2026
Niedziela na Antarktydzie
Pozostając w temacie zimy i mojej radości tym, że ta tegoroczna jest piękna, długa, mroźna i biała, i że takiej nie było od lat, zabiorę Was dzisiaj na Antarktydę. Zdążyłam już Was zapewne przyzwyczaić do faktu, że niedaleko domu mam Malediwy, na których nie dość, że bywam regularnie, to jeszcze dojeżdżam tam sobie na rowerze. Ale to, że minioną niedzielę spędziłam na Antarktydzie a dojazd tam samochodem zajął nam godzinę, może być dla Was sporym zaskoczeniem. Niemniej jednak tak właśnie było a co przeżyłam i widziałam wpis ten wszystko Wam opowie.

Do pisania tego wpisu nie mogłam sobie wymarzyć lepszej scenerii bo zima po raz kolejny pokazuje, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa a do wiosny jest dalej niż było rok temu o tej porze. Sypie z nieba białym puchem a wszystko to wiruje w podmuchach wiatru. Jest tak pięknie, że wzrok systematycznie ucieka mi w stronę okna co pozwala mi przypuszczać, że pisanie o Antarktydzie zajmie mi dużo więcej czasu niż planowałam. Ale do dzieła!
Kadry, które tutaj widzicie stały się sławne do tego stopnia, że aby tam dojechać i znaleźć miejsce parkingowe, trzeba się natrudzić i swoje odczekać wśród samochodów których pasażerowie obrali ten sam kierunek. My wybraliśmy się w niedzielę i szczerze mówiąc kiedy już dojeżdżaliśmy to trochę opuścił mnie entuzjazm. Niektóre ulice dojazdowe zostały zamknięte, policja kierowała ruchem, samochody były zaparkowane w każdym możliwym miejscu no ale że głupi ma szczęście to szybko znaleźliśmy wolne miejsce pod marketem.
Co prawda ilość osób zmierzająca w tym samym co my kierunku szybko uświadomiła mi, że sami to my raczej nie będziemy, chociaż szczerze mówiąc popularność "gór lodowych na Łabie" i tak pozwalała mi przypuszczać, że będziemy mieli liczne towarzystwo. Tak też się stało ale plus tego był taki, że większość osób zatrzymywała się przy pierwszych lodowych bryłach i tam zostawała. Tylko nieliczny szli dalej wzdłuż rzeki ale zapewne domyślacie się, że wśród nich byliśmy i my. Skoro przyjechaliśmy na spacer po Antarktydzie to chcieliśmy dopiąć swego, tym bardziej, że jak się okazało dalej było równie pięknie i, co najważniejsze, mniej tłoczno.
Mam świadomość tego, że nazywając zamarzniętą Łabę Antarktydą trzeba mieć wyobraźnię równą mojej no ale sami powiedzcie czy te zdjęcia nie przypominają krainy skutej lodem? Mam nadzieję, że tegoroczna zima wie ile pięknych doznań jej zawdzięczam bo obdarowała mnie wrażeniami, których nie czułam od lat. Po powrocie z Włoch wskoczyłam od razu w białą krainę, w której radośnie sobie żyję do tej pory, a minął miesiąc. Śnieg otulił wszystko bielą, mróz skuł jeziora i kanały w Hamburgu obok których przechodzę codziennie w drodze do pracy i zawsze robię zdjęcia. Zima pozwoliła mi zobaczyć wiele dobrze znanych miejsc w zupełnie innej scenerii i wiecie, że dzisiaj jest pierwszy od bodajże połowy grudnia wolny dzień, który spędzam w domu? Bo tak to wiecznie mnie nosi, szwędam się z radością po białym świecie, jak nie leśne zaspy to Antarktyda, zaliczyłam też wenecki karnawał w Hamburgu. Dzieje się dużo a ja tak intensywnie nie żyłam zimą od lat. Niezmiernie cieszy mnie również fakt, że nadal trwa w najlepsze sezon na grzane wino aczkolwiek ostatnio przekonałyśmy się z koleżankami, że lepiej pić po lodowisku a nie przed 😃.
Od grudnia nieustannie mam wrażenie, że żyję w baśni albo w rzeczywistości umiejscowionej daleko od twardego gruntu a wszystko to za sprawą zimy. Tak niewiele wystarczyło żebym była bezgranicznie szczęśliwa i mówię to ja: miłośniczka ciepła, słońca i niebieskiego nieba. I tak jak co roku o tej porze wypatrywałam wiosny tak teraz nie miałabym nic przeciwko temu, żeby zima trwała aż do maja. Jest magicznie a ja jestem tym stanem rzeczy tak uduchowiona, że rozczula mnie nawet mróz szczypiący w policzki. Nie dająca się policzyć ilość zimowych spacerów, radość tym, że wielu miejsc, które dobrze znam, nie widziałam nigdy w białej wersji, no i góry lodowe na Antarktydzie. Sami musicie przyznać, że tegoroczna zima zasługuje na uznanie.
Duża ilość śniegu i silny mróz sprawiły, że i Łaba zmieniła się nie do poznania. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcia na jednej z lokalnych grup podróżniczo-przyrodniczych to w ogóle nie pomyślałam, że rzecz się tyczy rzeki, którą mam 15 minut samochodem od domu. Zanim w ogóle zlokalizowałam sobie miejsce akcji już wiedziałam, że muszę tam być i zobaczyć te cuda na własne oczy. A kiedy okazało się, że mamy Antarktydę o godzinę jazdy od domu szybko zaplanowałam wycieczkę na najbliższą niedzielę. W tym miejscu pozwolę sobie na mały apel do tych, którzy nie znaleźli sobie jeszcze partnera lub partnerki albo znaleźli ale są w trakcie zmiany: szukajcie osób, którym nie przeszkadza to, że jesteście wariatami, a nawet uważają to za zaletę. Bo ja, kiedy któregoś dnia wróciłam do domu i oznajmiłam Pankracemu, żeby nic nie planował na niedzielę bo zabieram go na Antarktydę, usłyszałam, że super, świetny pomysł, i że jedziemy. A sami dobrze wiecie, że na coś takiego zareagować można różnie, wielu pomyślałoby, że to jest dobry moment żeby zacząć szukać profesjonalnej pomocy. Fakt, że pojechałam samochodem na Antarktydę a w ciągu roku będę regularnie jeździć na Malediwy na rowerze, może być lekko niepokojący. Na szczęście nie dla mojego Pankracego a dla mnie to już w ogóle.
To był niesamowity dzień, spędzony wśród kadrów nie z tej ziemi. Naprawdę miałam wrażenie, że jestem gdzieś poza światem, w krainie skutej lodem. Moja radość z zimy trwa i ma się świetnie, lojalnie Was uprzedzam, że zimowe kadry pojawią tu się jeszcze, najprawdopodobniej więcej niż raz. Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że wykaraskanie się ze wszystkich podróżniczych zaległości czekających na opisanie ich na blogu jest niemożliwe i chyba nawet nie będę próbować. Zamiast tego całą swoją uwagę skupię na radości z zimy, miłościwie nam obecnie panującej, i tym jak hojnie dostarcza mi codziennie milion powodów do uśmiechu i do zmierzania do pracy okrężną drogą, bo ładniej.
Trzymajcie się radośnie kochani moi, niech nie opuszcza Was pogoda ducha i wysoka tolerancja na siarczysty mróz. Pamiętajcie, że nic tak nie rozgrzewa jak herbata, może być z prądem, oraz przytulaki, daję Wam na to moje słowo!






















Piękne zdjęcia i wspaniała wyprawa na Antarktydę:))) U mnie Syberia:)
OdpowiedzUsuńserdecznie pozdrawiam!
Mnie też zasypało kolejny raz tej zimy, z czego cieszę się jak głupia. Nigdy, przenigdy nie spodziewałam się, że ta zima będzie taka fantastyczna!
UsuńCiekawe miejsca, ale to zdecydowanie nie moje klimaty. Według mnie, zima powinna się skończyć na grudniu :D
OdpowiedzUsuńJa też jestem zdecydowanie ciepłolubna ale tegoroczna zima tak mnie uszczęśliwia, że cieszy mnie nawet siarczysty mróz. Za taką zimą tęskniłam a to co się dzieje teraz jest spełnieniem moich największych marzeń. W tym roku wiosna nie musi się spieszyć 😄
UsuńKocham taką śnieżną zimę! Nie mam co prawda takiej Antarktydy w pobliżu, ale i tak tegoroczna zima zaspokoiła moje zapotrzebowanie na śniegowe krajobrazy :).
OdpowiedzUsuńMam tak samo, nie mogę się tą zimą nasycić a świat skuty lodem i o tulony bielą dostarcza mi codziennie mnóstwa powodów do radości 🙂
UsuńCieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest... - śpiewa Sylwia Grzeszczak, ale ta piosenka jest jakby dla ciebie napisana. I tak trzymaj Monia! U Małgosi powyżej Antarktyda, a u mnie Syberia. Nie ma takiego pięknego lodu, ale jest siarczysty mróz, który na szczęście odpuszcza, bo chyba sam stwierdził, że przesadził nieco.
OdpowiedzUsuńCałusy dla moich przyjaciół z Antarktydy:)))
U Kicikicitata też Syberia, może mieszkacie gdzieś niedaleko 🙂. Wszystkiego mogłam się spodziewać po tej zimie ale tego, że dotrę na Antarktydę to nie. Jak widać podróżnicze marzenia spełniają się nawet godzinę od domu. Ta zima przejdzie do historii.
UsuńCałusy dla naszych przyjaciół z Syberii 😍
Nie dziwi mnie spora liczba amatorów tego piękna.
OdpowiedzUsuńW ub. roku na jeziorze kórnickim był podobny lód, ale gór lodowych nie widziałam, Łaba wszystko spiętrzyła niesamowicie.
Czytając tytuł pomyślałam, że faktycznie na Antarktydzie wylądowałaś, bo mobilna jesteś i nie byłabym zdziwiona:-)
Trzeba podobne widoki zatrzymać, bo nie wiemy jaka zima za rok!
Bardzo mi miło, że wierzysz w mój rozmach podróżniczy do tego stopnia, że nawet Antarktyda wydaje Ci się realna. Co prawda nie mam jej w planach ale w sumie kto wie?
UsuńMam świadomość tego, że tytuł wprowadza w błąd ale skojarzenie z Antarktydą widać chyba gołym okiem, wychodząc z domu jechaliśmy na Antarktydę zatem niech tak zostanie. A ta piękna zima niech trwa!
Ależ piękna ta Twoja Antarktyda!!! :-)
OdpowiedzUsuńI te lodowe rzeźby!!!
I ten Twój zachwyt nimi!!!
Antarktyda niemal jak prawdziwa, nie sposób się nią nie zachwycać. Łaba dostarczyła nam w tym roku wyjątkowych powodów do zachwytu.
UsuńWyobraźnię masz olbrzymią, więc i Malediwy i Antarktydę masz na wyciągnięcie ręki, no prawie...
OdpowiedzUsuńPiękne te zdjęcia a ja zachowuję ię bardzo podobnie widząc i czując tegoroczną zimę, zachłystuję się i chcę, żeby jeszcze z nami pobyła, te korki by zobaczyć lody na Łabie przypominaja mi o korkach drogowych by zobaczyc lodospady w Rudawce, ludzie oszaleli, myśmy były wczesnie i udało się nie utknąć w kolejce samochodowej kilka kilometrów przed, tam strażacy pomagali w armagedonie.
Jeżeli chodzi o wyborze partnera życiowego ..masz rację, ja mam takiego , który nie podziela moich entuzjazmów związanych z takimi atrakcjami jakie opisujesz, siedzi w domu i patrzy w okno, ale ja znalazłam sobie przyjaciółkę o podobnych pasjach...pozdrawiam serdecznie
O widzisz, przyjaciółka o podobnych do Twoich zainteresowaniach jest tak samo ważna jak partner, chociaż tutaj akurat miałaś pod tym względem mniej szczęścia 😄. Mój mnie wspiera i uczestniczy we wszystkich moich szalonych pomysłach, dzięki mnie nie ma nudnego życia. Nawet kiedyś mi powiedział, żartem mam nadzieję, że nie wyobraża sobie życia z normalną kobietą a ja to uznałam za komplement. Bo co to za radość być normalną 😃.
UsuńMoc ciepłych pozdrowień.
Łaba rzeka cud. Raz Malediwy teraz Antarktyda coś mi się wydaje, że Ci zazdroszczę. Gór lodowych na rzece jeszcze w życiu nie widziałem. A ta lodowa rzeźba cudna. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńTen cud natury na Łabie jest nazywany górami lodowymi chociaż ja wolę Antarktyda, brzmi bardziej niesamowicie 😃. Regularnie piszę tutaj o tym jak bardzo mnie uszczęśliwia Łaba w te cieplejsze pory roku, w tym roku uszczęśliwiła mnie również zimą co wskazuje na to, że będzie mi dostarczać powodów do radości przez calutki rok. Ale fajnie!
UsuńSerdeczności. Dobrego humoru na kolejne dni.
Dzisiaj miałem kolejny powód do radości otwierając skrzynkę pocztową. Znalazłem piękną kartkę z Florencji za którą bardzo dziękujemy. Serdeczności :)
UsuńCieszę się, że doszła, po miesiącu co prawda ale jest, nie będę poczty włoskiej rozliczać z dni 😃. Miłego weekendu.
UsuńTeż nie trafiłam na góry lodowe na rzeczy, Motława co prawda skuta lodem zamieniła się w lodowisko, albo alejkę spacerową - deptak dla odważnych lub .... (tego nie napiszę, bo może wielu uważa właśnie ta).
OdpowiedzUsuńJa trochę jadąc nad morze spodziewałam się zamarzniętego akwenu, przynajmniej częściowo. No, ale nie w tym miejscu, w którym byłam, jednak pozazdrościwszy Grażynie lodowych sopli zwisających ze wzgórza zadowoliłam się lodowymi skarpetkami pali na których zbudowano molo. Wiele przyjemności na Antarktydzie i na Malediwach. A nasze kartki chyba nadal błądzą w podróży :)
Gapa ze mnie bo Twoja kartka już doszła tylko ja niegodziwa zapomniałam Ci za nią podziękować. Czynię to niniejszym a kartka wisi już w kuchennej galerii. Moje dochodzą dopiero teraz co trochę mnie zdumiewa bo wysyłałam je z Como 4 stycznia, zatem musisz być cierpliwa.
UsuńMotława podobno już zamknięta ale co się ludzie nacieszyli to ich. Też bym poszła 🙈
To czekam cierpliwe i dam znać jak dojdzie.
UsuńMonia, wykopuję się z blogowych zaległości, jak spod wielkiej zaspy śnieżnej ;-)) I choć mój entuzjazm z zimy nie dorównuje Twojemu, to absolutnie w takim wydaniu tegoroczna aura zasługuje na zachwyt. Myślę jednak, że zdołałam się nią już nacieszyć, a mrozy zbyt mocno dały mi się w kość. Dlatego wyczekuję z utęsknieniem marca, bo marzę już o wiośnie :-))
OdpowiedzUsuńTymczasem przyznać muszę, że zaskakujące są zimowe obrazy Łaby, która przystroiła się w lodowe kry. Ta zima tak ścisnęła mrozem, że w połowie stycznia zamarzła Zatoka Pucka, a w Mikoszewie na Żuławach Wiślanych występują liczne torosy, czyli spiętrzenia kry przypominające lodowe góry. Bałtyk też pokrywa się lodem i choć zjawisko to dotyczy głównie wód przybrzeżnych i płytszych zatok, to nie sposób nie ulec fascynacji tym widowiskowym efektem surowej zimy. Media społecznościowe pełne są zdjęć i nagrań mieszkańców wybrzeża i turystów, dokumentujących to, co w dzisiejszych czasach zdarza się rzadko.
U nas od dziś odwilż, a świat za oknem znów staje się szaro-bury. W mieście zalega pełen brudu śnieg, zatem, aby do wiosny ;-))
Kochana, posyłam moc pozdrowień i dobrych myśli!
U mnie dzisiaj też już temperatura na plusie ale przez wilgoć w powietrzu marznę bardziej niż kiedy było -9. Zdecydowanie bardziej podobała mi się mroźna biała zima niż plucha, która się zaczyna.
UsuńPrzez tą piękną zimę myślałam, że w ogóle nie tęsknię za wiosną ale wczoraj czytałam swój zeszłoroczny wpis o magnoliach i cóż, trochę mi się jednak zatęskniło.
Skuty lodem Bałtyk w Gdańsku pokazywali nawet kilka razy w hiszpańskiej telewizji. Tak Anitka, oby do wiosny albo do kolejnego ataku zimy 😃. Przesyłam Ci ogrom serdeczności wraz z życzeniami udanego weekendu.
Te grube bloki lodu robią wrażenie! Niecodzienny widok, szczególnie, że zimy nas od siebie ostatnio odzwyczaiły.
OdpowiedzUsuńNie dziwię się, że to miejsce w takiej scenerii przyciągnęło odwiedzających, a tym bardziej, że wśród nich Ciebie.
Zauważyłam, że tegoroczna zima cieszy nawet jej ciepłolubnych przeciwników i myślę, że wina leży w tęsknocie i nostalgii. Tak dawno zima nie była taka piękna, długa, mroźna i biała, że wydała nam się niemal egzotyczna. Mnie uszczęśliwia do dzisiaj chociaż nadchodzi odwilż i zapewne błoto po łydki, grhhhh😒
UsuńTwoje zdjęcia obdarzę przymiotnikiem- spektakularne! A to nasza fascynująca natura, która zachwyciła wszystkich, nawet ciepłolubnych 👍👏
OdpowiedzUsuńWczoraj byłam w Lublinie, jechałam z córką dwiema różnymi drogami przez Wisłę, w Solcu-Zdroju i Annopolu. Skuta lodem rzeka była przerażająca w swoim uroku. Przypominały mi się stare filmy dokumentalne, gdy takie lody likwidowano specjalnymi bombami zrzucanymi z helikopterów.
Miłego weekendu.
Moi znajomi pamiętają czasy kiedy zimą Łaba zamarzała tak, że można było przejść z jednego brzegu na drugi. W centrum Hamburga znajdują się dwa jeziora i kiedy zimy były srogie to na tych jeziorach odbywał się jarmark świąteczny i kiedyś wylądował na jednym z nich helikopter. Marzy mi się taki jarmark na lodzie.
UsuńW hiszpańskiej telewizji kilka razy pokazywali Gdańsk, Bałtyk skuty lodem oraz lodowe czapy pod molo.
Zasypany śniegiem i zamarznięty świat roztapia nawet najtwardsze serca 😀. Ściskam mocno mocno!
Przeczytałam w telefonie tytuł posta Niedziela na Antarktydzie, i wprost nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Myślę sobie. Czy to jest możliwe? Jeszcze dobrze nie rozpakowała się a już odwiedza najdalszy zakątek świata? No tak, u Niej to wszystko jest możliwe...
OdpowiedzUsuńMonia Ty wiesz, że zima to nie moja bajka ale dla takich widoków to i ja mogłabym ją polubić. Łaba dostarczyła Wam niesamowitych wrażeń.
Ściskam mocno i serdecznie pozdrawiam:)
To, że uważasz iż byłabym w stanie dotrzeć nawet na Antarktydę, bardzo mnie cieszy i dużo dla mnie znaczy. I wiem, że tytuł był mylący ale mam już swoje Malediwy nad Łabą więc co mi szkodzi mieć Antarktydę?😛 Tym bardziej, że kadry zbliżone.
UsuńTeż jestem ciepłolubna ale tegoroczna zima uszczęśliwiła mnie do tego stopnia, że w ogóle nie czekam na wiosnę ( ale chciałabym żeby już kwitły magnolie 🙂).
Wszystkiego dobrego Łucja, życzę Ci dużo radości na kolejne dni.
Od razu wiedziałam że to ta Antarktyda 😉. Enjoy! bo zima w tym roku wyjątkowo piękna!
OdpowiedzUsuńO tak! Tak cudnej a przede wszystkim trwającej tak długo zimy nie pamiętam, trzeba się nią nacieszyć! Buziaki.
UsuńZwizualizowałam sobie tę scenkę, w której oznajmiasz, że w niedzielę jedziecie na Antarktydę i się uśmiałam. Wspaniali jesteście. Masz cały świat na wyciągnięcie ręki, więc absolutnie rozumiem Twoją radość i ten entuzjazm. Twój blog powinien być przepisywany jako lekarstwo na chandrę, bo tyle tutaj dobrej energii przepływa i tyle optymizmu, że to się aż w głowie nie mieści. Zdjęcia z Antarktydy genialne. Miejsce wspaniałe, więc nie dziwię się, że były tam takie tłumy. Od razu sobie przypomniałam pandemiczne czasy, kiedy w górach tutaj na Majorce też policja kierowała ruchem i stali przy szlakach, żeby pilnować porządku :D
OdpowiedzUsuńŚciskam
Ja to powiedziałam tak, jak bym naprawdę planowała Antarktydę a Vaidas zareagował tak, jak by nie było w tym nic dziwnego 😀. Czyli u nas wszystko po staremu, w porządeczku, rozbijamy się między Antarktydą a Malediwami.
UsuńJa pamiętam mój las, który był nieprzejezdny przez tłumy rowerowiczów i spacerowiczów a ja byłam zdenerwowana koniecznością nieustannego używania dzwonka. Zdecydowanie za tym nie tęsknię.
Moc pozdrowień.