Nie płacz, że coś się skończyło. Ciesz się, że Ci się to przytrafiło. ( G.G. Márquez )

sobota, 5 kwietnia 2014

Guadix - współcześni "jaskiniowcy".

  Guadix miał być przystankiem w drodze powrotnej od Ani z Sevilli. Jadąc do Sevilli aż zapiszczałam z radości, kiedy moim oczom ukazały się ośnieżone szczyty Sierra Nevada. Jechałam samochodem, świeciło słońce, klimatyzacja w samochodzie czyniła temperaturę bardziej znośną, a gdzieś tu obok - miałam wrażenie, że na wyciągnięcie ręki - widziałam góry otulone białym puchem. Wrażenie niesamowite, mistyczne wręcz. No a przede wszystkim widoki tak cudne, że nie mogłam oczu oderwać, całe szczęście wszystko to było po stronie kierowcy więc mogłam sobie jechać i zezować.



  Kiedy zobaczyłam znak zjazdu z autostrady i przeczytałam nazwę miasta, błyskawicznie skojarzyłam ją sobie z Anią, która podczas naszego pierwszego spotkania w Mazarron właśnie między innymi o Guadix mi opowiadała. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że niedługo będę tak blisko. Gdyby nie to, że spieszyłam się do Sevilli i powoli zbliżał się wieczór, zajechałabym tam od razu. Tak z marszu. Ale Guadix był moim punktem obowiązkowym w drodze powrotnej.



  Guadix słynie ze swoich domów-jaskiń. Zachowały się one w najstarszej dzielnicy miasta, nowa część miasta wygląda całkiem zwyczajnie i nowocześnie, z blokami, sklepami i hotelami. A te domy w skałach to nie są żadne zabytki, tylko do dzisiaj ludzie tak mieszkają. Fasady domów przypominają zwykłe budynki, z furtkami i ogródkami przed domem, natomiast skały kryją w sobie powierzchnię mieszkalną. Szczerze mówiąc trochę mi się w głowie nie mieściło, że w dzisiejszych czasach w Europie można sobie wieść życie jaskiniowca, i cieszę się, że zobaczyłam to na własne oczy.




  Nie brakuje też w Guadix takiej prowizorki i z daleka widać, że część gór należy do biedniejszej części ludności. Kierowana ciekawością zapuściłam się trochę w dzikie strony i zauważyłam, że w takich jaskiniach z prawdziwego zdarzenia mieszkają hiszpańscy Cyganie. Niejednokrotnie warunki były tak kiepskie, że dziura w skale zastępowała wejście do domu. Ale ludzie byli radośni, uśmiechnięcie i prawie z każdej jaskini dochodziły dźwięki flamenco...




  W Guadix chciałam spędzić jakąś godzinę na zwiedzaniu, wypić kawę i ruszyć dalej. A u mnie jak to u mnie, ja swoje a życie swoje. Bo moje chroniczne zaniki pamięci właśnie w Guadixie postanowiły przypomnieć mi o swoim istnieniu. Jak już zaparkowałam ślicznie samochód to miałam tyle energii i taki fajny humor, że nogi same mnie niosły. Więc tak sobie szłam i szłam, co chwilę zachłystywałam się widokami, zaszywałam się w wąskich uliczkach, myśli o tym, żeby zawrócić przegrywały z tymi żeby jednak pójść jeszcze trochę dalej. Świadomość wróciła mi w momencie kiedy zdałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie zaparkowałam samochód. Mało tego, nawet nie miałam kogo zapytać o drogę bo w najlepsze trwała siesta. Żeby nie było, pamiętałam doskonale miejsce, gdzie zostawiłam samochód i jak tam dojść wjeżdżając do Guadix z autostrady. Tylko nie wiedziałam jak mam tam się dostać przemierzając kręte uliczki, ani nawet w którą stronę mam iść żeby dostać się do nowszej części miasta. Jak już udało mi się spotkać człowieka i zapytać go jaki mam obrać kierunek, ten złapał się za głowę jak usłyszał gdzie mam samochód i że mam zamiar dotrzeć do niego na piechotę.



  Miły był bardzo i zaoferował, że mnie do mojego samochodu zawiezie. Moja dusza turysty nadal dawała o sobie znać i stwierdziłam, że sobie spacer zrobię i może jeszcze jakieś zdjęcia pstryknę. Bardzo szybko pożałowałam, że nie skorzystałam z podwózki bo słońce świeciło niemiłosiernie, do Murcii miałam jeszcze spory kawałek, chciało mi się pić a samochodu nawet jeszcze nie widziałam na horyzoncie. Najwidoczniej wcześniej mój entuzjazm z powodu fajnej wycieczki zagłuszył świadomość i upływ czasu, bo droga do samochodu tak mi się dłużyła, że zaczynałam wątpić w to, czy na pewno dobrze idę. W głowie układałam plan awaryjny biorący pod uwagę poproszenie o pomoc Policji. Ciekawe czy już kiedyś mieli zgłoszenie o zgubieniu samochodu i czy to ja byłabym tą pierwszą, o której później opowiadali by anegdoty. Może by o mnie w gazecie nawet napisali, w rubryce przeznaczonej dla stróżów prawa :). Jak już w końcu dotarłam do samochodu to miałam ochotę go wyściskać i wycałować. Powstrzymali mnie dziadkowie siedzący na ławce niedaleko, nie chciałam robić widowiska.


  Zawsze jeżdżę z moim M. i to on jest odpowiedzialny za pamiętanie o samochodzie, ja jestem od innych rzeczy, przyziemnych bardziej. Ale jeśli kiedykolwiek ktoś mi powie, że znalezienie igły w stogu siana jest niemożliwe, to mu odpowiem że równie niemożliwe bywa znalezienie samochodu w nieznanym miejscu hi hi hi.


   Po wdrapaniu się na punkt widokowy moim oczom ukazały się szczyty Sierra Nevada. Z całych sił musiałam zagłuszać w sobie instynkt spontanicznego szwędacza bo w głowie co chwilę pojawiała się myśl, że skoro jestem tak blisko, to może by sobie bliżej Sierra Nevada podjechać. Albo może nawet tak by się udało, że bym mogła hiszpańskiegu śniegu dotknąć...Wodze fantazji miały niezły rozmach, całe szczęście resztkami zdrowego rozsądku udało mi się je okiełznać.



A tak w ogóle to narobiłam tyle zdjęć, że Guadix pojawi się raz jeszcze. I Sierra Nevada też.

27 komentarzy:

  1. Mo, w pas sie klaniam , dzieki wielkie za przypomnienie, ze tam bylismy.
    Co za miejsce kapitalne!
    A ludzie niesamowici, wiesz, e pilismy kawe w jaskini? Bo nas zaprosili jayus tubylcy? Milo bylo!
    Widok na Sierra Nevada -oszalamiajacy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gaudix musiało naprawdę Cię zauroczyć, skoro aż zgubiłaś drogę do samochodu. Też chciałabym się kiedyś tak zgubić. Wiem, że potem bym się strasznie denerwowała, ale czasem przydałaby mi się taka przygoda.
    Śnieg w Hiszpanii wygląda dość nietypowo. Dziwne połączenie:D
    Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  3. Doskonale znam ten stan kiedy człowiek w nowym, interesującym miejscu zachowuje się jak narkonam pragnący tylko jak najmocniej i jak najgłębiej zaciągnąć się atmosferą i klimatem, kiedy nie wie, gdzie oczy podziać. Idzie tam gdzie nogi poniosą, nie bacząc na nic:)
    Ja tak kiedyś "straciłam" samochód we Florencji. Byłam tam wtedy pierwszy raz i akurat dokonałam zakupu mapy-planu miasta, która nie obejmowała mojego parkingu;) Też było wesoło. Zwłaszcza jak zaczął lać deszcz...

    W Australii zdaje się jest coś podobnego- w sercu pustyni, podziemne miasto, stolica wydobycia opali...No, tyle że panujących w tamtejszych "domach" warunków na pewno nie można nawzać kiepskimi.

    Fotorelacja jak zwykle świetna. Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Będąc w Barcelonie mam zamjar udać się też poza nią więc może tam pojadę. A podobnie jest właśnie na Gran Canaria- też są... mieszkania w jaskiniach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudna fotorelacja. Wprost rewelacyjna. Cieszę się, że tu wpadłam. Miejsce tak surowe a tak piękne no i to życie w jaskiniach. Niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniałe miejsce, też nie miałam pojęcia, że są jeszcze ludzie żyjący w jaskiniach. Chętnie powędrowałaby z Tobą po krętych uliczkach.

    OdpowiedzUsuń
  7. CUDO! Dotychczas zazdoscilem miesskańcom Tamki w Krakowie że mają domy do skał przytulone, lecz tu jest większy powód do zazdrości.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie...

    Historia ze zgubionym samochodem - jak z powieści komediowej;)

    OdpowiedzUsuń
  9. z checia bym sie wdrapala na taka gorke :)) piekne widoki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, też bym zezowała :):)
    Przepiękne krajobrazy. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moniko mam wrażenie, że z daleka widziałam Gaudix.
    Na 100 % podziwiałam szczyty Sierra Nevada.
    Byłam nawet mocno zaskoczona tym śniegiem bo na zewnątrz było 35 st.C.
    W podobnych tylko tufowych jaskiniach mieszkają w Kapadocji... Urządzane są hotele, restauracje.
    Skąd ja to znam, że " nogi same niosą" i zapomina się o całym bożym świecie.
    Jestem jak zwykle zauroczona twoimi zdjęciami.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. No znam to uczucie ze co ja sobie tam o rzeczach przyziemnych myśleć będę, ha! same w dół sprowadzają i to z niemiłym uczuciem zaniedbania.
    Wycieczka z Tobą to sama przyjemność, świetne miejsca! No i oko cieszą Foty, oj bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  13. W-o-W! Widoki zapierają dech! Zgubienie samochodu jest całkiem w moim stylu :-P Świetna relacja :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. :) no to ładna historia z samochodem... ja od jakiegoś czasu zapisuję ulicę, na której zostawiam.. robię zdjęcie, albo jeśli to Polska, to gps i pinezka:)

    Mi w Guadixie najbardziej podobały się wystające z ziemi białe kominy. Z odpowiedniej strony nie widać, żeby tam jakieś domy były.

    Fajna wyprawa, widoki cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  15. No ja napiszę tylko tyle, że mam ochotę się z Tobą poszwendać i porobić tak piękne zdjęcia. No napatrzeć się nie mogę!

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękne miejsce. Niesamowicie wyglądają te białe szczyty gór, cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękne te jaskiniowe domy! A i widok cudo! :) Pozdrowienia zostawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zawsze za mało ale tak już jest. czasem aby poczuć atmosferę miejsca, nie zdąży się wszystkiego dotknąć, trzeba się zatrzymać, rozejrzeć. Fantastyczne miejsce i zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  19. Z ta pamięcią to nie jesteś sama, wiem co to znaczy. Ale to miejsce jest fantastyczne. Jak to możliwe, że o nim wcześniej nie słyszałam? Szkoda, że nie można było zwiedzić jeszcze takiego mieszkania w środku. To musi być niezwykłe. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  20. fenomenalne miejsce! też chcę tam pojechać!

    OdpowiedzUsuń
  21. pierwszy raz czytam o tym miejscu i jestem zafascynowana ;)
    P.S. Co do samochodu, znajomemu zabrakło paliwa, więc musiał zostawić samochód i pójść pieszo z kanistrem po paliwo, a potem nie mógł tego samochodu znaleźć, godzinę biegał po całym mieście ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ależ fajne te domy w jaskiniach! Nie miałam pojęcia, że takie coś istnieje w dzisiejszych czasach.
    Widoki nieziemskie - aż Ci zazdroszczę ;-)
    A przygoda z samochodem zabawna, choć wyobrażam sobie, co przeżyłaś...

    OdpowiedzUsuń
  23. Pięknie! Zazdroszczę, bo cóz tu innego można napisać:)

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.