Nie płacz, że coś się skończyło. Ciesz się, że Ci się to przytrafiło. ( G.G. Márquez )

wtorek, 26 lutego 2013

Szafszawan - raj ukryty w górach.

  Jeśli miałabym wybierać, które z miast marokańskich najbardziej mnie urzekło, to musiałabym wybierać pomiędzy Fezem a Szafszawan. Jednak z racji tego, że miasta te należą do całkiem innych kategorii turystycznych Fez jest numerem jeden jeśli chodzi o "metropolie", natomiast Szawszawan to najśliczniejsza mieścinka którą napotakaliśmy "po drodze". I w tym jest właśnie wyższość podróży na własną rękę nad tymi zorganizowanymi. Jadąc z Ceuty do Fezu zobaczyliśmy z daleka w górach niewielkie białe miasteczko. Dzięki przewodnikowi i drogowskazom szybko udało nam się ustalić jej nazwę, równie szybko podjęliśmy decyzję, że musimy tam być. Szafszawan onieśmielił nas swoim urokiem, myślę nawet, że mogłabym tam zamieszkać...


Szafszawan ma cudowną medynę, pełną białych i niebieskich zaułków.   



Pięknym tłem dla miasteczka są góry Rif.





















W te klimatyczne uliczki poprostu trzeba wejść i dać prowadzić się nogom...iść bez celu, bez obierania konkretnego kierunku, a przede wszystkim bez pośpiechu...







piątek, 22 lutego 2013

Fez - tam gdzie zatrzymał się czas.

  To najstarsze i najbardziej dostojne spośród cesarskich miast Maroka. Powstało na przełomie VIII i IX w., a potem przez wiele stuleci było najważniejszym w kraju ośrodkiem intelektualnym i kulturalnym. To taki marokański Kraków - są zresztą miastami partnerskimi. Fez to dawna stolica, z bogatą galerią zabytków, jest uważany za najlepiej zachowane średniowieczne miasto spośród wszystkich miast krajów muzułmańskich.
  Dla mnie Fez to najpiękniejsze miasto Maroka, medyna na zawsze zostanie w moim sercu i pamięci. Składa się na nią prawie 1.000 pogmatwanych uliczek, dziesiątki tysięcy domów, medres, pałaców i meczetów. Uliczki są tak wąskie, że niczego poza niebem nie widać. Tak iść przed siebie, bez żadnej orientacji, gubić się w uliczkach i zakamarkach, mogłabym bez końca. Mieliśmy wrażenie, że czas się zatrzymał. I dokładnie tak to sobie wyobrażałam czytając książki o Maroku. Czasami nawet nie chciało mi się sięgać po aparat oddając się przyjemności nie do opisania - obserwacji życia. Jak dawniej  działają tu setki mikroskopijnych sklepików, jednostolikowe restauracje ze stolikiem ukrytym we wnęce w ścianie, w przydomowych warsztatach wyplata się dywany, tka bajecznie kolorowe narzuty,  rzeźbi i inkrustuje meble oraz szyje ubrania.
  Co tu dużo pisać, medyna w Fezie urzekła nas bardzo.Nie mogłam uwierzyć że to się dzieje naprawdę. Chodziliśmy po medynie jak zaczarowani, dla nas to była egzotyka a w rzeczywistości otaczała nas codzienność.Sąsiedzi rozmawiali o pogodzie, pili kawę, dzieciaki bawiły się w berka i w chowanego, rzemieślnicy sumiennie wypełniali swoje obowiązki.
  Ale teraz zatęskniłam! Chciałabym znowu chociaż na chwilkę zgubić się w uliczkach medyny...





Uwielbiam podglądać życie, kiedyś mnie za to aresztują:)













Tradycyjne marokańskie buty - babusze.



Stragan z ceramiką.




Starą medynę otaczają mury obronne a do środka można się dostać jedną z czternastu bram. Najpopularniejszą z nich jest Bab Bu Dżalud. Jest stosunkowo młoda, powstała dopiero w 1913 r. ale bardzo efektowna. Z obu stron pokryta jest błyszczącymi płytkami zulajdż o skomplikowanej ornamentyce.

Mury medyny i brama Bab asz-Szurfa.


Stop osiołku, dalej nie idziesz:)




Marokański body painting.

Jak dla mnie Fez jest numerem jeden spośród marokańskich miast które odwiedziliśmy. Nigdzie indziej nie poczułam atmosfery Maroka tak jak tam. Było baśniowo i nierealnie i pisać o tym mogłabym długo. I siedzieć nad kolejnymi szklankami mocnej i słodkiej marokańskiej mięty i bez pośpiechu przyglądać się codzienności.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Marrakesz - miasto na styku kultur.

  Pewnie dla większości Marrakesz to pierwsze miasto jakie się kojarzy z Marokiem. Nie bez powodu. Wiele jest pięknych miast w Maroku ale żadne nie rozpala takich emocji. To największy ośrodek turystyczny, miejsce, gdzie spotykają się dwie zupełnie odmienne kultury - tradycyjnych Berberów z głębokiej prowincji Maroka i napływających tu tysiącami ludzi z zachodu. To fakt, turystów którzy ulegli magii Marrakeszu jest mnóstwo. To najczęściej odwiedzane marokańskie miasto.
  Sercem miasta jest plac Dżamaa al-Fna. W ciągu dnia to zwyczajny plac, ze straganami, restauracjami i sklepikami, ale tego co się dzieje na tym placu po zapadnięciu zmroku nie da się opisać.To trzeba przeżyć. Plac zapełnia się turystami i miejscowymi, wśród których są zaklinacze węży, wróżbici, fakirzy, połykacze ognia, akrobaci, tancerze i różnej maści artyści. Panuje taki tłok że mam wrażenie że wszyscy turyści i mieszkańcy znaleźli się nagle w jednym miejscu. Pomimo tego, że na placu nie ma żadnych zabytków, codziennie pojawiają się tu tłumy. Gwarno jest tu przez cały dzień ale dopiero wieczorem plac zaczyna tętnić życiem. Muzyka miesza się z aromatami, smaki z zapachami, wszystkie zmysły pracują na zwiększonych obrotach.




  Prawie wszystkie hostele mają opcję śniadania na tarasie, w Marrakeszu podczas śniadań mieliśmy widok na plac. Fajnie było patrzeć jak miasto się budzi do życia, robi się coraz gwarniej... I pomyśleć, że jeszcze w XIX w.plac służył jako miejsce publicznych egzekucji - ścinano tu głowy przestępcom a następnie nabijano je na pale i prezentowano mieszkańcom. W 2001 r. UNESCO  wpisało plac na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego.

  W pobliżu najsłynniejszego placu Marrakeszu stoi najwspanialszy minaret Maroka - Kutubijja ( Koutoubia). Minaret ma 70 m. wysokości i stanowi najbardziej charakterystyczną sylwetkę w panoramie miasta, szczególnie wieczorem kiedy jest podświetlony.

 




Medynę Marrakeszu otaczają wspaniałe mury obronne. Wzniesione z ubitej gliny pise przybierają różne barwy w zależności od wysokości słońca, najładniej prezentują się o świcie i przed zmrokiem. Wysokość murów sięga 9 m.




Chyba najpiękniejszą oazą zieleni w Marrakeszu jest ogród Majorelle. Jest to bardziej ogród botaniczny niż park, ze wspaniałą subtropikalną roślinnością, zagajnikiem bambusowym i imponującymi kaktusami. Główną budowlą parku jest willa, w której ma swoją siedzibę Muzeum Sztuki Islamskiej. Przez wiele lat właścicielem ogrodu był Yves Saint-Laurent, który tak pokochał to miejsce, że tutaj zgodnie z ostatnią wolą projektanta rozsypano po śmierci jego prochy. To właśnie Laurentowi ogród w dużej mierze zawdzięcza swoją świetność.










Jedna z bram prowadząca do medyny.

Jeden z zakątków medyny.

Stragan z przyprawami, charakterystyczny widok na marokańskim suku.