Nie płacz, że coś się skończyło. Ciesz się, że Ci się to przytrafiło. ( G.G. Márquez )

piątek, 1 lipca 2016

Carmen del Campillo. Herbaciarnia z innego świata.

 Carmen del Campillo to herbaciarnia inna niż wszystkie. Wyjątkowa. Śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie, że nie ma sobie równych a póki co ja w podobnej nie byłam więc dla mnie jest numerem jeden pod wszystkimi ( no prawie, ale o tym później ) względami. Przypomina tajemniczy ogród z różnorodną roślinnością ( od kaktusów, przez róże aż do bambusów i papirusów ) ozdobiony marokańskimi motywami, lampionami, kafelkami i arabską architekturą. A wśród tego wszystkiego przechadzają się pawie.



Może to zwyczaj dziwny i raczej niespotykany ale za wstęp na teren herbaciarni pobierana jest opłata 6 euro od osoby. W cenę wliczona jest konsumpcja - np. dzbanek herbaty i talerzyk marokańskich słodkości. Wiecie co, ja się nawet tej konieczności opłaty nie dziwię. Miejsce jest przepiękne a przekroczenie bramy herbaciarni to jak wkroczenie do innego świata. Pewnie gdyby wstęp był darmowy mnóstwo ludzi przychodziłoby tam tylko po to, żeby sobie pospacerować i posiedzieć wśród egzotycznych wnętrz. A naprawdę jest co podziwiać - sam spacer po ogrodzie i pomieszczeniach herbaciarni zajmuje ok. 1,5 godz.



Jedynym minusem herbaciarni jest jej lokalizacja chociaż jeśli ktoś lubi przygody i wyzwania, to lokalizację można uznać za plus. Carmen del Campillo znajduje się bowiem w szczerym hiszpańskim polu otoczonym pomarańczowymi gajami, palmami i z rzadka występującymi domami. Droga tam prowadząca pozbawia złudzeń co do szansy dotarcia do fajnego miejsca, asfalt raz jest raz go nie ma i w większości przypadków jest tak wąsko, że trzeba nieźle się namanewrować żeby minąć się z autem jadącym z naprzeciwka. Dobrze, że ruch nieduży.


Wyobraźcie sobie sytuację, że chcecie zrobić znajomym niespodziankę. Przez cały dzień zachwalacie im to miejsce, kusicie obietnicą wypicia herbaty w miejscu innym niż wszystkie. Dajecie gwarancję, że w takim miejscu to oni jeszcze nie byli. Po czym fundujecie im przejażdżkę po wybojach, rozkopanym piachu, wąskimi drogami wśród ruin domów ( bo bywało i tak ). Naprawdę jestem im wdzięczna że nie wysiedli nawet wtedy kiedy zabłądziłam i musieliśmy zaczynać trasę jeszcze raz. Niestety, do herbaciarni nie ma żadnych drogowskazów ale jak mi powiedziała dziewczyna, o której o tym miejscu wiem, drogowskazy są zbędne a kto będzie chciał, ten dojedzie. Jedyną szansą są spotykani po drodze spacerowicze lub biegacze - mi też uratowali życie. Pomimo tego, że byłam już tam kilka lat temu, oprócz tego że też błądziłyśmy
 ( pozdrawiam Jo ) nie pamiętałam zupełnie nic. A teraz już wiem, że przy wystających z ziemi rurach trzeba po prostu skręcić w prawo :).




Zadaniem równie trudnym co wybór herbaty jest podjęcie decyzji o miejscu do jej wypicia. Ta herbaciarnia to labirynt cudownie klimatycznych zakątków, mniejszych i większych. Można usiąść najzwyczajniej w świecie na krześle przy stoliku ale można też rzucić się na marokańską pufę, poduszkę lub bezpośrednio na dywan - wtedy w roli stołu występuję duża srebrna taca. Ja osobiście polecam wersję podłogowo-dywanową, wbrew pozorom super wygodną bo nawet można się położyć i praktykować gapienie się w gwiazdy.



Polecam herbaciarnię póżnym popołudniem i wieczorem. Wtedy jest najbardziej klimatycznie, zapalane są świeczki i lampiony. W sumie to w ciągu dnia tam nie byłam ale myślę, że bez tego wieczornego klimatu nie jest już tak fajnie. Kończący się dzień dodaje herbaciarni uroku, o ile oczywiście siedzi się na zewnątrz. Ze środka zapadających ciemności nie widać bo pomieszczenie jest duże, głębokie i naprawdę przypomina plątaninę korytarzy.




Bardzo lubię styl marokański ( np. w architekturze lub ceramice ), te wszystkie kamienne akcenty, kolorowe kafle, stare misy i dzbany, arabskie hieroglify na ścianach.


W tym miejscu wszystko do siebie fajnie pasuje i widać, że twórcy herbaciarni włożyli mnóstwo serca żeby to miejsce było jakie jest. Kolorowe dywany, poduszki i narzuty, parawany, rzeczy codziennego użytku, ściany pełne starych fotografii i półki uginające się od ciężaru książek i rodzinnych pamiątek. Bardzo żałuję, że nie wdałam się w krótką pogawędkę z jedną z pracujących tam osób - fajnie by było wiedzieć coś więcej na temat tego miejsca, jego twórców i historii powstawania.



Marokańska miętowa herbata, pełna cukru i świeżych zielonych liści to moja ulubiona. W herbacianym rankingu przegrywa u mnie jedynie z earl grey'em, bo earl grey nie ma sobie równych. W Carmen del Campillo wybór herbat jest bardzo duży, można też wypić kawę albo skusić się na obłędne owocowe smoothie - jeśli wszystkie są tak pyszne jak arbuzowe, które miałam przyjemność próbować, to czapki z głów. W sumie to czapka sama spada jak przy wyjściu się okazuje, że smoothie nie wchodzi w cenę biletu i trzeba dopłacić 7 euro! za każdą wypitą szklankę :). Niestety w menu nie ma cen a my byliśmy za wytworni żeby się martwić pierdołami.

Można też zapalić sobie sziszę ale w temacie palenia jestem raczej anty, wyjątkiem są świece, kadzidła, ogniska lub palenie za sobą mostów...


Carmen del Campillo jest wyjątkowa. W wielu fajnych miejscach piłam herbatę ale żadne nie było takie jak to. Są co prawda w Maroku albo w Granadzie herbaciarnie w podobnym stylu ale żadna nie była ani taka duża, ani tak przytulna ani tak fajnie urządzona. No i nie była otoczona bajkowym ogrodem z fontannami. Naprawdę uwierzyć nie mogę, że ktoś na takim zadupiu odludziu stworzył taki raj. Inny Świat to dla tego miejsca moja zastępcza nazwa.

28 komentarzy:

  1. Interesujące miejsce :) Wcale się nie dziwię, że za wstęp się płaci. W Polsce, gdy zwiedzamy ogrody też płacimy i to niemało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I naprawdę warte swojej ceny.

      Usuń
  2. Przepiękne miejsce. A opłata adekwatna do niego.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale pięknie tam, niesamowite zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezwykle klimatyczne i piękne miejsce.
    Herbata tutaj z całą pewnością smakuje inaczej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, smakuje wyjątkowo...

      Usuń
  5. Faktycznie wygląda niezykle (dla północno środkowego Europejczyka).
    A stworzył to miejsce pewnie jakiś Boży szaleniec, z tych co mają wizję oraz odwagę i determinację by tę wizję wcielić w życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w tym i odwaga, i determinacja i szaleństwo, to fakt. Wszystko to pozwoliło stworzyć miejsce piękne i niezwykłe.

      Usuń
  6. Jako stara herbaciara z checia bym sie tam znalazla :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzadko pije herbate, marokanska pilam raz w zyciu, ale dla tego miejsca polknelabym i dzbanek herbaty. Jak tam pieknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można nie pić herbaty? :)

      Usuń
  8. Uwielbiam herbatę i uwielbiam takie miejsca! 100% mojego klimatu, piłoby sie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. wspaniałe miejsce ! za MS napiszę, że też jestem herbaciara i w takim miejscu przepadłabym na amen ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastyczne miejsce!Jade:) TYlko GPS'a dobrego sie dorobie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że na tym odludziu nawet GPS nie pomoże. Cała nadzieja w tubylcach :).

      Usuń
  11. Jakie miejsce!!! uwielbiam takie miejsca!! nie przeszkadzaloby mi skomplikowane kluczenie by w koncu zasiac w takim wnetrzu! Znam podobna filozofie braku informacji, w Meridzie w Wenezueli, pewna pani zorganizowala sobie kawiarnie w prawie buszu andyjskim bez zadnych wskazowek co do dobrniecia tamze, wiadomosci o tym miejscu przechodza z ust do ust i zawsze jest tam mnostwo ludzi...Pani, Carmen sie nazywa, Carmen! jak to Twoje miejsce!, twierdzi, ze w ten sposob selekcjonuje sie odwiedzajacych.
    Bardzo mi sie spodobal Twoj blog! pozdrawiam
    Aaa! i jeszcze chce napisac, ze w Porto jest przepiekna ksiegarnia Lello, ktora bierze 2 euro za wejscie, inaczej nie dawaliby sobie rady z iloscia odwiedzajacych, jezeli zakupi sie tam ksiażke, to odliczaja te sume.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Księgarnie tak jak i herbaciarnie uwielbiam ( połączenie czytania i picia herbaty też ). Księgarnię o której piszesz znam ze zdjęć i jak już dotrę do Portugalii to pójdę tam na pewno.

      Usuń
  12. ...eh, te detale w postaci dzbanów i mis wszelakich ...fantastyczne!
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie tam. A jak jeszcze przeczytałam, że na totalnym odludziu, herbaciarnia spodobała mi się jeszcze bardziej :) Taki inny świat.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudnie tam. Ach, chętnie bym już gdzieś wybyła, ale na razie nie mogę :(
    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Niesamowite miejsce, zwłaszcza ogród...

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow, wypicie herbaty w takim miejscu to marzenie.
    Pamiętam, że kochasz E.G. i nawet na przejażdżkę rowerową ją zabierasz.
    Mo, zaniepokoiłam się. To już spory czas jak ukazał się Twój ostatni post.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. I ja chętnie wypiłabym tam herbaty, choć upiłabym się samą atmosferą tam :) Fantastyczne miejsce, a jeśli spędza się tam czas w dobrym towarzystwie to jeszcze lepiej. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.