Czytam, więc jestem, uwielbiam się przemieszczać, i nie ważne czy samolotem, czy rowerem,zapamiętywać chcę - sercem i aparatem, a żyć nie mogę bez książek, podróży, roweru, spacerów, rozmów i moich licznych pasji. Dzięki hektolitrom herbat wszelakich wypijanych codziennie trzymam się jakoś w pionie:)

W razie pytań lub chęci kontaktu: malamo@op.pl :)

Warto przeczytać


30/09
2026

A w Fezie się nic nie zmieniło...

 Przez lata żyłam w przekonaniu, że Fez to najbardziej magiczne miasto, w jakim byłam, a atmosfera medyny, jej zapachy i dźwięki, zakorzeniły się głęboko w moim sercu i w pamięci przywołując jedne z najbardziej niesamowitych podróżniczych wspomnień. Bo jak nie ulec urokowi labiryntem ulic, które wydaje się, że nie mają prawa istnieć w dzisiejszym, gnającym przed siebie na złamanie karku świecie? 

 Wiosną wróciłam do Fezu głodna nowych wrażeń oraz pełna nadziei na odszukanie tych starych. Tak to już jest z miastami, które kiedyś nas zauroczyły do tego stopnia, że zostały ulubieńcami, a do których wróciliśmy z nadzieją, że nic się nie zmieniło. I taki właśnie jest Fez. Ja zdążyłam dorosnąć a nawet trochę się zestarzeć, pojawiają się co i rusz nowe wynalazki, sztuczna inteligencja próbuje znokautować wiedzę zdobytą przez naukę i doświadczenie, świat gna przed siebie w dzikim pędzie a w Fezie ... w Fezie się nic nie zmieniło.

 Medyny marokańskich miast to zupełnie inny świat, realny i rzeczywisty, chociaż baśniowy i w ogóle do rzeczywistości nie pasujący. To, co turyście potrzeba do szczęścia znajdziemy na uliczkach ze straganami, restauracjami i herbaciarniami, ja jednak najwięcej doznań zebrałam wchodząc w zaułki dalekie od tych przygotowanych dla zwiedzających. Dzieci biegające za piłką, pani robiąca pranie, sąsiadki wracające z zakupów i rozmawiające ze sobą na rozwidleniu ulic. W tych wyjątkowych chwilach próbowałam nieudolnie wtopić się w tło aby nie zakłócać spokoju, z pełną świadomością tego, że z moją ciekawością, zaglądaniem w okna i otwarte drzwi i podpatrywaniem codzienności spokojnie zasłużyłam na to by nazywać mnie intruzem.

 Bardzo rzadko wplatam w moje podróżnicze wpisy informacje praktyczne dotyczące tego jak gdzieś dotrzeć i za ile, a jak już tam dotrzemy to co konkretnego zobaczyć. Nawet gdybym tak robiła to te wszystkie dobre rady nie zdałyby się w Fezie na nic, bo na to miasto rada jest tylko jedna: idźcie przed siebie z głową i sercem otwartymi na piękne, zdumiewające wrażenia, bo tych będzie w Fezie ogrom, i każde będzie niezapomniane, daję Wam na to moje słowo. Jeśli wejdziecie w jakąś uliczkę po raz drugi, trzeci lub kolejny, nie zawracajcie. Zapomnijcie na chwilę o tym, że w ręku trzymacie aparat. W oddalonych od turystycznego centrum medyny ulicach można dostrzec kadry, które warto zapamiętać niekoniecznie robiąc im zdjęcie. 

 Wiecie, że ja podróżuję nie mając na miasta konkretnego planu. Wiem co chcę zobaczyć i gdzie chcę być i tam idę, niekoniecznie najkrótszą i najbardziej logiczną drogą, bo po drodze też dzieją się niezapomniane rzeczy. A jeśli ktoś lubi tak jak ja to medyna w Fezie poleca się do usług. I kiedy już tam będziecie to dajcie szansę kadrom z prawdziwego życia, nie tylko tym wygładzonym dla przyjezdnych. Nie bójcie się zaułków, w których słychać tylko dźwięki zwykłego życia zagłuszające echo waszych własnych kroków. I koniecznie idźcie na targ, na którym można kupić wszystko, od żywego koguta poprzez ubrania, przyprawy, kosmetyki, słodycze, owoce i warzywa oraz mięso. Można tu również skrócić sobie włosy, naprawić telefon lub buty albo zrobić kolejną dziurkę w skórzanym pasku. Taki targ to esencja marokańskiej codzienności i sceneria do zdobycia naprawdę ciekawych wspomnień.

 Wracając do Fezu po kilkunastu latach czułam i ekscytację, i ulgę spowodowaną tym, że nic się tutaj nie zmieniło. Już po kilku minutach byłam pewna, że moje odczucia i zachwyty będą dokładnie takie same a ja znów wrócę do domu z Fezem jako podróżniczym ulubieńcem. Chłonęłam otoczenie jakbym widziała to wszystko pierwszy raz a ta wyjątkowa mieszanka kolorów, zapachów i dźwięków będzie tym co zostanie ze mną na zawsze. A mój ulubiony moment to ten wczesnowieczorny, kiedy medynę spowijał powoli coraz gętszy mrok, zanikał gwar rzemieślników a z głośników na minaretach płynął hipnotyzujący śpiew muezzinów, który niósł się po dachach starych domów.

 Odkrywając Fez odwiedziliśmy również tradycyjne garbarnie ale to temat na osobną opowieść.

 Po medynie w Fezie mogłabym spacerować bez końca i tak też robiłam, nie zawsze ku radości mojego ulubionego człowieka, w towarzystwie którego idę przez życie i zwiedzam świat. Ale doskonale go rozumiem no bo ile można? A ja mogę bez końca a później jeszcze raz bo za każdym przecież razem zauważam coś nowego, życie przeskakuje kilka klatek do przodu a w miejscu, w którym nic się działo, za dziesiątym okrążeniem mogą dziać się przecież niezapomniane rzeczy, jak mogłabym to przegapić?  W labiryncie zaułków, małych placów i ulic, w których mogłam się gubić i odnajdywać na nowo, czułam się duża i mała zarazem.

 Chociaż medyna w Fezie jest mniejsza od tej w Marrakeszu to moim zdaniem jest ciekawsza i dużo bardziej klimatyczna. Dostrzegłam tutaj dużo więcej zabytkowych budowli, przyciągających wzrok detali i miejsc, które zmuszały mnie do tego bym się zatrzymała lub zwolniła kroku. Sam Fez uważany jest za najlepiej zachowane średniowieczne miasto spośród wszystkich miast krajów muzułmańskich, jest najstarszym i najbardziej dostojnym spośród cesarskich miast Maroka. A dla mnie jest marokańskim ulubieńcem a jego medyna jednym z ulubionych miejsc na ziemi.

 Wierzę w to, że będzie mi dane wrócić do Fezu aby znów powłóczyć się po uliczkach i zakamarkach, które skradły moje serce. I znając mnie znów nie będę mogła się zatrzymać tak jakby przejście jeszcze kilkunastu kroków było obietnicą, że za kolejnym rogiem znajdę coś do czego będę wracać we wspomnieniach a czego nigdy nie zapomnę... Cieszę się, że powrót do Fezu nie przyniósł mi rozczarowania a zamiast tego pozwolił odświeżyć i umocnić uczucia jakimi darzę to wyjątkowe, egzotyczne, wyjęte jak baśni miasto.


Komentarze

  1. Trudno się dziwić twoim zachwytom, bo to rzeczywiście uczta nie tylko dla oczu :)
    Napisz, proszę, jak ludzie na was reagowali, czy nie odczuliscie np ich niechęci na widok aparatu? I w ogóle, jak was traktowano zwłaszcza w tych rejonach mniej turystycznych.
    Wracam oglądać ponownie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marokańczycy są przemili ale o tym napiszę więcej przy okazji opowieści o małych miasteczkach i wsiach bo to tam ludzie są najwspanialsi. W podróżowaniu uwielbiam zbaczać ze szlaku i jechać tam gdzie jeśli chodzi o turystów dociera mało kto. Nie spotkałam się z żadną niemiłą sytuacją, robiąc zdjęcia z bliska zawsze pytałam czy mogę a jak ktoś się nie zgadzał, co zdarzało się rzadko, z uśmiechem życzyłam miłego dnia i szłam dalej. W jednej z wiosek poszliśmy na obiad do czegoś na co nawet nie znajduję nazwy 😀, stał sobie grill, prowizoryczny dach i kilka stolików. Po chwili dosiadła się do nas jedna osoba, za chwilę druga, moment później kolejna, wszyscy bardzo nas ciekawi. Jakiś przechodzień przyniósł nam pomarańcze. Było to w jednej z wiosek u podnóża Gór Atlas, która bardzo ucierpiała po trzęsieniu ziemi w 2023 roku zatem nasłuchaliśmy się wielu również smutnych historii. Ale również i tych zwyczajnych z codziennego życia, które dla nas przecież jest egzotyczne. Małe wioski bez turystów i rozmowy z ich mieszkańcami to jedne z moich najpiękniejszych marokańskich wspomnień.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. To zależy ale teraz jak patrzę na to z perspektywy czasu, widzę, że zawsze udało się jakoś dogadać bo wszędzie znalazł się ktoś kto znał angielski. Chociaż raz wieźliśmy na stopa starszą panią, która mówiła tylko po berberyjsku ale tutaj chwała niech będzie tłumaczowi w telefonie. Ale np. pan, o którym wspomniałam powyżej, ten od pomarańczy, mówił po angielsku bardzo dobrze dzięki córce, nauczycielce języka angielskiego, a w ogóle na takiego nie wyglądał. Nie przypominam sobie żebyśmy mieli jakieś większe problemy z dogadaniem się, w ostateczności do rozmowy wkraczały ręce 😀.

      Usuń
    2. Mam taka teorie, że najlepiej w języku obcym dogadać się z osobami, dla których ten język tez jest językiem obcym:) mówią wyraźniej (choć czasem z miejscowym akcentem)i posługuja się językiem albo wysokim, albo chociaż szkolnym 😉No i jak mówisz, ręce 😊

      Usuń
    3. Ręce i pantomima, na co ja zwykłam mówić kalambury, to najlepsze narzędzie do komunikowania się 😀

      Usuń
  3. Powroty bywają ryzykowne, bo bardzo często są po prostu rozczarowujące, cieszę się więc przeogromnie, że w przypadku Fezu było zupełnie inaczej. Z tego co widzę jest to miasto, w którym wiele się dzieje, więc zupełnie się nie dziwię, że chciałabyś tam chodzić w kółko, bo w trakcie jednego spaceru nie ma opcji, żeby zobaczyć wszystko. Zdjęcia są cudne, ale moim najulubieńszym jest to z drzwiami, które ktoś chyba otwiera i widać dłoń tej osoby. Aż się zaczęłam zastanawiać, co też za tymi drzwiami może się kryć. A czy ten pan na kolejnym zdjęciu, to właśnie nie ta osoba, która otwierała drzwi? Ależ rozbudziłaś moją wyobraźnię.
    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się bardzo podoba to zdjęcie. Długo próbowałam zrobić zdjęcie tych zamkniętych drzwi bo nieustannie ktoś przez nie wchodził i wychodził. A kiedy stwierdziłam, że dłużej czekać nie będę wyszedł mi kadr dużo ciekawszy niż tylko zamknięte drzwi. Bardzo się cieszę, że zwróciłaś na to zdjęcie uwagę, ta dłoń nie należy jednak do pana z kolejnego zdjęcia.
      To prawda, że powroty niosą ze sobą ryzyko rozczarowania, ja jeszcze obawiałam się tego, że tak zachwalałam Vaidasowi to Maroko, że pięknie, baśniowo, że mili ludzie, pyszne jedzenie i herbata, a okaże się że to obecne Maroko ma w sobie niewiele z tego, co mnie tak zachwyciło za pierwszym razem. Ale już pierwszego dnia odetchnęłam z ulgą bo było tak pięknie
      jak poprzednio.
      Zdjęcia ludzi albo zdjęcia sytuacyjne tudzież reportażowe wymagają refleksu i zdecydowania a ja do tego jestem za wolna i najpierw patrzę a po chwili robię zdjęcie. W Maroku umknęło mi przez to kilka ciekawych kadrów, przez to i przez wstyd i skrępowanie bo w wielu przypadkach nie umiałam wyciągnąć telefonu. Wiesz jak to jest...
      Nie przepracowuj się na finiszu 😀.

      Usuń
  4. Z każdego zdjęcia wyziera jakaś tajemnica, a niektóre fotki to na Grand Press Foto, słowo!
    Czasami plan planem, ale najlepiej powłóczyć się tu i tam, chyba że niebezpiecznie!
    Powrót do Fezu, jak powrót do domu, nie zawsze zmian oczekujemy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowa uznania, nawet nie wiesz jak mi miło.
      Otóż to. Myślę, że w większości przypadków wracając do domu mamy nadzieję, że będzie tak samo jak wtedy, kiedy z niego wyjeżdżaliśmy. To ważne żebyśmy znów mogli zakotwiczyć.

      Usuń
  5. Takie historyczne miasta zachowują przez wieki swój urok, szczególnie w miejscach poza Europą. Pięknie i wzruszająco to odpisałaś. Zawsze fascynowałam się krajami arabskimi już od wczesnej młodości. Ubolewam bardzo, ze

    OdpowiedzUsuń
  6. ... z powodu ataków terrorystycznych zmieniliśmy stosunek do ludzi z tych krajów. Chętnie jeździmy do nich, ale niechętnie widzimy ich u siebie.
    Wybieram się do Maroka w listopadzie, na zorganizowaną wycieczkę, jest w planie i Fez oraz inne marokańskie cuda łącznie z filmową Casablanką.Bardzo się cieszę. Znam też trochę francuski, A to jest ich dawny kolonialny świat. bardzo mi żal Algierii, że z powodu swoich politycznych problemów tak z trudem wchodzi na rynek turystyczny. A kiedyś spędziłam tam przygodę życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Casablance byłam poprzednim razem i podobała mi się średnio aczkolwiek meczetem Hassana II będziesz przezachwycona. Mam nadzieję, że Twoja wycieczka Cię tam zaprowadzi a jak nie to się wymknij sama 🙂. No i Fez, ach! Bajka!
      W moim odczuciu Marokańczycy nie mają tak twardych charakterów jak islamiści z innych krajów, dla mnie to zupełnie inni ludzie niż Afgańczycy, Irańczycy albo Irakijczycy. Albo Syryjczycy.
      Bardzo się cieszę na Twoją marokańską wycieczkę, mam nadzieję że po powrocie bedziesz nam miała dużo do opowiedzenia.

      Usuń
  7. Zupełnie mnie nie dziwi Twój zachwyt bo widzę tu perełki na każdym kroku!
    Podróżujesz zupełnie jak ja, zbaczając z utartych szlaków, zaglądając w okienka, podziwiając cudenka, które można napotkać przypadkiem, w bocznych uliczkach...
    Rozmarzylam się.... dziękuję 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za te ciepłe słowa.
      Podróżuję po swojemu dlatego nie dla mnie kurorty, zorganizowane wycieczki albo wyjazdy all inclusive bo co ja bym tam robiła? Ja muszę chodzić, poznawać i odkrywać, błądzić, zaglądać w każdy zakamarek, podglądać normalną, zwyczajną codzienność. To jest dla mnie esencją podróży i innego stylu podróżowania w ogóle nie biorę pod uwagę.
      Wszystkiego dobrego na pierwsze październikowe dni. Dużo słońca!

      Usuń
  8. Wczoraj wróciliśmy z Turcji a tu proszę same niespodzianki. Przepiękny wpis o Fezie oddający jego cudowny , orientalny klimat. W relacjach pisanych brakuje tylko dźwięków i zapachów, które w Maroku odgrywają duże znaczenie. Czytając tekst i oglądając zdjęcia można choć przez moment przenieść się do jego medyny. Szczególnie gdy czytałem go z filiżanką herbaty ale nie tak słodkiej jaką można się tam napić. A druga niespodzianka to kartka z Krety, która czekała na nas w skrzynce. Bardzo dziękujemy! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, spacery po medynie to niezapomniana mieszanka wrażeń wzrokowych, słuchowych i zapachowych, które razem tworzą coś czego nie da się ani opisać, ani zapomnieć. Chociaż powiem Ci, że kiedy siedziałam ze szklanką miętowej herbaty w ręku i przyglądałam się otoczeniu to czerpałam z tych chwil równie dużo doznań. A przecież tylko siedziałam i piłam 🙂.
      Bardzo się cieszę że macie za sobą kolejny jak mniemam ciekawy urlop i że moja kartka była komitetem powitalnym po powrocie do domu 😀. Serdeczności!

      Usuń
  9. Monia! Myślę, że Fez to miasto w którym można poczuć egzotykę. Ja byłam nim zachwycona. Stara medina z labiryntem wąskich uliczek potrafi każdego oczarować. Mnie urzekły małe punkty rzemieślnicze. Tam faktycznie czas się zatrzymał. Mam wrażenie, że przed wiekami. Kolejny raz oglądam Twoje zdjecia. Są przecudnie!
    Pozdrawiam bardzo serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

DZIĘKUJĘ ZA CZAS POŚWIĘCONY NA MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚĆ. KAŻDY KOMENTARZ MNIE CIESZY I ZA NIE RÓWNIEŻ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.