Nie płacz, że coś się skończyło. Ciesz się, że Ci się to przytrafiło. ( G.G. Márquez )

sobota, 21 lutego 2015

Mój jest ten kawałek podłogi.


" Zrozumieć szczęście to jakby zrozumieć, że grunt, na którym stoisz, nie może być szerszy od dwóch stóp, które go pokrywają "
                                                            F. Kafka

Cartagena

Torrevieja

Wiadomo :)

Calnegre

Alicante

Calblanque

oczywiste :)

Casablanka, Meczet Hassana II

Barcelona

Polska

Sevilla

Calnegre

Torrevieja

Calblanque

Kolonia, Katedra

Znów Kolonia i Sylwester pod mostem :)

Polska


Pocieszcie mnie i napiszcie, że też zdarza Wam się czasem robić takie "selfie" :).


poniedziałek, 16 lutego 2015

Spotkanie z gotykiem w Barcelonie.

Dzielnica Gotycka to serce barcelońskiej starówki. Gąszcz wąskich, klimatycznych ulic ciasno splecionych ze sobą niczym sieć. A wśród nich Katedra św. Eulalii, zdaniem mieszkańców miasta najwspanialsza budowla gotycka w całej Hiszpanii...Dzielnica Gotycka była kiedyś rzymską osadą i katedra powstała w miejscu jednej z rzymskich świątyń.


Prawda jest taka, że Katedra zachwyca zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Z resztą ja bardzo lubię kościoły...


Zgadzam się z powszechnie panującą opinią, że Barri Gotic to atrakcja numer jeden w Barcelonie. Jednak takich numerów jeden jest w mieście więcej a ja na podium umieściłabym co najmniej kilka. Co nie zmienia faktu, że mogłabym tutaj spacerować bez końca i jest to jedno z moich ulubionych barcelońskich miejsc.



Uwielbiam zaszywać się w plątaninie wąskich ulic i niezależnie od tego gdzie jestem to właśnie spacery po starówce są moją ulubioną formą spędzania wolnego czasu. Kolorowe okiennice, powiewające nad głową pranie, stare, obłażące z farby drzwi i małe balkoniki niejednokrotnie tak pozastawiane donicami, że zostaje tylko miejsce na dwie stopy. To zdecydowanie moje klimaty.




Zgubienie się w tym labiryncie to świetna forma obcowania ze średniowieczną Barceloną. Po takich miejscach zawsze spaceruję bez żadnego składu ani logiki. I oczywiście bez mapy. Co niejednokrotnie skutkuje tym, że jestem kilka razy w tym samym miejscu. I nie jest to strata czasu bo takie błądzenie pozwala czasami dostrzec za trzecim razem to, czego się za pierwszym ani za drugim nie widziało...


Labirynt klimatycznych uliczek, mnóstwo skwerów i placyków, gdzie można na chwilę usiąć i zregenerować siły. Małe kawiarenki, restauracje, bary tapas, butiki, sklepy z pamiątkami i hostele - tutaj jest wszystko co turyście jest potrzebne do szczęścia. I mieszkańcowi Barcelony też.


Nie byłabym sobą gdybym nie zajrzała do każdej bramy lub w każde uchylone drzwi. Mam świadomość, że kiedyś mnie za to aresztują :).



Na Dzielnicę Gotycką mam tylko jeden sposób, moim zdaniem niezawodny. I każdemu polecam. Chodzi o to, żeby się zagubić, dać się nieść nogom. O spokojne spacerowanie bez zastanawiania się, w którą stronę teraz...Jestem przekonana, że prędzej czy później i tak dojdziemy wszędzie tam, gdzie byśmy chcieli. I gdzie dotrzeć powinniśmy.


Na pierwszy rzut oka zawsze mi się wydaje, że wszystkie europejskie stare miasta są takie same. Ale to mnie nigdy nie zniechęca. Ruszam przed siebie, błądzę w labiryncie i z każdym kolejnym krokiem odkrywam coraz więcej akcentów i detali, których próżno szukać w innym miejscu...




W miejscach takich jak to pośpiech nie jest mile widziany. Bo barcelońska starówka zasługuje na spokojne i uważne delektowanie się nią, na szersze otworzenie oczu z obawy, że coś umknie, na zadzieranie głowy w poszukiwaniu detali, na ciekawość i rozglądanie się. Trzeba mieć czas na to, żeby na chwilę usiąść, złapać oddech. Na chwilową bezczynność. Tylko po to, żeby ponownie ruszyć przed siebie zacienionym gąszczem ulic.


niedziela, 8 lutego 2015

Dzień, wspomnienie lata...


Koncepcja na dzisiejszą pisaninę była zupełnie inna. Podciągając do kolan grube wełniane skarpety i szczelnie otulając się kocem mimowolnie zaczęłam otwierać foldery ze zdjęciami z ostatniego lata.



Zdjęcioterapię bardzo lubię i często stosuję, zwłaszcza w taki dzień jak dziś kiedy Świat mieni się szarymi barwami a wspomnienie słońca wydaje się jak samo słońce - odległe i niemożliwe. Oglądanie słonecznych zdjęć naprawdę pomaga - rozgrzewa, poprawia humor i powoduje, że lato wydaje się być trochę bliżej. Może niekoniecznie jutro już lub pojutrze, ale za trochę ponad cztery miesiące to już będzie na pewno :).




O korzyściach ze stosowania terapii wspomnieniami pisać chyba nie muszę. Myślę, że większość z Was ma z nią do czynienia mniej lub bardziej regularnie ( obstawiam, że częściej to drugie ). Jeśli jednak "uchował" się ktoś, kto o zdjęcioterapii nie słyszał, bądź słyszał a nie stosuje - z tego miejsca do niego apeluję - to naprawdę działa! W połączeniu z wyobraźnią taka terapia potrafi zdziałać cuda.


Zanurzyć spojrzenie w błękicie i stopy ( a może i całą resztę ) w spokojnej, błyszczącej tafli...Chcę! Najlepiej teraz!



Napełnić dłonie gładkim piaskiem i poprzesiewać go przez palce.



Pływanie z Milą jako substytut jednego z marzeń - pływania z delfinami :).


No! Terapia po raz kolejny przyniosła oczekiwany rezultat ( w połączeniu z półlitrowym kubkiem earl grey'a i dwoma kawałkami sernika ) - zrobiło się cieplej, milej i nawet niebo jak by przejaśniało. Szarość za oknem wydaje się mniej przerażająca. Może nie nabrałam ochoty na spacer ale powoli wygrzebuję się z koca, a to już coś. Tylko te myśli jakieś takiego rozbiegane w stronę cieplejszych chwil...