Czytam, więc jestem, uwielbiam się przemieszczać, i nie ważne czy samolotem, czy rowerem,zapamiętywać chcę - sercem i aparatem, a żyć nie mogę bez książek, podróży, roweru, spacerów, rozmów i moich licznych pasji. Dzięki hektolitrom herbat wszelakich wypijanych codziennie trzymam się jakoś w pionie:)

W razie pytań lub chęci kontaktu: malamo@op.pl :)

Warto przeczytać


18/09
2026

Kadry z życia po grecku

 Kalimera! Ach nie, wróć, powinno być witajcie najmilsi. Ta kalimera to z przyzwyczajenia bo tak witałam się ze światem przez ostatnie 10 dni. Większość z Was, a już na pewno poligloci, domyśla się zatem gdzie spędziłam ostatni urlop, z którego wróciłam przedwczoraj. Było cudnie, bosko i przewspaniale, nie wiem ile czasu będzie musiało upłynąć żebym przestała uśmiechać się do greckich wspomnień ale póki co unoszę się nad ziemią i szybko lądować nie zamierzam aczkolwiek nie wiem jak to będzie jutro o 9 rano bo możliwe, że pourlopowa rzeczywistość z hukiem postawi mnie na ziemi. Oby nie bo póki co powrót do pracy napawa mnie radością i niech tak zostanie.

 Grecja była destynacją mojej pierwszej zagranicznej podróży, to od niej wszystko się zaczęło i zawsze będę mieć do Grecji sentyment. Zawsze wiedziałam, że kiedyś do Grecji wrócę, niestety trochę czasu mi zajęło zamienienie planów w czyn, bo przecież trzeba było realizować kolejne punkty z podróżniczej listy marzeń, która się przecież sama nie odhaczy. Tląca się już od jakiegoś czasu myśl o powrocie do Grecji wybuchła w tym roku wielkim płomieniem a celem naszego wrześniowego urlopu została Kreta i leżąca niedaleko Santorini, nawet jeżeli to niedaleko to "zaledwie" 4 godziny wolnym, ale za to tanim promem. 

 Naszą przygodę zaczęliśmy w Heraklionie, dokąd mieliśmy lot i skąd wypływał prom na Santorini już w pierwszą noc po przylocie. Od razu Was uprzedzam, że wpisu o Heraklionie nie będzie bo miasto jest nieciekawe i nijakie, o czym już wiedziałam planując podróż, zrobiłam zaledwie kilka zdjęć i to w sumie tylko po to, żeby mieć cokolwiek na pamiątkę. Zatem jeśli planujecie Kretę to Heraklionu nie dość, że nie polecam, to nawet Wam odradzam, musicie mi uwierzyć na słowo że Kreta ma ogrom fajniejszych i piękniejszych destynacji.

 Jednym z moich podróżniczych marzeń było Santorini a ja byłam gotowa zrobić wszystko żeby tam dotrzeć, z wyjątkiem płynięcia tam wpław bo patrząc na moje pływackie umiejętności nie dotarłabym daleko a do zawrócenia zmusiłaby mnie pierwsza większa fala. Kłody pod nogi kładli mi morscy przewoźnicy bo powiedzieć, że ceny biletów na prom były kosmiczne to jak nic nie powiedzieć. Szaleństwem wydawało mi się wydawanie na prom niemal tyle ile kosztowały bilety lotnicze, nie pocieszała mnie nawet myśl, że przecież spełnianie marzeń kosztuje, no ale żeby krocie? Na szczęście idę przez życie z osobą utalentowaną na wielu frontach a jednym z nich jest wyszukiwanie fajnych i tanich połączeń, to Jemu zawdzięczam Santorini. Żeby było ciekawie, co tam ciekawie, żeby było tanio, rejs ku Santorini zaczęliśmy o trzeciej w nocy, trwał cztery godziny ale cóż to dla mnie skoro cały przespałam. No i fakt, że trochę przed ósmą byliśmy już gotowi do zwiedzania pozwolił nam zobaczyć wyspę bez masakrycznych tłumów. Bo chociaż Santorini mnie oczarowało i wzruszyło samym faktem, że jest, no i że jestem tam ja, to ilość turystów trochę zaskoczyła. Wyobrażacie sobie, że są ludzie stojący po kilkadziesiąt minut w kolejce tylko po to, żeby sobie zrobić instagramowe zdjęcie z niebieskimi kopułami? A można było pójść uliczką od drugiej strony i mieć podobny kadr, nie dyktowany modą. Zauważyłam też, że tylko nieliczni zapuszczają się w uliczki oddalone od modnego centrum, w których było równie klimatycznie a zdecydowanie spokojniej. Na zawsze chcę zapamiętać śniadanie z widokiem na morze i białe miasto zbudowane na czarnym zboczu, w dniu będącym naszą kolejną rocznicą. Możecie probować zgadywać czy płakałam ze szczęścia czy nie? 😊

 Po dwóch dniach na Santorini wróciliśmy do Heraklionu ale ten powrót był trochę przygodą, bo prom, chociaż drogi i szybki, był opóźniony o prawie trzy godziny, zatem licząc czekanie w porcie i samą przeprawę na kontynent zajęło nam to więcej, co podróż tanim promem. Wygenerowało też sporą dawkę dodatkowego stresu bo w Heraklionie mieliśmy odebrać zarezerwowany na czas urlopu samochód a dzięki poślizgowi czasowemu istniało ryzyko, że nie dotrzemy do wypożyczalni przed zamknięciem. Na szczęście dotarliśmy ale głównie dzięki temu, że znaleźliśmy szybko wolną taksówkę, do których były kolejki ale jeden pan zabrał nas prosto z chodnika a nie z postoju, na którym czekała cała reszta ludzi i powinniśmy czekać i my. Szybko odebraliśmy auto i ruszyliśmy do Rethymno w którym mieliśmy zarezerwowane mieszkanie na cały pobyt na Krecie. Mieszkanko super, z dużym tarasem z widokiem na morze i fortecę, w spokojnej dzielnicy oddalonej 15 minut spacerem od starówki. A samo Rethymno skradło moje serce, zwłaszcza wczesnoporanne spacery po porcie i wąskich uliczkach, na których byłam tylko ja i koty.

 Oczarowała mnie Chania, pięknym weneckim portem i labiryntem klimatycznych uliczek. Przeszliśmy najdłuższy kanion w Europie i chociaż ta "przeprawa" trwa sześć godzin to bez zastanowienia przeszłabym go jeszcze raz nawet teraz. Zimne piwo wypite w tawernie na końcu szlaku smakowało niemal tak wybornie jak gorący earl grey. Zwiedziliśmy duży klasztor ale i zaglądaliśmy do małych, pachnących starością kapliczek.

 Głaskałam koty i osły, zazdrościłam żyjącym na rajskiej plaży kozom. Przez cały pobyt w Grecji jadłam niemal tylko owoce morza i grecką sałatkę bo wiem, że menu złożone z takich rarytasów nie przytrafi mi się zbyt szybko zatem i ja i mój pojemny na szczęście żołądek czuliśmy się w obowiązku korzystać. Kalmary, ośmiornice, krewetki i mule stanowiły moją podstawę żywieniową, nawet jeśli szłam na kolację z postanowieniem zjedzenia czegoś innego to moje oczy widziały w menu tylko dary morza. Nawet coś tak powszedniego jak ryba jadłam tylko raz 😊.

 A ta słodka żyjąca przy rajskiej plaży kózka wskoczyła mi raciczkami na kolana i ufajdała białą sukienkę. Wiem co to znaczy walka z ubraniami utytłanymi czerwoną ziemią bo walczyłam z nimi po Jordanii i chociaż sukienkę uprałam od razu po powrocie do greckiego mieszkanka to nie wszystko się sprało. Zatem jeśli macie jakieś skuteczne sposoby na wywabianie plam z czerwonej ziemi to podzielcie się nimi ładnie proszę, bo ja póki co moczę sukienkę w Vanishu i trzymam kciuki za powodzenie akcji.

 Odwiedziliśmy dwie rajskie plaże, z wodą ciepłą i przejrzystą, z której nie chciałam wyjść i udawałam że nie widzę machania ani nie słyszę nawoływań a zamiast tego płynęłam w drugą stronę. Powiem Wam, że nawet najbardziej niegrzeczne dzieci mogłyby się uczyć ode mnie marudzenia bo jak sobie postanowiłam, że z wody nie wyjdę, to nie wyszłam 😊. Tak byłam zdesperowana, że tupałam nogą, tzn. w miejscach gdzie dotykałam dna z moim szałowym niecałym metr sześćdziesiąt. I jak nie lubię plażowania to pluskanie się w cieplutkiej lazurowej wodzie mogłoby być moim sposobem na życie.

 A ostatniego dnia, w drodze z Rethymno do Heraklionu, zajechaliśmy jeszcze do wioski ukrytej w górach a słynącej z ceramiki. I tam, w niepozornie wyglądającej tawernie, zjedliśmy jeden z najpyszniejszych posiłków całego pobytu. Echhh, to było niezapomniane dziesięć dni. Było intensywnie ale też spokojnie, równoważyliśmy sobie aktywności tak aby ten urlop pozwolił nam wypocząć. Były zakurzone do piasku nogi i buty i mokre od potu koszulki ale też powolne posiłki, włóczęgi bez celu, patrzenie się na morze i śniadania w porcie na kamieniach pod latarnią. Lot powrotny mieliśmy o szóstej rano, który niemal cały przespałam, więc zleciał raz dwa, a do domu wróciłam z cieszącym mnie uczuciem braku niedosytu. Ten urlop trwał dokładnie tyle ile trwać powinien  a grecka codzienność podarowała mi wszystko o czym marzyłam.

 Po moich pierwszych w życiu zagranicznych wakacjach wróciłam z Grecji zakochana i w podróżowaniu, i w świecie, i w Grecji do tego stopnia, że rok później znów pojechałam do Grecji. Cieszę się, że ta ostatnia podróż dwie dekady później umocniła mnie we wszystkich dobrych uczuciach, które żywię do tego kraju. Kreta jest przepiękna o czym wcześniej słyszałam a teraz sama dobrze to wiem. Pamiętam jak jakiś czas temu żaliłam się tutaj, że tak bardzo lubię wyspy a tak rzadko na nich bywam, od czasu tego jęczenia dużo się zmieniło a ja bardzo się cieszę, że tylko w ciągu ostatniego urlopu zostawiłam i ślady stóp, i kawałek serca, na kolejnych dwóch.

 A co u Was kochani? Jak się zaczął wrzesień? Dał Wam już trochę popalić? Ja korzystam z ostatniego dnia urlopu i zaraz będę gnała jednośladem w daleki świat, który u mnie zaczyna się u progu mojego lasu. Jak zawsze zabieram ze sobą książkę i herbatę co oznacza, że będzie się działo 😀. Pięknego dnia!


Komentarze

  1. Ale zaszalałaś, wróciły wspomnienia!
    Zdjęcia cudowne, esencja Grecji można powiedzieć.
    Dziś pada i zimno, więc obejrzę sobie raz jeszcze dla polepszeni jesiennego nastroju:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grecja zrobiła w moim życiu furorę, to po Polsce i Hiszpanii najbardziej ulubiony kraj! Po cichu planuję powrót 😀.
      Niech jesień będzie łaskawa dla nas wszystkich.

      Usuń
  2. Znam, byłam i tez mi sie podobało.. tylko Ci ludzie... ale na slatke grecka bym wróciła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym wróciła na sałatkę grecką, kalmary i zimne piwko. A tłumy na Santorini były tylko przy miejscach z Instagrama, poza nimi było spokojnie ale równie urokliwie. Mam teorię, że w te odludne zakamarki zapuszczali się tylko tacy jak ja, nienormalnie ciekawi świata 😀

      Usuń
  3. Gratuluję pięknej wycieczki, wspaniałych widoków, zrealizowania marzenia o Santorini oraz cudownej rocznicy.
    Takie miejsca na długo pozostają w pamięci. Wiem, bo my też marzymy o powrocie na grecką ziemię a Kreta jest z tymi marzeniami blisko związana. Jeśli już tam się znajdziemy, to poproszę Cię o namiar na ten statek, co Was zabrał na Santorini.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz śmiało i pytaj o co chcesz, z przyjemnością podzielę się sprytnymi trikami i tym co wiem. Służę pomocą i dobrą radą. Myślę, że będziecie Kretą przezachwyceni, ja mam już na celowniku kolejne greckie wyspy 😀.
      Życzę Tobie i Asi fajnej niedzieli i wysyłam ogrom pozdrowień.

      Usuń
  4. Wyobrażałam sobie, że na Santorini naprawdę będą dzikie tłumy, ale skoro okazuje się, że są one tylko w tych instagramowych miejscach, to jest to naprawdę dobra wiadomość; okazuje się, że bilet na prom też można kupić w przyzwoitej cenie, więc może ostatecznie Santorini wcale nie jest tak bardzo drogą opcją urlopową, jak mogłoby się wydawać. Zdjęcia stamtąd są cudne. Te z Krety też. W ogóle to światło jakieś takie inne tam jest, trochę już jesienne, ale jednak ciepłe i przyjemne. Cóż, mam nadzieję, że kiedyś na własnej skórze doświadczę tych wszystkich greckich ochów i achów.
    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałam jeszcze o cenach na Santorini a z tego też mogłaby powstać budząca grozę historia 😜.
      Tłumy były masakryczne ale poza najbardziej znanym centrum było już zdecydowanie spokojniej. Każde z dwóch miast jakie odwiedziliśmy da się spokojnie obejść w dwie godziny, sporo ulic i przejść jest zamknięta dla turystów. Mam wrażenie, że to są dwie większe białe osady zbudowane na wulkanicznym wzgórzu.
      Za to Kreta, ach! Kreta to raj!
      Uściski!

      Usuń
  5. Ależ piękne kadry Monia! Wszystkie, a szczególnie te ze znanymi mi uliczkami z Rethymno oraz fotki z Santorini. Cieszę się, że się zrelaksowałaś i Twoja radość z życia jeszcze wzrosła, choć nie wyobrażam sobie teraz jej poziomu, bo zawsze była ogromna. Ale tak trzymaj, tryskaj energią i niech jej wystarczy na kolejne miesiące. Całusy:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż od powrotu z Grecji minął tydzień to nadal unoszę się z prądem na fali greckiego zen 😀. Grecja to jeden z moich ulubionych krajów, nie bez powodu pytałam jakie inne greckie wyspy są ciekawe. A że mieszkaliśmy w Rethymno to jest to moje ulubione miejsce na Krecie, najbrzydziej było w Heraklionie. Ale w Rethymno zostawiłam kawałek serca, w porcie i na wąskich uliczkach starówki.
      Buziaki niedzielne!

      Usuń
  6. Monia! Cieszę się, że wróciłaś z Krety i Santorini zrelaksowana, zachwycona i oczarowana widokami, jedzeniem. Twoje zdjęcia są zachwycające. Potrafisz zaprezentować całe piękno tej wyspy, wychwycić szczególiki, urokliwe smaczki. A te widoki zapierają dech w piersiach. Życzę Ci przecudownego tygodnia:)

    OdpowiedzUsuń
  7. niesamowite zdjęcia. normalnie czuję zapach.
    o tak, Kreta przede mną i z pewnością Korfu a może i Santorini :-))
    zachęcasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już czaję się na kolejne wyspy i jeden z przyszłorocznych urlopów z całą pewnością będzie grecki 😃

      Usuń
  8. Uwielbiam Twoje posty, bije z nich taki entuzjazm!
    Byłam tylko w Atenach które mnie nie zachwyciły ale to, co tu widzę to bajka! ♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ja to samo mogę powiedzieć o Twoich. Zarażasz mnie dobrą energią i mobilizujesz do owocnego wykorzystywania wolnego czasu. Buziaki!

      Usuń
  9. Piękne radosne fotki u Ciebie i entuzjazm w każdym zdaniu.
    Mnie też się podobała Grecja, a byłam na trzech wyspach Rodos Kos i Korfu. Tam Joannici zostawili swój ślad. Kiedyś się tym interesowałam.
    Podoba mi się ich religijność w tych małych kościółkach. Mam serdeczną koleżankę studencką, która mieszka tam od prawie 40 lat Muszę do niej napisać. może jakieś reunion party zorganizowałybyśmy👏👍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też byłam na trzech greckich wyspach, na Krecie, Santorini a wieki temu spędziłam trzymiesięczne wakacje pracując jako kelnerka w tawernie na Skopelos. To był raj, do morza miałam pięć kroków. Marzy mi się powrót na Skopelos i odnalezienie tej tawerny chociaż nie pamiętam nic zupełnie, ani nazwy, ani lokalizacji, a to było trochę na zadupiu 😃. Ale wierzę w to, że jak wrócę to uda mi się jakimś cudem iść po własnych śladach a pamięć mi wszystko odświeży.
      Grecja to zdecydowanie jeden z moich europejskich faworytów.
      Cmok, cmok!

      Usuń
  10. Cieszę się bardzo, że poznałaś tę fascynującą wyspę! Moja radość jest podwójna, bo Twoja opowieść i piękne zdjęcia zabierają mnie w sentymentalną podróż w miejsca tak mocno zapisane w sercu i mej najmilszej pamięci!
    Już nie mogę doczekać się na relacje z Wąwozu Samaria, malowniczej Chanii, dwóch rajskich plaż... rozpoznałam lagunę Balos i zgaduję, że chodzi też o Elafonissi ;-)
    Niesamowite jest to, że gdy Ty na gorąco dzielisz się z nami swoimi wrażeniami z wyprawy na Kretę, ja od tygodnia (pochłonięta różnymi, ciekawymi sprawami, które tak mocno ostatnio angażowały mnie w realnym życiu, więc na blogowanie niemal nie miałam czasu) usiłowałam napisać ostatni post z naszego urlopu spędzonego na tej pięknej greckiej wyspie w 2018 roku.
    Udało mi się... post opublikowany, więc zapraszam Cię do Chanii, jaką uwieczniłam w moim obiektywie :-)
    Dodam tylko... skoro pytasz, że wrzesień zaczął się dla mnie świetnie - wyprawą z moją ekipą z pracy w Beskidy, a dokładnie na Babią Górę... a w piątek czeka mnie pełne radości, rodzinne wydarzenie!
    Życzę Ci spokoju w pracy i słońca na niebie, czyli jak najpiękniejszej jesiennej aury, która sprzyja rowerowym przejażdżkom!
    Ściskam i pozdrawiam...
    Anita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak mi napisałaś, żebym będąc na Krecie przeszła Wąwóz Samaria. Miałam go już w planach ale teraz z radością melduję wykonanie zadania. Jestem przezachwycona i Samarią, i całą Kretą, na której znalazłam wszystko co lubię: piękne plaże, góry, klimatyczne ulice, urocze porty, dużo przyrody, pyszne jedzenie i sympatycznych ludzi. To był wspaniały urlop, z ogromem niezapomnianych chwil. Z przyjemnością będę do nich wracać w jesienne i zimowe wieczory bo faktu, że się zbliżają niestety nie da się ukryć.
      Dużo czwartkowych serdeczności i dobrych życzeń na kolejne dni.

      Usuń
  11. Piękna wycieczka, przyznam, że najbardziej pozazdrościłam tych wąskich uliczek, bajka fotograficzna 😁
    Wrzesień na Dolnym Śląsku nieciekawy, furda, ze zimno, lubię, ale deszcze i wiatry uprzykrzaja mi zycie, oby sie skończyły:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie na północy zdecydowanie cieplej, nie mogę narzekać bo póki co dzieje się dobrze, jest sucho i dużo słońca, a dzisiaj to nawet tak ciepło, że krótki rękaw 🙂

      Usuń
  12. Od razu zrobiło mi się cieplej, kiedy obejrzałam te wspaniałe zdjęcia. Jest na nich takie piękne, ciepłe światło. Wróciły wspomnienia z Grecji. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje greckie wspomnienia przywołały te Twoje. To jedna z radości wynikających z blogowania. Również przesyłam gorące pozdrowienia i życzę Ci dobrych październikowych dni.

      Usuń

Prześlij komentarz

DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.