szczęściem! Cudownie, że wyjazd się udał idealnie, że spełniłaś swoje największe marzenie i że teraz masz taką siłę, aby spełniać kolejne :) Siedem lotów? Dla mnie nadal kosmicznie brzmi choć jeden lot :D Wszystko mnie ciekawi, szczególnie ten rejs po błękitnej wodzie. No i ludzie. Też zawsze brakuje mi odwagi, żeby zrobić komuś zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.