Nie płacz, że coś się skończyło. Ciesz się, że Ci się to przytrafiło. ( G.G. Márquez )

niedziela, 22 maja 2011

Dzień Praw Zwierząt.

To dzisiaj właśnie. Nie będę tutaj pisała o łamaniu tych praw, bo to temat - rzeka, a po co mam sobie psuć taką cudowną niedzielę. Post ten poświęcę moim ośmiu łapom. Jeśli kiedyś coś im się odwidzi, zbuntują się i mnie zaczną po sądach psich ciągać za rzekome łamanie ich praw, tudzież absolutny ich brak, to ja będę miała dowody...dowody na to, że wiodą sobie pieskie życie. Tego mniejszego to od schroniska uratowaliśmy albo od wiecznej tułaczki ( nie to, że wypominam ), no ale lepiej żeby to miał na uwadze :).

Wspomnę tylko, że nigdy nie zrozumiem przemocy wobec zwięrząt. Nigdy i koniec. Niech się Ci sadyści z równymi sobie mocują, a nie na słabszych i praktycznie bezbronnych udowadniają, jaką to mają moc...

No ale póki co nasi pupile chyba nie mają na co narzekać, bo przestrzegamy ich praw, oj przestrzegamy. I tak np. mają prawo do spania po ludzku :)



Ale po swojemu też mogą :




Mogą sobie jeździć po świecie :



Oglądać polskie seriale :


Przejawiać agresję wobec członków najbliższej rodziny :







Być kibicem :



Uprawiać hazard :



A nawet czasem "strzelić sobie" coś mocniejszego :



To tylko pies, tak mówisz, tylko pies...
A ja ci powiem
Że pies to czasem więcej jest niż człowiek
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki czlowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie...
                         ( B. Borzymowska )

czwartek, 19 maja 2011

Już za chwileczkę, już za momencik...

Jeszcze trochę i zacznę planować kolejną podróż życia. Mam nadzieję, że będzie tak fascynująca jak ta ostatnia. Do Azji ciągnie mnie cały czas, więc całkiem możliwe, że ponownie udam się w tamte rejony. Istnieje prawdopodobieństwo, że w poprzednim wcieleniu byłam Azjatką :).Urzekło mnie tam wiele, zaskoczyło też, np te kłujące w oczy kontrasty.


 Za każdym razem jak patrzę na to zdjęcie poniżej, to oczyma wyobraźni przeprowadzam remont budynku, z zachowaniem tych krętych schodów.




Aż ciężko sobie wyobrazić, że zaledwie od kilka ulic od centrum Kula Lumpur, gdzie znajduje się do niedawna najwyższy budynek na świecie - Petronas Twin Towers -można zaszyć się w świecie, który z bogactwem i przepychem niewiele ma wspólnego.Zadzierasz głowę, i widzisz wieże. Patrzysz przed siebie i widzisz to :












W tym domu mogłabym zamieszkać tylko dla samej przyjemności wyciągania papierowych listów z tej fajowej skrzynki. Bo uwierzcie mi, jestem jedną z tych, co do dzisiaj piszą ( bo mają do kogo ), i otrzymują ( bo mają od kogo ) "starodawne" listy w kopercie ze znaczkiem.




Kontrasty są wszędzie, to z nich zbudowany jest świat. Tylko poprostu w pewnych miejscach są one jakoś bardziej widoczne. Albo może do tych, które mamy na wyciągnięcie ręki, jesteśmy już tak przyzwyczajeni, ze nie robią na nas wrażenia. Są też takie kontrasty, których staramy się nie zauważać - czasami z marnym skutkiem.

piątek, 13 maja 2011

13.05.2011.

Chciałam dzisiaj iść na rower.
Chciałam umówić się na kawę z koleżanką.
Chciałam ogarnąć chociaż trochę nasz domowy artystyczny nieład, przez większość ludzi określany mianem bałaganu...
Tymczasem pół dnia spędziłam przed telewizorem oglądając krajobraz po trzęsieniu ziemi oraz pogrzeby ofiar. U nas już spokojnie w miarę, złapaliśmy równowagę, najgorsze były chwile po trzęsieniu i ta pierwsza noc. Trzęsienie nie dosięgnęło nas bezpośrednio, ale było blisko...W efekcie tej tragedii wieczór spędziliśmy odbierając telefony od rodziny i znajomych, którzy chcieli się upewnić, że jesteśmy bezpieczni.
No ale w ramach relaksu zabrałam psy na długi spacer, przeszłam jedną z naszych ulubionych tras, ok 3 godz. maszerowania ( no, jak robię przerwy na kontemplację i zadumę to 4 :) ).W efekcie czego wrociłam zmęczona, ale tak pozytywnie, nie, że styrana, tylko taka zziajana ciutkę...I miałam energii tyle, że hoho, i już mi brudne naczynia ze zlewu nie wypadają.
Pożyczyłam aparat na weekend, w związku z czym nie pstrykałam dzisiaj, i jakoś tak mi na duszy niewyraźnie:). Ale mam fotki z poprzednich spacerów, więc zapodaję.
I już rączki zacieram, i ślepia szykuję, bo w poniedziałek będę miała duuuuuużo książek i gazet z kraju ojczystego. Oj lubię takie prezenty, lubię, lubię bardzo!
Może jutro wskoczę na rower, bo jak kilka dni nie jeżdżę, to mi się to odbija na humorze i psychice.Generalnie rzecz biorąc pogarsza mi się, jak to mówi Ten, Co Mnie Dobrze Zna :)






 Są tacy, którym nie robi różnicy, czy to morze, jezioro czy kałuża. Mokre cztery łapy to przeszczęśliwe cztery łapy. A później błoto w domu :)

                                                                 Szyszunia.







środa, 4 maja 2011

Bezsenność.

Nie wiem co jest, ale towarzyszy mi już trzecią noc z kolei...Nigdy tak nie miałam a teraz już mnie powoli rozpacz ciemna ogarnia. Próbuję różnych form relaksacji, nie siedzę przed snem przed TV ani komputerem, trosk nie mam aż takich, żeby nie móc oka zmrużyć, sypialnia wywietrzona bo ze względu na pogodę okno otwarte non-stop, zawsze przed snem długi spacer z ośmioma łapami, bo przecież by mi nie darowały, z resztą ja też lubię spacery...Zawsze przed snem czytam i jak już czuję, że mi się oczy zamykają, gaszę światło i...nic. Oczy szeroko otwarte.Myśli lekkie i przyjemne przywołuję, że po trawie boso biegam, albo leżę i gapię się w chmury, albo że na wyspie jakiejś bezludnej...i nic. Według internetowych znawców problemu powinno zadziałać, no ale ja najwidoczniej jestem na to wszystko odporna.Tudzież oporna.Była już zielona herbata, melisa, mleko...i nic.

Podobno na mój problem pomaga też alkohol...w sumie, czemu nie :). Aczkolwiek zostawię to na sam koniec, bo może się okazać, że problem ze snem minie, ale pojawi się inny, taki na "a". A ten to już pewnie w leczeniu trudniejszy, i skutki mogą być fatalne.Nie mniej jednak pozostaje mi jeszcze jedno! Wszak mogę liczyć owce i barany, i to w sensie dosłownym, bo tych u mnie pod dostatkiem.Owce zbieram już od kilku lat no i nazbierało się trochę.







Kiedyś cieszyło mnie wszystko, dzisiaj największą radość sprawiają mi owce oryginalne albo z jakimś przeznaczeniem, np widoczna poniżej słomka do drinków, która może mi się przydać jak będę zmuszona leczyć bezsenność mozniejszymi trunkami. Dzięki, Ewela.


 Mam też zestaw łazienkowy, myjka, radio i mydło.Właśnie sobie przypomniałam, że miałam jeszcze ręczniczek taki fajny...Ostatni raz widziałam go gdzieś w Azji. Ups. Sorrki Ewela.



 A z tą owcą śmiesznie było, bo M ustrzelił mi ją w wesołym miasteczku. Jak pani wyciągnęła ją spod lady jako nagrodę za uzbierane punkty, zarówno my jak i nasi znajomi, zaczęliśmy się smiać i cieszyć, i to nie z wartości nagrody, ale z faktu, że nam się właśnie owca trafiła. A pani straganiarka tylko się tak dziwnie spojrzała bo ni jak nie ogarniała tego, że z pluszowej owcy cieszymy się tak, jak np. z cadillaca :).


Mohito bardzo chciał być na zdjęciach, no więc jest. To jedyne na jakim leży spokojnie, i pozwala spokojnie leżeć owcy. Mohi ma chyba nadal syndrom porzuconego psiaka, bo chodzi za nami krok w krok, chociaż od czasu jak go przygarnęliśmy minęło prawie 9 miesięcy. Sytuacja trochę się poprawia, bo teraz np możemy zamykać łazienkę i nie słyszymy jego smutnego ujadania po drugiej stronie drzwi. No ale i tak woli być z nami w łazience :).

Oprócz owiec na zdjęciach mam jeszcze owcze breloczki, magnesy na lodówkę, zakładki do książek, świeczki, doniczki, pudełka, puszki. No i trochę garderoby, ale zdjęcia będą jak zrobię pranie i porządek w szafie :).