Czytam, więc jestem, uwielbiam się przemieszczać, i nie ważne czy samolotem, czy rowerem,zapamiętywać chcę - sercem i aparatem, a żyć nie mogę bez książek, podróży, roweru, spacerów, rozmów i moich licznych pasji. Dzięki hektolitrom herbat wszelakich wypijanych codziennie trzymam się jakoś w pionie:)

W razie pytań lub chęci kontaktu: malamo@op.pl :)

Warto przeczytać


17/08
2026

Nawet garść wspomnień jest lepsza niż nic. Jeden dzień na Minorce

 Wierzycie w to, że życie czasem daje nam znaki wykorzystując do tego różne środki komunikowania się z nami? Ja w to wierzę a szepty przeznaczenia potrafię dostrzec w najbardziej niepozornych nawet rzeczach. Kiedy zastanawiałam się czy w moją majorkańską majówkę uda mi się wcisnąć Minorkę, no i czy warto płynąć tam na zaledwie jeden dzień, to w książce, którą akurat czytałam przeczytałam, że nawet garść wspomnień jest lepsza niż nic i od razu wiedziałam co robić. W sumie po doświadczeniach w Dublinie, kiedy to przesiadkę zamiast na lotnisku spędziłam zwiedzając miasto, powinnam już wiedzieć do czego jestem zdolna i jak głośno wrzeszczy we mnie zew przygody. Podczas gdy intuicja szepcze cichutko to on krzyczy wniebogłosy zagrzewając mnie do boju. Takim siłom nie jestem w stanie się oprzeć. 

 Kiedy już podjęłam decyzję, że płynę, a na dzień przygody wybrałam poniedziałek, mój zapał lekko osłabł po zobaczeniu cen biletów na prom. Myślałam, że to może dlatego, że chcę je kupić na krótko przed podróżą ale nie, cena jest stała, nieważne z jakim wyprzedzeniem kupujemy bilety. 120 euro za rejs w dwie strony to prawie tyle ile zapłaciłam za bilety lotnicze a ja nawet nie podejrzewałam, że będzie tak drogo, w końcu to tylko godzina z kawałkiem. No ale nic to, nikt mi przecież nie obecywał, że spełnianie marzeń będzie łatwe i tanie, przekonałam się już o tym nie raz. No i jak to szło? Podróże to jedyna rzecz, na którą wydajemy pieniądze a stajemy się bogatsi czy coś w ten deseń. Chęć zobaczenia Minorki, nawet podczas tylko kilkugodzinnej wizyty, była silniejsza niż wszystko inne i głośniejsza niż głos rozsądku, że może lepiej poczekać i popłynąć kiedy indziej na dłużej. Zamiast tego stwierdziłam, że popłynę teraz a na dłużej wrócę następnym razem.

 Nie wiem z jakim zamiarem przyjeżdżają na Minorkę inny turyści, ja jak to ja chciałam jak najwięcej zobaczyć i jak to ja plany miałam ambitne. Zanim jednak dopłynęłam do Ciutadella planowałam jeszcze dostać się autobusem do innego miasteczka. Bardzo często w moich wyobrażeniach widzę jeden dzień jako nieograniczoną ilość czasu, w którym uda mi się zrealizować wszystkie plany, nawet te najbardziej szalone. Jakby tego było mało to od lutego, kiedy wydaje mi się, że mam mało czasu, przypominam sobie mój trzygodzinny spacer po Dublinie, na myśl o którym utwierdzam się w przekonaniu, że mogę wszystko.

 Po kilkunastu minutach spaceru może jeszcze gdzieś tam się we mnie tliła myśl, że za jakiś czas wskoczę w miejski autobus i pojadę trochę dalej ale wystarczyło, że weszłam w pierwszą wąską uliczkę, wtedy przepadłam. Szybko zdałam sobie sprawę, że trochę się w planach na Minorkę rozbujałam a sama Ciutadella okazała się tak ciekawa, że od razu stwierdziłam, że co tam inne miasteczko, zostaję tutaj żeby wszystkim się na spokojnie nacieszyć.

 Klimatyczna starówka okazała się cudownym szlakiem spacerowym, za każdym zakrętem pojawiała się uliczka, w której przecież musiałam być i której nie mogłam przeoczyć. A tym, co mi się najbardziej spodobało, i co mnie jednocześnie bardzo zaskoczyło, był fakt, że przez większość czasu byłam w tych uliczkach praktycznie sama. Tylko co jakiś czas mijali mnie pojedynczy turyści, w których widziałam bratnie dusze ciekawe atrakcji jakie kryje w sobie Minorka. Najwięcej ludzi widziałam na ulicach handlowych, tam to nawet czasami panował tłok; mnie zakupy nie interesowały chociaż teraz żałuję, że nie kupiłam jednych butów. Ale wrócę z Julką bo Ona też żałuję, że takich nie kupiła 😀.

 Ciutadella, do której dopłynęłam, miło mnie zaskoczyła ilością tego, co tak bardzo lubię. Mam tutaj na myśli starówki miast utkane z sieci wąskich i klimatycznych ulic, z których najbardziej lubię te, których uroku nie widać na pierwszy rzut oka, a które kryją się w drobiazgach: pastelowych kolorach fasad i kontrastujących z nimi kolorach okiennic i drzwi, w starym zostawionym pod tym domem rowerze, w mikroskopijnych balkonach zamienionych w dżunglę albo raskie ogrody, w kocie wygrzewającym się w promieniach słońca. Żeby się czymś zachwycić nie potrzebuję zabytków znanych na cały świat albo wielkich dzieł sztuki, dajcie mi wąską, krętą uliczkę a będę wniebowzięta.

 Plany na Minorkę miałam w zasadzie dwa, no dobra, trzy, wszystkie jak przystało na obżartucha związane z jedzeniem, dwie rzeczy poleciła mi Jula. Zachęciła, żebym spróbowała krokietów z sobrasady, tradycyjnej majorkańskiej wędliny typu nasza metka, której ja akurat nie lubię i minorkańskiego ginu, który w połączeniu z limonadą nosi nazwę Pomada. Żeby nie tracić czasu spróbowałam obu tych rzeczy na śniadanie i cóż, Julka miała rację, że krokiety będą mi smakować nawet biorąc pod uwagę fakt, że samej sobrasady nie znoszę. To były chyba najpyszniejsze krokiety jakie jadłam a połączenie sobrasady z miodem okazało się przemiłe dla zmysłu smaku. Pomada, którą ja akurat miałam w wersji z pokruszonym lodem, utwierdziła mnie w przekonaniu, że picie alkoholu na śniadanie może być świetną alternatywą dla osoby, która rzadko pije kawę 😉(zgadnijcie o kim mowa?).

 Obiad zjadłam w porcie i tu od razu wiedziałam co chcę, z radością "wciągnęłam" grillowaną sepię, popiłam ją sangrią a na deser zjadłam crema catalana. Później dalej ruszyłam w miasto a pod wieczór obrałam kierunek na port, skąd popłynęłam w stronę Majorki.

 Bardzo się cieszę, że nie zraził mnie ani ograniczony czas ani ceny biletów na prom bo dzięki temu w czasie majówki byłam na dwóch wyspach, Majorce i Minorce, co w moich uszach brzmi i przewspaniale, i trochę też niewiarygodnie! W tym moim szaleństwie dotyczącym zwiedzania świata jest metoda i chociaż z matmy jestem kiepska to mam świadomość, że w równaniu, w którym głównymi elementami są ilość miejsc, które chciałabym zobaczyć i czas, który mam na to wszystko, wynik jest dla mnie niekorzystny. Nieważne jaką metodą bym liczyła to zawsze będę na minusie. A Minorkę kochani Wam polecam bo chociaż widziałam zaledwie kawalątek to tyle wystarczyło żebym nabrała chęci na więcej.


Komentarze

  1. Powtórzę raz jeszcze - takie uliczki, zakamarki, lokalne kafejki to miód na serce.
    Ostatnio jednak cenię sobie slow life, czyli nacieszyć się tym tu i teraz, niekoniecznie gonić za każdym zakrętem. Ale ja stara już jestem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja i tak bardzo się w tym moim podróżniczym szaleństwie uspokoiłam bo kiedyś było ze mną dużo gorzej :).
      Stara? Ty? Mam na ten temat inne zdanie! Uściski.

      Usuń
  2. Mo, zdjęcia robisz spektakularne.
    Też spędziliśmy jeden dzień na Minorce, bo zazwyczaj jest w pakiecie. podczas wyjazdu na Majorkę. dokładnie po tym miasteczku chodziliśmy także a nawet jeździliśmy takim odkrytym wagonikiem, głownie jednak byliśmy w zatoce Cala en Brut, kapaliśmy się w błękintnej lagunie, opływaliśmy wyspę. Ciutadella jest śliczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat co do tych zdjęć to nie jestem przekonana, że tak fajnie wyszły. Ale to był maj i cieszyłam się jeszcze moim w miarę nowym telefonem, zdjęcia wychodzą spoko tylko kolory czasem zbyt jaskrawe a ja je wrzucam na bloga takie jakie są a może powinnam jakoś tonować barwy? Zdecydowanie bardziej lubię aparat :)
      Do rajskich minorkańskich plaż nie dotarłam, zostawiłam je sobie na kolejny raz :)

      Usuń
  3. Och, jaka Ty jesteś podobna do mnie w tym zwiedzaniu i tym zewie przygody, który w Tobie nie krzyczy, a wrzeszczy. Ja też chcę więcej, więcej, a w zasadzie wszystko! I też zawsze wykorzystuję czas na maxa zwiedzając. Też nie chodzę utartym szlakiem i najbardziej lubię boczne uliczki.
    Piękne wspomnienia masz teraz! Buziaki ♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walczę ze sobą w temacie zachłanności jeśli chodzi o zwiedzanie świata ale czasem ta walka przypomina walkę z wiatrakami bo chociaż zrobie dwa lub trzy kroki do przodu, to czasem też dwa do tyłu. Jest dużo lepiej niż było ale czasem sobie myślę, że z tego to ja się już nie wyleczę. Może lepiej zostawić to tak jak jest i poczekać na starość, wtedy już będę zbyt zmęczona żeby tak pędzić i ta zachłanność minie mi sama z siebie?
      Wszystkiego dobrego kochana, fajnej końcówki wakacji.

      Usuń
  4. Miasteczko z brukowanymi ulicami i pastelowymi domami ma klimat i nie dziwię się, że od razu wpadłaś w zachwyt. My też jesteśmy na zdecydowanym minusie, ale z wiekiem się już wie, że nie da się zobaczyć wszystkiego. Chętnie więc zwiedzam razem z moimi blogowymi przyjaciółmi i zachwycam się razem z Tobą. Wczoraj rozplanowałem trasę po Rumunii i wyszło 3000 km w ciągu 7 dni. Asia powiedziała, że to mordęga a nie przyjemność a poza tym mamy swoje lata i chyba postawimy na majestatyczny Wiedeń. Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo postawcie na Rumunię tylko jakiś jej kawałek i zamiast 3000 km zróbcie 1000? Po resztę wrócicie kiedy indziej :). Widzisz, znana i Tobie Ula dopiero się rozkręca a Jej pasji do poznawania świata i tego, że się nie męczy, to i ja zazdroszczę :). A świat jest tak piękny i ogromny, że chyba wszyscy jesteśmy na debecie :).
      Deszczowe pozdrowienia, taki sierpniowy deszcz to bajka!

      Usuń
  5. Nie mogę przeboleć, że nie przywiozłaś mi choć jednego krokiecika. Na samą myśl cieknie mi ślinka. A ja też nie jestem jakąś wielką fanką sobrassady. Życzę Ci, żebyś na Minorkę jeszcze wróciła, bo tam jest mnóstwo urokliwych zakątków. Sama jeszcze mam tam sporo do odkrycia. No i buty do kupienia haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam Twoją matematykę. Nawet pomimo ujemnego wyniku.

      Usuń
    2. Ustalmy zatem, że wiszę Ci takiego krokieta, ok? Jak już doszłam do portu to nie chciało mi się wracać do miasta a jak byłam w mieście, to nie kupiłam krokieta, żeby cały dzień go nie nosić? :). Czy ta logika jest dla Ciebie zrozumiała? :). Musisz sobie zrobić status rezydenta to chociaż załapiesz się na zniżkę na prom i nie będziesz musiała bulić tak jak ja :). A z tego co zaoszczędzisz kupisz i buty, i Pomadę.

      Usuń
  6. Ależ miasto to jeden wielki zabytek, śliczne te pastelowe domki. A klimatu w tych pustych uliczkach nie brakuje. Też bym się zatraciła i nie chciała stamtąd wyjeżdżać.
    Z tymi pięknymi scenami idę spać. Może zasnę. Całusy Monia:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że Ci się spodoba. Podczas pierwszej wizyty na Minorce postawiłam na architekturę i cywilizację ale podobno wyspa wymiata jeśli chodzi o walory przyrodnicze. Muszę się o tym przekonać osobiście!
      Buziaki Uleńka i do następnego!

      Usuń

Prześlij komentarz

DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.